Gorączka licealnych nocy. Beztroskie lata w Ridgemont High

Tchnące beztroską i wolnością centra handlowe, pierwsze razy, pierwsze fury, pierwsze zawody miłosne i przyjacielskie – w ten sposób debiutująca w roli reżyserki Amy Heckerling wgryza się w nastoletni świat.

Robi to ze swadą, jakby była rówieśniczką swoich bohaterów. Bez dydaktyzmu, bez zbędnej stylizacji, za to z humorem, wdziękiem i zrozumieniem. Wszak beztroskie licealne lata kryją w sobie wiele tajemnic, które odkrywamy powoli i uśmiechamy się, widząc na ekranie znajome doświadczenia.

Wiarygodność filmu buduje nie tylko sprawna reżyseria, ale i błyskotliwy scenariusz debiutującego w tej roli Camerona Crowe’a. Przyszły reżyser Vanilla Sky (2001) spędził rok, podszywając się pod licealistę w szkole Clairemont High School w San Diego, gdzie zbierał materiały do swojej książki Fast Times w Ridgemont High: A True Story, później przerobionej na skrypt. Opowieść nasycona wiarygodnymi dialogami i wiernie oddanym klimatem wczesnych lat osiemdziesiątych zbudowała sugestywny obraz barwnej epoki i młodych ludzi u progu dorosłości. 

Beztroskie lata w Ridgemont High

Beztroskie lata w Ridgemont High to portret zbiorowy młodzieży z tytułowego ogólniaka, jednak reżyserka poświęca najwięcej uwagi jednej nastolatce – Stacy (w tej roli Jennifer Jason Leigh). Jest ona nieśmiałą dziewczyną, która pragnie przeżyć swój pierwszy raz. Po szkole pracuje w pizzerii w Ridgemont Mall, gdzie, wraz ze swoją starszą i bardziej doświadczoną erotycznie przyjaciółką, Lindą (Phoebe Cates), “obcinają” najlepszych chłopaków. W końcu umawia się z jednym z nich. Na randce dochodzi do zbliżenia, które jednak nie kończy się tak, jakby chciała. Chłopak szybko się zmywa, zostawiając po sobie jedynie wspomnienie. Nieudany pierwszy raz nie zniechęci dziewczyny do dalszych prób. Na drodze do zrozumienia własnej seksualności oraz tego, czym może być dla niej seks, popełni jeszcze wiele błędów, które pozwolą odkryć prawdziwą wartość otaczających ją osób.

Wpisane w charakter nastoletniego życia fragmentaryczność, przebodźcowanie, ulotność chwil i nieporadne decyzje charakteryzują również życie młodzieży z Ridgemont High. Uczniowie liceum są nieco zagubieni, wciąż szukają swojego miejsca na ziemi, a przede wszystkim wypatrują ekscytujących chwil i korzystają z uroków niedorosłości. Gra pozorów i nadmierna pewność siebie jest jednym ze sposobów na przetrwanie. Wiecznie zjarany (i głodny) surfer Jeff Spicoli (Sean Penn) to niegroźny szkolny wariat, który niczego nie traktuje poważnie. Mike Damone (Robert Romanus) to z kolei nastolatek dorabiający jako nielegalny sprzedawca wejściówek na koncerty, który chciałby uchodzić za pewnego siebie podrywacza, potrafiącego zdobyć każdą dziewczynę. Swojemu przyjacielowi Markowi (Brian Backer) – nieporadnemu nerdowi nie radzącemu sobie z adorowaniem dziewcząt, chętnie daje sercowe porady. Pamiętna jest scena, w której, pragnąc zdobyć wiarygodność, przystaje przed jednym ze sklepów w centrum handlowym i „podrywa” kartonową podobiznę Debbie Harry. Prawdziwa (i zarazem fantazmatyczna) super-kobieta wydobywa z dojrzewającego chłopaka skryte marzenia i pokłady męskości. Scena jest znamienna dla kultury młodzieżowej, wszak osobistości i symbole dekady służą podbudowaniu pewności siebie i wykreowaniu tożsamości oraz realizowaniu pierwszych pragnień. To w „celuloidowym” centrum handlowym padają pierwsze znaczące spojrzenia i zostają wykonane pierwsze kroki. Wymowne jest umieszczenie akcji akurat tutaj, w miejscu, które wdraża dzieciaki w system kapitalistyczny. Zarabiając i wydając pieniądze, niejako oswajają się ze skupioną na konsumpcjonizmie dorosłością.

