Ciałopozytywność. Lookbook poza kanonem

Kwestia wychodzenia poza kanon zawsze pozostawia pewien niedosyt. Obawa przed przeoczeniem zlekceważonego skarbu każe szukać głębiej i dalej, nie pozwala oderwać się od ekranu. Mimo to zaryzykujmy. Z okazji nowego numeru przedstawiamy nasz subiektywny zestaw ciał – czy raczej tego, co je przyodziewa. Są duże i małe, z niepełnosprawnościami, przekraczające binarne granice płci, naznaczone wiekiem i przebytymi doświadczeniami. Ubrania leżą na nich tak, jak lubimy: ze swadą, fantazją i sympatią dla charakteru noszących. (KG)


8. Muza w szkarłatach i bieli – Zet i dwa zera (1985), reż. Peter Greenaway

Peter Greenaway, jeden z najbardziej nowatorskich i ekscentrycznych reżyserów, gloryfikuje w swoim kinie  wszelkie odstępstwa od normy. W pozornych niedostatkach widzi piękno i materię do tworzenia sztuki. Alba Bewick, główna bohaterka Zet i dwa zera, w wypadku samochodowym traci nogę. Jej chirurg, Van Meegeren (nazwisko dziedziczy po fałszerzu dzieł Vermeera) wpada na kuriozalny pomysł – proponuje kobiecie amputację drugiej nogi, po to, by zainscenizować z nią jeden z obrazów autora Dziewczyny z perłą. Niepełnosprawność nie odejmuje Albie witalności ani kobiecości. Wręcz przeciwnie – ze względu na swoją niedoskonałość staje się wyjątkowo atrakcyjna. Kobieta na początku nosi czarną, lśniącą protezę, kontrastującą z bielą jej stroju. Ubrania Alby podkreślają jej odmienność i zwracają uwagę na nieokiełznany temperament. Zarówno proteza, jak i wózek inwalidzki w ujęciu rudowłosej bohaterki zdają się dodatkowym elementem kostiumu, wyrażającego osobowość i seksualne rozbuchanie. Strój akcentuje również malarskie inklinacje, wprost nawiązując do płócien Vermeera, ale też ekstrawaganckiej mody lat osiemdziesiątych. Esencją tego połączenia jest intensywnie czerwona garsonka, która sprawia, że obok Alby nie można przejść obojętnie. (SN)


7. Dyskretny urok tafty – Ten pierwszy raz (1999), reż. Raja Gosnell

Josie pracuje jako sekretarka poczytnego magazynu, chociaż marzy o karierze dziennikarki. Gdy dostaje szansę napisania reportażu wcieleniowego o życiu współczesnych nastolatków, nie waha się ani chwili. Chowa traumy do kieszeni i, odziana w pierzaste boa, dziarskim krokiem wkracza do znienawidzonego ogólniaka. Pstrokate topy, workowate kiecki i wyciągnięte swetry nosi z dumą pewnej swojej wartości bohaterki. Stereotypowa szkolna brzydula w wykonaniu Drew Barrymore rozsadza ekran charyzmą, wykorzystując nawet najbardziej kanciaste outfity jako broń, na przekór łatkom nadawanym przez mało przyjaznych licealistów. Malownicze wylanie gęstego napoju na białe dżinsy kwituje uśmiechem. Wpadek nie przykrywa nieśmiałością, a kolejnymi ekstra-kreacjami. Najważniejsze pozostaje jedno: nieważne czy w aparacie ortodontycznym i bufiastej kiecce, czy w dopasowanych kombinezonach, bohaterka zawsze wyraźnie zaznacza swoje miejsce w szeregu, nie dając się  zaszufladkować. Mało kto nosił taftę z taką dumą jak Josie Geller. (MP)


