Garb cyfrowego dzieciństwa. Come Play

Rzut oka wystarczy, by rozpoznać znajome otoczenie. Come Play (2020, J. Chase) wspiera się na charakterystycznym dla spielbergowskiej fantastyki kodzie wizualnym. Widzimy dziecko o melancholijnej urodzie, sypialnię tonącą w mroku, błyszczące w ciemności elementy.

Film współprodukowany przez nowoprzygodowego giganta Amblin Entertainment wpisuje się tym samym w estetyczną i tematyczną tradycję marki, łączącej familijne wątki z horrorem i fantasy. Jednocześnie jest to już któraś z kolei pozycja nowego anglosaskiego horroru ujawniająca, że przybyłe z dziecięcego świata strachy zagrażają egzystencji mieszczańskiej rodziny. Realizacja Jacoba Chase’a porównywana jest do popularnego Babadooka (2014, J. Kent), ale zdecydowanie bliżej jej do niedocenionego horroru Z (2019, B. Christensen), w którym „wymyślony przyjaciel” rozpoczyna niszczenie rodziny z wnętrza sypialni chłopca. Potwór imieniem Z sam ma w sobie dużo z dziecka – lubi grę w chowanego, dla hecy uruchamia zabawki, komunikuje się z przerażonymi bohaterami przez „mówiący” elektroniczny gadżet do nauki alfabetu. Podobny mechaniczny głos usłyszymy w Come Play.

Dzieci widzą więcej na ekranach i wyświetlaczach. Dziewczynki i chłopcy w horrorach wgapiają się w jaśniejące prostokąty co najmniej od lat osiemdziesiątych. Ikonicznym dla współczesnego horroru obrazem jest wizerunek Carol Anne wpatrzonej w kineskop odbiornika telewizyjnego (Duch, 1982, T. Hooper). Nie zawsze rolę takiego urządzenia musi przyjmować tradycyjny sprzęt elektroniczny. W finale rozgrywającego się u schyłku dziewiętnastego wieku Powrotu do Krainy Oz (1985, W. Murch) Dorotka rozmawia z postacią odbijającą się w lusterku. Lśniące zwierciadło toaletki w jej sypialni bardziej przypomina srebrny blask elektroniki, aniżeli błysk „tradycyjnego” baśniowego lustra. Dorośli każdorazowo reagują konsternacją. Co te dzieci tam widzą? Z kim rozmawiają? W finale Ducha ojciec rodziny wynosi telewizor na zewnątrz, a Powrót do Krainy Oz kończy się, gdy bujająca w obłokach Dorotka zostaje zagoniona na dwór przez ciotkę. Kto to widział, żeby tak rozmawiać z lustrem.

Horrory i filmy fantasy są w tym wypadku przedłużeniem szerszej tendencji manifestującej się w kulturze dziecięcej. Badaczka folkloru dziecięcego Gail De Vos zauważa, że fantazje z filmu Duch wspierają się na podobnych wyobrażeniach, co rytualne gry z lustrem podejmowane przez osoby w wieku szkolnym[1]. Wiele chłopców i dziewczynek widziało choć raz ducha w lusterku. Rozpowszechnione wśród dwunastolatków na całym świecie gry i legendy miejskie zakładały istnienie Krwawej Mary albo innej Białej Damy, zamieszkujących domowe zwierciadła i lustra w szkolnych ubikacjach. Kino czerpie z tych wyobrażeń, tyle że w najnowszych horrorach lustra i kineskopowe telewizory zastępują wyświetlacze telefonów, tabletów, laptopów, płaskich telewizorów. Ich funkcja pozostaje jednak zbliżona. Dzieci zatracają się w obrazach z niebezpiecznych „luster”.

