Obraz i podobieństwo. O niedogodności narodzin

Pupilla, oznacza laleczkę, sierotę, a także źrenicę i miniaturę obrazu nas samych w oku istoty, na którą patrzymy. Kondycję pupilli streszcza pojęcie utworzone przez Ritę Felski: to-be-looked, »bycie patrzoną«: przyciąga spojrzenia, ale i patrzy na samą siebie jako oglądaną. Obecność widza przekształca jej istnienie w występ”[1].

Powyższy cytat pochodzi z recenzji książki Pupilla. Metamorfozy figury drapieżnej dziewczynki w wyobraźni symbolicznej XX wieku Katarzyny Przyłuskiej-Urbanowicz autorstwa Marii Magdaleny Beszterdy. Omawiana praca jest odważnym spojrzeniem na wizerunek dzikich dziewczynek: larw, istot w fazie pośredniej, „niegotowych kobiet”, które fascynowały rzeszę XX wiecznych artystów – od Vladimira Nabokova, przez Lewisa Carrolla i Franka Wedekinda, po tworzącego kontrowersyjne wizerunki roznegliżowanych dziewcząt malarza Balthusa. W tekstach kultury autorstwa przywołanych artystów małe laleczki, często jeszcze nie nastolatki, są „oglądane” – nie mają własnej tożsamości, lecz reprezentują to, co widzą w nich przyglądający się im mężczyźni. Co ciekawe mężczyźni w ich źrenicach widzą też samych siebie – w tym kontekście kwestia władzy i ego nie jest bez znaczenia. Nimfetki to ciało osobliwe i niepokojące, które, jak zakazany owoc, nieustannie fascynuje wielbicieli tych fantastycznych stworów. Przyłuska-Urbanowicz określa dziwny charakter ich cielesności, opisując modelki z obrazów Balthusa:

Jest jeszcze nieproporcjonalna. I właśnie dlatego – doskonała. Ma chudziutkie, jakby zbyt długie nogi (nogi rosną na początku, swoim raptownym wydłużeniem dają dojrzewaniu pierwszy impuls), lekko wypięty brzuch, jak u kobiet Jana van Eycka i Lucasa Cranacha (dzieci nie znają abdominalnego napięcia, owego niewidocznego gorsetu, który musztruje tułów i zdradza bolesną prawdę o przymusie podporządkowania się wertykalności), drobne ramiona (nie widać jeszcze kobiecej linii obojczyka), zalążki piersi (niezdarnie sterczące sutki), bladą skórę (ciągle niemowlęco miękką) i płonące policzki (nie sposób powstrzymać fantazji; coś każę myśleć, że to pierwszy rumieniec w jej życiu)[2].

Bohaterki, będące jedynie projekcjami swoich twórców, przywodzą na myśl Elli (Lena Watson), androidkę, o której opowiada film O niedogodności narodzin (2020) w reżyserii Sandry Wollner. Bezpłciowego robota można zaprogramować wedle własnych potrzeb. Na początku poznajemy go jako dziesięcioletnią dziewczynkę, mieszkającą z mężczyzną w średnim wieku (Dominik Warta). Nowoczesna technologia idealnie odwzorowuje życie. Android posiada wrażliwość sensoryczną: odczuwa temperaturę, smak, dotyk, zapamiętuje zapachy i zmysłowe wrażenia. Dziewczynka jest też obdarzona pamięcią – wgrano jej reminiscencje osoby, w którą się wciela, w tym wypadku zaginionej córki mężczyzny. Przewyższa pierwowzór o tyle, że bohater o pedofilskich skłonnościach może, bez obaw o konsekwencje, wykorzystywać ją seksualnie. Słyszane z off-u strzępki wspomnień, niepozostawiające złudzeń co do stopnia zażyłości kazirodczej relacji, budzą dreszcz, a co gorsza wracają, nawet po przeprogramowaniu na inną tożsamość. Błąd systemu, uniemożliwiający wyrugowanie traumatycznych wspomnień, kojarzy się z inną zeszłoroczną produkcją science-fiction, Possessorem Brandona Cronenberga. Tam osobowości bohaterów przenikały się z powodu awarii (raczej ludzkiej psychiki niż oprogramowania), a wyuczone przez jedną z postaci kwestie wracały echem w usta mężczyzny, którego ciałem zarządzano. W obu filmach ciała stają się manekinami. Nie trzeba już pociągać za sznurki, wystarczy technologia – sztuczna inteligencja lub czip – by stworzyć populację laleczek całkowicie posłusznych tym, którzy ich używają i na nie patrzą.