6. Kamp my girl – Desperate Living (1977), reż. John Waters

Bohaterki Desperate Living umykają kanonowi z uśmiechem na ustach. W ich szafie królują obcisłe, lateksowe ubrania, patchworkowe zestawy i oczojebne kolory, a podkreślanie „niedoskonałych” ciał staje się sposobem na życie. Nikt nie zaprzeczy, że Edith Massey, najczęściej wtłoczona w kuse stroje i z czerwoną szminką na ustach, to uosobienie pewności siebie. Parafrazując słowa Dawn Davenport z Female Trouble: królowa Carlotta jest zawsze tak kurewsko piękna, że sama nie może tego znieść. Wtóruje jej w tym Jean Hill, dwustukilogramowa nauczycielka z Baltimore, którą Waters nazwał spełnieniem swoich marzeń, czterystoma funtami prawdziwego talentu. Kobieta wciela się w rolę gosposi Grizeldy, która uśmierca pana domu, siadając mu na twarzy. Grizelda, podobnie jak Carlotta, muska twarz pstrokacizną, a zawartość jej szafy odlatuje w kosmos. Zielono-cekinowe body połączone z bladoróżową spódniczką tutu czy kombinezon w gwiazdy to zestawy, które szczególnie chętnie widziałybyśmy w swoich garderobach. (MP)  


5. Grandżówa po siedemdziesiątce – Ukryte piękno (2016), reż. David Frankel

Helen Mirren jest jedną z osób, która wiele zmieniła w postrzeganiu dojrzałych aktorek. Nie tylko nadal gra ciekawe role (nawet w tak nieciekawych filmach jak Ukryte piękno), ale też śmiało odsłania na ściankach ozdobione zmarszczkami ciało. Brytyjska gwiazda zachwyca seksapilem, nie udając, przy pomocy nadgorliwych chirurgów, młodszej niż jest. Mirren, prywatnie i w filmowych odsłonach, najczęściej ubiera się elegancko i zmysłowo. Rola Brigitte jest pewnym przełamaniem jej emploi – jako aktorka z niezależnego teatru, nosi się niczym nastolatka, zakochana w zespołach z Seattle i rockowych fatałaszkach z lat dziewięćdziesiątych. Długie dzianinowe spódnice lub skórzane spodnie, koszulki z nazwami zespołów założone na biały longsleeve, pomalowane na czarno paznokcie i zwracające uwagę, nienaturalnie niebieskie szkła kontaktowe. Ubrania bohaterki idealnie współgrają z jej osobowością – otwartym umysłem, spontanicznością, kreatywnością i wszystkim, co stereotypowo zawiera się w słowie „młodzieńczy”. Udowadniają przy tym, że moda nie zważa na wiek, a siedemdziesięcioletnie panie wcale nie są skazane na nobliwe i nudne outfity. (SN)


4. Wróżki chrzestne w dragu – Ślicznotki (1995), reż. Beeban Kidron

Vida Boheme, Chi-Chi Rodriguez i Noxeema Jackson to trzy dobre wróżki, które, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, queerują zapomniane przez boga i ludzi miasteczko. Do płciowego performansu udaje im się zainspirować miejscowe, zrezygnowane kobiety, w czym pomagają krzykliwe ciuszki z lat sześćdziesiątych. W garderobach tytułowej trójcy królują najtisowe tuniki, wytworne garsonki i romantyczne sukienki, a ostre szczęki i szerokie barki nie odbierają bohaterkom kobiecości. Ostatecznie owocowy festyn przeistacza się w huczny bal z tańcami na stole, a nad wszystkim czuwa duch posągowej Julie Newmar. Ślicznotki to urocza baśń dla odmieńców, w której traumy topnieją pod warstwą ciepła, a zrozumienie można znaleźć wszędzie. Doświadczone drag queens mają jeszcze jedną misję – chcą pomóc młodszej siostrze ukształtować styl (a ten, jak wiemy, jest przecież najważniejszy). Bajka kończy się dobrze, protegowana wyrasta na prawdziwą królową. (KG)