Come Play

Chase korzysta z ikonografii technologicznych „luster” i przez pewien czas pozwala nam poczuć się jak dziecko oglądające duchy przez szklaną taflę. Wiele obiecuje scena wprowadzająca. Przeprawiamy się w niej przez wnętrze ciemnego domu wraz z chłopcem, który za moment będzie krzyczał z przerażenia (ekspresywna, oświetlana blaskiem ekranu twarz Azhy Robertsona to najjaśniejszy punkt filmu). Autor Come Play, jak wielu twórców horroru, obiera za obiekt straszenia „niewinne” dziecko. Sadystycznie czyni swojego bohatera jeszcze bardziej delikatnym – Oliver jest dotknięty autyzmem, nie mówi, unika interakcji społecznych, porozumiewa się z otoczeniem za pomocą komunikatora w telefonie. Nietrudno jednak dostrzec, że temat autyzmu służy Chase’owi jako symbol współczesnego dzieciństwa (w jego wariancie introwertycznym, zamkniętym na otoczenie, skupionym wokół ekranów). Również żale matki Olivera skarżącej się na brak kontaktu wzrokowego z dzieckiem, zbiegają się z nauką potworów, niezadowolonych, że „nikt już nie patrzy sobie w oczy”. Bawią desperackie próby, jakie podejmują rodzice, aby odciąć syna od złego wpływu technologii. Zbicie szybki jeszcze nigdy nie unicestwiło ducha zwierciadła. Potwór po prostu ujawni się w innej szklanej tafli.

Co ciekawe, reżyser zaznacza, że jego film nie miał być komentarzem na temat technologii w rękach dziecka; tablet jest tylko „oknem do świata”, prawdziwe strachy kryją się za szkłem[2]. Mimo tych zapewnień, pedagogika, jaka znamionuje pełnometrażowy debiut Chase’a, sytuuje się blisko rutyniarskiej krytyki nadmiernego wpływu technologii na niedorosłych. Już sama fizjonomia potwora przypomina stereotypowe wyobrażenie osoby „uzależnionej od ekranu”. Larry jest straszliwie zgarbiony, jego łapska ustawione są w pozycji, jaką przyjmuje się przy komputerze; oczodoły raz są puste, a raz świecą się w nich czerwone ślepia, jakby stwór cierpiał na ekstremalne zapalenie spojówek. Towarzyszący jego obecności dźwięk przypomina chrupot wydawany przez zmęczony napięciem kręgosłup. Gdy Larry wyciąga szpony, znamy ich moc. Potwór jest „urządzeniem dotykowym”, pochwycenie go w dłonie sprawia, że znikasz z realnego świata. Larry to samotne i żałosne stworzenie. Czy tak kończą dzieci zapatrzone w ekrany? Wymowa jest jasna: technologia psuje młode ciała, dusze i umysły. Chase widzi jednak nadzieję. Niemal naiwnie wypada finałowy dziecięcy pakt przeciw cyfrowej samotności, a także poświęcenie matki, która by spojrzeć synowi w oczy,  musi sama zatopić się w świecie ekranów. Strzeżcie się cyfrowe dzieci! Nie chciałyście przyjść do mamusi, to mamusia przyjdzie do internetu.   

Come Play (2020), reż. Jacob Chase


[1] Gail De Vos, Tales, Rumors, and Gossip: Exploring Contemporary Folk Literature in Grades 7-12, Westport-London 1996, s. 64.

[2] D. Crimmins, D. Chase, Interview: Director Jacob Chase On His Debut Feature, “Come Play”, https://rue-morgue.com/interview-director-jacob-chase-on-his-debut-feature-come-play

NUMER 3: Sklepik z horrorami10/2020

O autorce:

Filmoznawczyni, kinofilka, doktorantka w Instytucie Nauk o Kulturze UŚ. Autorka publikacji na temat filmu młodzieżowego i narracji inicjacyjnych w kinie m.in. książki "Wiosenna bujność traw. Obrazy przyrody w filmach o dorastaniu". Chciałaby, żeby jej życie przypominało radziecki melodramat.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top