Szczególną wartość dla amerykańskich nastolatków ma samochód, który nie bez przyczyny odgrywa w filmie Heckerling znaczącą rolę. Oznacza prestiż (wszak odkłada się na niego ostatnie pieniądze), ale i wolność. Brat Stacy (Judge Reinhold), właśnie w samochodzie pozbywa się akcesoriów z nielubianej pracy, gdy zostaje wyśmiany przez atrakcyjną rówieśniczkę kierującą nieziemską furą. Nie mniej ważna jest przejażdżka brata Charlesa Jeffersona – szkolnej gwiazdy sportu (debiutujący Forrest Whitaker) z tradycyjnie naćpanym Jeffem Spicolim, która kończy się poważną stłuczką. Paradoksalnie, dzięki pomysłowemu fortelowi, sytuacja pomaga młodemu utrzeć nosa zadufanemu w sobie starszemu bratu. 

Amy Heckerling, do spółki z Cameronem Crowem, stworzyli wiarygodny portret młodych ludzi smakujących życie i przekraczających granice po raz pierwszy. Jest w nim dużo szczerości, dzięki której utarte gatunkowe klisze i stereotypowe postaci nabierają oddechu. Szkolny ćpun ostatecznie dostrzega wartość nauki, rasowa cool girl, Linda, choć stereotypowo fetyszyzowana przez kamerę (niezapomniana scena topless nad basenem), wbrew schematom z natury jest dość introwertyczna i nawet w fabule zostaje na drugim planie. To postać „nieśmiałej dziewicy ” Stacy gra w tej historii pierwsze skrzypce. Uwodzi, poszukuje ujścia dla swoich pragnień, dominuje nad chłopcami, nieśmiało podziwiającymi jej urok. Z kolei brat dziewczyny – Brad, namaszczony jako najdojrzalszy z rodzeństwa, ma wieczne problemy w pracy, a jego próby zerwania z dziewczyną kończą się przewrotnie. To ona zrywa z nim pierwsza, podając dokładnie taki sam powód, jaki chciał podać on. Tymczasem Mike, gdy trafia na Stacy, dziewczynę, która niemal dorównuje mu w pewności siebie, traci grunt pod nogami. Nastoletniość niejedno ma imię, a gra pozorów i nakładanie fajniejszych masek budują kolejne problemy, zamiast je rozwiązywać. Świat beztroski powoli ustępuje więc miejsca wymagającej dorosłości, doświadczającej bohaterów na każdym kroku.

Dlatego Beztroskie lata w Ridgemont High mają też ciemną stronę. Czysto rozrywkową formę opowieści Heckerling nasyca treściami poważnymi, takimi jak zawiłości młodzieńczej seksualności i niechciane ciąże. Przy czym twórczyni nie ocenia swoich bohaterów i nie moralizuje. Do końca pozostaje przezroczysta, jako wrażliwa obserwatorka, która daje dzieciakom możliwość popełniania błędów i wyrażania swoich potrzeb. To z kolei prowadzi do zderzenia z pierwszymi fascynacjami i miłościami, które bywają zabawne, zawstydzające, bolesne i pozostają z bohaterami na zawsze. Nastoletnie doświadczenia, uniwersalne bez względu na czas i miejsce, sprawiają, że film Heckerling wciąż pozostaje czytelny. Wszyscy za czymś tęsknimy, do czegoś dążymy. Zarówno najfajniejsza laska w szkole, jak i nieśmiały nerd, mają swoje marzenia i lęki, które mogą być dla nich w tym czasie trudne do wyrażenia. 

Młodzi dorośli Amy Heckerling chcą więc za wszelką cenę pożegnać lata niewinności, nawet jeżeli miałoby to przynieść jedynie rozczarowania (którym zresztą dzielnie stawiają czoła). Wszak w założenie historii coming-of-age wpisane jest starcie nastoletniej rzeczywistości z powagą dorosłości. Tutaj to zderzenie wybrzmiewa szczególnie wyraziście dzięki znakomitemu castingowi. Film upstrzony jest nazwiskami przyszłych gwiazd Hollywood, które dopiero zdobywały pierwsze aktorskie szlify. Ich szczere i naturalne kreacje nadały całości nostalgiczny i wiarygodny wymiar. Czy jest to Stacy i jej budząca się seksualność w odważnej kreacji Jennifer Jason Leigh, czy nonszalancja, ale i przerysowana dobroduszność Jeffa Spicoli (Sean Penn) lub też budząca się sprawczość Brada (Judge Reinhold) – zawiłości nastoletniej psychiki dostały godnych „reprezentantów”. 