3.Emancypowanie żołądka – Dietland (2018), twórczyni Marti Noxon

Przeoczono w Polsce ten serial, jakby wpisując się w jedną z jego ponurych tez. Nawet jeśli zaakceptujesz swoje ciało, to jeszcze nie znaczy, że społeczeństwo też je zaakceptuje. Bohaterka tej historii (pseudonim: Śliwka) jest otyła, przez co być może nie dość atrakcyjna, by wywalczyć uwagę publiki. Poszarzała i zmęczona, poprawy samopoczucia upatruje w zabiegu zmniejszenia żołądka. Przykre nastawienie do ciała zmienia się u niej wraz z feministycznym oświeceniem. Kobieta przechodzi metamorfozę – ma teraz nowy, drapieżny styl i świetną fryzurę, zyskuje też na odwadze, a operację zaczyna postrzegać jako bezsensowne okrucieństwo. Mimo to nie czuje się wolna, ale… wkurzona. Media, koncerny kosmetyczne, bezwzględność męskiego spojrzenia, osąd otoczenia – wszystko to podpowiada, że aprobaty z zewnątrz nie da się uzyskać zdrową pewnością siebie, fajnym wdziankiem i intelektem, ale przez nakładanie na siebie kolejnych restrykcji i inwestowanie w tzw. piękno. Historia przemiany Śliwki jest fascynująca: drażni, ale też edukuje, proponuje rozwiązania. (DJS)


2.Ludzie i potwory – AHS: Freak Show (2014-2015), twórcy: Brad Falchuk, Ryan Murphy

Można by napisać o każdym i każdej z osobna: o coraz strojniej ubranych, złączonych kręgosłupem Bette i Dot; o dumnie eksponującej potrójny biust Desiree w zamaszystych spódnicach z koła; o dwumetrowej Amazonce Eve w dziewczęcych fatałaszkach; o ciężkiej pelerynie dżentelmena o dwóch twarzach. Można, ale scenę i tak kradnie Elsa Mars, niespełniona diwa i samozwańcza królowa-matka. W tym chyba najbardziej melancholijnym i smutnym z wszystkich sezonów AHS, postać kruchej, ale bezwzględnej panny Mars zbiera w sobie całe rozgoryczenie i stracone szanse – zarówno swoje, jak i swoich przybranych dzieci. Elsa perfekcjonizmem otula się jak przykurzonym boa z piór, jedną maskę zakrywa drugą. Drewniane protezy nóg, straconych podczas kręcenia filmu snuff, nigdy nawet nie migną spod jej wystawnych sukni. Kiedy wchodzi na zapyziałą cyrkową scenę, w turkusowym garniturze, z opalizującym cieniem na powiekach i Davidem Bowiem na ustach, bezlitosny zegar nawet nie kliknie. I nie ma znaczenia, jak jest naprawdę, show jest wszystkim. (KG)


1.Obśmiewając stereotypy – GLOW (2017-2019), twórczynie: Liz Flahive, Carly Mensch

Tematem tego nieodżałowanego (skasowanego po trzech sezonach) serialu jest eksperymentalny show wrestlingowy z udziałem kobiet. „Nietuzinkowych… cokolwiek to znaczy” – brzmi zaproszenie na casting. Zgłasza się cała galeria oryginałek w różnym wieku i rozmiarze. Klucz do zbudowania dramaturgii na ringu jest prosty. Każda z wrestlerek wciela się w „barwną postać”, alter ego kreślone grubą krechą stereotypu – etnicznego, kulturowego i fizycznego. Serial przekornie udowadnia, że klisze, owszem, bywają przyczyną opresji, ale – skoro już są i nic z tym nie zrobimy – mogą być też źródłem mocy. Bohaterki znajdują klucz, by je zneutralizować. Klucz ironii, dystansu i poczucia humoru. Stereotyp celowo przejaskrawiony, zaserwowany świadomym żartem, kompromituje się. Nagle żyjące na marginesie samotniczki, dziwaczki i kobiety wykolejone odzyskują dawno pogrzebaną wiarę w siebie. Każda o innym ciele i śmiałej aparycji, wszystkie przebojowe i promieniste, czują się w świetle reflektorów nie jak modelki, ale… superbohaterki. (DJS)

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top