Elli odchodzi (nie jest jasne czy robi to przez przypadek, czy celowo) od „ojca” i trafia do domu niesympatycznej staruszki. Tam zostaje przetransformowana w chłopca, Emila, tragicznie zmarłego brata kobiety. W androidzie odbijają się wszystkie tęsknoty i chowane przez dziesięciolecia emocje starszej pani. Bohaterka nie tylko staje twarzą w twarz ze zmarłym krewnym, ale też z upływem czasu – kolejną barierą, którą można przekroczyć dzięki nowoczesnej technologii. Jednak spod Emila prześwituje Elli. Postaci nachodzą na siebie; być może przez chwilę, podczas samotnego płaczu, na wierzch wypływa prawdziwa tożsamość androida. Laleczka na moment, poza spojrzeniami innych, staje się sobą.

Wyróżniony w Międzynarodowym Konkursie Nowe Horyzonty obraz wpisuje temat pedofilii w transhumanistyczny dyskurs, ale porusza również bardziej uniwersalny, dotykający nas wszystkich wątek. W O niedogodności narodzin technologia tak dobrze imituje ludzkie ciało, że Elli niemal w niczym nie różni się od prawdziwej dziewczynki. W tym, jak widzą ją dorośli, lepiący ją wedle własnych potrzeb, dopatrzeć się można podobieństwa do Zawrotu głowy (1958) Alfreda Hitchcocka, gdzie bohater próbował upodobnić nowopoznaną kobietę do tragicznie zmarłej ukochanej. Czy sposób, w jaki traktowany jest filmowy android, nie mówi wiele o powszechnym problemie funkcjonalnego postrzegania innych ludzi, matrycowania na nich własnych obsesji, lęków lub potrzeb, bez dostrzegania ich osobowości i pragnień? Wykorzystywana przez Brunona Schulza metafora manekinów jako pustych, zdehumanizowanych ludzi, nie traci na aktualności.

Szczególnie ciekawe jest postawienie w roli androida dziecka, konkretnie dziewczynki – istoty, która, jak wskazuje praca Przyłuskiej-Urbanowicz, przez całe zeszłe stulecie była w literaturze, filmie i sztuce przedstawiana jako laleczka, bezmyślny manekin oglądany przez mężczyzn. Nie podmiotka, tylko odbicie w czyjeś źrenicy. Problem omawiany w Pupilli przenosi się do innej sfery – dyskusji o wpływie rozwoju nowych technologii na człowieczeństwo. W czasach dostępności humanoidalnych seks-zabawek, obecność żywej osoby nie jest już niezbędna do realizowania fantazji. Jednak między androidami i dziewczynkami, m.in. z Alicji w Krainie Czarów czy płócien Balthusa, stoi znak równości – są równie nierealne i zdehumanizowane. Ich byt określa jedynie ciało, będące dla innych źródłem przyjemności, sposobem leczenia traum lub lustrem.

O niedogodności narodzin stawia pytania typowe dla transhumanizmu: czy jeśli realizujemy niezgodne z prawem lub z ogólnie pojętą moralnością żądze z istotą, która jest sztuczna, choć do złudzenia przypomina człowieka, to problem etyczny znika? Jak dalece zasada o końcu wolności jednostki, następującym na początku wolności drugiej, jest trafna w naszpikowanym sztuczną inteligencją społeczeństwie przyszłości? Wollner stawia wiele pytań, nie proponując nawet zalążka odpowiedzi. Film, z tytułem zapożyczonym z pracy Emila Ciorana, okazuje się porównywalnie naznaczony mizantropią i nihilizmem. Myśl, z jaką reżyserka zostawia publiczność, brzmi równie depresyjnie, co pisma filozofa: skoro androidy powstają na obraz i podobieństw człowieka, dlaczego są jedynie wydrążonym ciałem, spełniającym cudze, a nie własne pragnienia?

O niedogodności narodzin (2020), reż. Sandra Wollner


[1] Maria Magdalena Beszterda, Panienka Adolescencja, [w:] „e.CzasKultury”, http://czaskultury.pl/czytanki/pupilla/ [dostęp: 15.01.2021].

[2] K. Przyłuska-Urbanowicz, Pupilla. Metamorfozy figury drapieżnej dziewczynki w wyobraźni symbolicznej XX wieku, Słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2014, s. 75.

O autorce:

Filmoznawczyni, kinofilka i flâneuse. Prowadzi bloga "Kino w zwolnionym tempie", na którym wychwala wszystko, co artystyczne, niekonwencjonalne i buntownicze. Wielbicielka surrealizmu, Béatrice Dalle i snów.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top