It’s Britney B*tch! Recenzja filmu Framing Britney Spears

Głośny dokument New York Timesa Framing Britney Spears, pomyślany jako opowieść o niekończącej się batalii piosenkarki z ojcowską kuratelą, ostatecznie wychodzi poza sądowe konteksty. Po równo uderza zarówno w media, bliskich piosenkarki, jak i nas – odbiorców kultury masowej.

Budzi przy tym wspomnienia wdrukowane w pamięć miłośników popkultury, zwłaszcza tych, którzy dorastali w latach dwutysięcznych. Mocno uwierające wspomnienia. Chris Crocker nagrywa Leave Britney Alone, wzbudzając ogólne politowanie swoim „niepoważnym” poświęceniem dla księżniczki popu; tabloidy łakomie pożerają obrazki psychicznego załamania młodej kobiety, po czym przemielają je w niekończącą się telenowelę, generującą kolejne miliony dolarów zysków. Na szczęście 14 lat później księżniczka poprawia koronę i walczy o swoje prawa, mając u boku zarówno bardziej przychylne media, jak i rzesze fanów głośno skandujących #FreeBritney. Niestety do szczęśliwego finału wciąż daleko.

Narracja dokumentu przypomina przekazy prosto z kolorowych magazynów. Taki wyrywkowy i dynamiczny charakter opowieści może dawać wrażenie płynięcia po powierzchni, bez uważnego spojrzenia. Na szczęście twórcom udaje się dotknąć sedna, nawet jeśli przyglądają się coraz to nowym epizodom z życia piosenkarki w kalejdoskopowym tempie.

Framing Britney Spears

Obserwowanie drogi na szczyt zaczynamy od nagrań dziecięcych występów, podczas których potężny głos nieśmiałej 10-latki zapowiada przyszłe sukcesy. W tę beczkę miodu od początku wetknięta jest jednak kopiata łyżka dziegciu, jeszcze nie zapowiadająca  późniejszych problemów, ale już zaciemniająca obraz blichtru i szczęśliwości. Ratunkiem od życia w dysfunkcyjnej rodzinie z wiecznie nieobecnym, uzależnionym ojcem, przez długi czas będzie dla dziewczyny scena i możliwość twórczej samorealizacji.

Z każdą minutą autorzy dokumentu wbijają coraz więcej szpil, dowodząc systemowej toksyczności przemysłu muzycznego, który projektuje młode dziewczyny pod jeden szablon, a po drodze zabija nie tylko indywidualność, ale i poczucie godności w najbardziej podatnych na bodźce z zewnątrz utalentowanych osobach. Poczynając od wywiadu z młodą Britney, pytaną przez dojrzałego dziennikarza, czy ma chłopaka i co o nim myśli, przez upokarzające zerwanie z pierwszym ukochanym, aż po „gwóźdź programu”, czyli „efektowne” załamanie nerwowe. Dokument jest historią o niekończącym się seksizmie popkulturowej bańki i wadze pieniądza, który decyduje o tym, jak można kogoś psychicznie i fizycznie wykończyć na oczach całego świata.

Z korzyścią dla istotności przekazu, przed kamerą udało się zgromadzić osoby z różnych porządków. Pełne pasji i współczucia rozmowy z aktywistami spod hasztagu #FreeBritney sąsiadują z wyrachowanymi wypowiedziami paparazzi i wydawców magazynów, normalizujących nagonkę, z jaką Britney spotkała się w najgorszym momencie swojego życia. Współpracownicy artystki i osoby z branży opowiadają z kolei nie tylko o pracy z nią, ale i  o systemowej mizoginii, z którą Spears – natarczywie pytana o swoje piersi i dziewictwo – zderzyła się w trakcie kariery. Te fragmenty dowodzą przy okazji nierówności w postrzeganiu młodych piosenkarek i popularnych w tamtym czasie boysbandów. Najbardziej może dziwić, że wątek dotyczący problemu z kuratelą sądową ostatecznie został słabo pogłębiony i zepchnięty jakby na ubocze. Mimo początkowych intencji twórcy zdają się traktować go, jedynie jako punkt wyjścia do szerszych rozważań, nie wartość samą w sobie.

Framing Britney Spears

Tym, co ostatecznie interesuje ich najbardziej, jest spojrzenie w głąb historii artystki z perspektywy ery po #MeToo – przedstawienie licznych przykładów opresji normalizowanej przez długie lata, zarówno przez nadawców jak i odbiorców, która w końcu spotyka się z głośnym sprzeciwem. Seksualizacja dziewczynek, deprecjonowanie kobiecej siły jako przejawu arogancji nieprzystającej płci pięknej, w końcu wykorzystywanie okresu słabości jako argumentu do medialnego bicia, wszystko to jest częścią historii, przez wielu bezlitośnie spieniężonej. Dokument niestety nie pozostawia widza w optymizmie, dowodząc jak bardzo pieniądz wciąż kształtuje życie i wolność Britney Spears, zmuszonej opłacać nie tylko swoich adwokatów, ale również adwokatów ojca, spod którego kontroli pragnie się wyzwolić. Opłacalność kurateli dla zbyt wielu osób narzuca jeszcze jeden problem. Britney pozbawiona możliwości samostanowienia i zabierania głosu w sprawie, wciąż nie ma władzy nad narracją na swój temat. Żyje w masowym przekazie, tym razem budowanym nie przez agresywne tabloidy, a teorie rzeszy oddanych fanów, którzy dbają o nagłaśnianie jej sytuacji. W ocenie złożoności problemów, z jakimi mierzy się ta dorosła „dziewczynka”, od początku kariery wtłaczana w role i ramy (najpierw niewinnej dziewicy z Pasa Biblijnego, w końcu niezrównoważonej wariatki i wyrodnej matki) kluczowe wydaje się zdanie byłego adwokata piosenkarki: „Nie wiemy, czego nie wiemy”.

Framing Britney Spears (2021), reż. Samantha Stark

O autorce:

Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa. Entuzjastka kampu, horrorów i kociego futra. Po godzinach marzy o wynalezieniu wehikułu czasu, który przeniósłby ją do obskurnych kin na nowojorskim Times Square z lat 70. Jej życiową misją jest zaszczepienie w widzach miłości do dziwności.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top