W Beztroskich latach w Ridgemont High szczególnie istotny jest również sposób pokazania nastoletniej cielesności i seksu. Temat delikatny dla dorosłych i niedorosłych: cenzorów, nastolatków, rodziców. Reżyserka nie udaje jednak, że młodzi ludzie o seksie jedynie czytają i fantazjują, ale z drugiej strony nie nasyca ich pierwszych zbliżeń karykaturalnym przerysowaniem, znanym chociażby z popularnych wówczas sekskomedii jak Świntuch (1981) w reżyserii Boba Clarka. Wyczucie Heckerling widać najlepiej w scenie, gdy Linda nakrywa Brada na masturbacji. Cała sytuacja trwa bardzo krótko, dziewczyna szybko się wycofuje, dzięki czemu zażenowanie upokorzonego nastolatka, którego wrażliwa męskość została obnażona, momentalnie się ulatnia. Z kolei pierwszy seks partnerski jest groteskowy, uprawiany gdzieś w ukryciu, trochę rozczarowujący, ale mimo wszystko bardzo znaczący. Dlatego nieporadność debiutanta nie zraża ciekawskich nastolatków z Ridgemont High, z dalszego eksplorowania rozkoszy cielesności. Pamiętna scena nauki fellatio w szkolnej stołówce, kiedy Linda pokazuje Stacy jak prawidłowo „jeść marchewkę”, kończy się radosnymi okrzykami i oklaskami innych uczniów, którzy zdają się tylko motywować niedoświadczoną (póki co) nastolatkę. Dopiero wraz z rozwojem akcji i zdobywaniem kolejnych doświadczeń zaczną pojawiać się wnioski, kwestionujące istotność seksu w nastoletnim życiu.

Dzisiaj pokolenie dorastające z filmem Heckerling może wspominać go z rozrzewnieniem właśnie ze względu na jego inicjacyjny charakter. Fantazmatyczna scena z nagą Lindą nad basenem, nieporadna masturbacja, postać Stacy, która mimo początkowego rozczarowania chętnie eksploruje swoją seksualność, to już legendarne elementy tego dzieła. Zapisały się w chłonnych umysłach nastoletnich widzów z Ameryki równie mocno jak filmy Johna Hughes’a. Najważniejsze pozostaje jednak to, że nagość nie ma tu charakteru eksploatacyjnego. Jest naturalna i niewinna, a nie wulgarna. Erotyka skupia się na relacji między bohaterami, a nie bohaterami i poszukującą podniecenia publicznością. Kobiece bohaterki głośno mówią o swoich seksualnych pragnieniach, których nie wstydzą się realizować i którymi nie chcą cynicznie szafować. Przede wszystkim zaś nie są karane za poszukiwanie  cielesnych rozkoszy. Wątek niechcianej ciąży Stacy służy przede wszystkim pokazaniu, jak niesłownym egoistą był jej partner. Ona sama wychodzi z sytuacji obronną ręką.

W Beztroskich latach… nostalgię wzbudzić może nie tylko wspomnienie wszelakich „pierwszych razów”, ale i ścieżka dźwiękowa. Soundtrack korzysta z bieżących przebojów, ale też romansuje z klasycznym rock’n’rollem z lat sześćdziesiątych, zawieszając tę opowieść gdzieś między okresami historycznymi i spinając doświadczenia nastolatków różnych epok w jedną spójną historię. Muzyka towarzyszy bohaterom w najważniejszych chwilach, kształtuje ich świat, wrażliwość, seksualność. W końcu na randkę najlepsze jest Led Zeppelin, a super laską jest Debbie Harry. Amy Heckerling uzmysławia prawdę starą jak świat: celuloidowa rzeczywistość nabiera z czasem szczególnego posmaku, gdy niesie z sobą nie tylko ślad popkulturowych doznań, ale i wzbudza tęsknotę za tamtymi beztroskimi latami. 

Beztroskie lata w Ridgemont High (1982), reż. Amy Heckerling

O autorce:

Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa. Entuzjastka kampu, horrorów i kociego futra. Po godzinach marzy o wynalezieniu wehikułu czasu, który przeniósłby ją do obskurnych kin na nowojorskim Times Square z lat 70. Jej życiową misją jest zaszczepienie w widzach miłości do dziwności.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top