Ranking: Nie tylko Thelma i Louise. Kobiece kino drogi

Lato sprzyja wędrówce. Z tej okazji w naszym rankingu kobiety i dziewczyny wyprawiają się w drogę. Klasyczne dla gatunku podróże w głąb siebie i mierzenie się z własnymi demonami zostają wzbogacone społecznym kontekstem: ucieczką od przedmiotowego traktowania, trudną relacją z matką, dorastaniem w surowym społeczeństwie. Wspólne eskapady stają się też okazją do zacieśnienia więzi i przeżycia pięknej przygody. Nie zwlekajmy dłużej: plecak na grzbiet i ruszamy z buta. (KG)


10. Nic do stracenia, prócz swych kajdan – Legenda o Billie Jean (1985), reż. Matthew Robbins

Zanim Andrea Arnold nakręciła American Honey (2016), w którym młoda dziewczyna z podklasy porzuca getto biedoty na rzecz życia w drodze, pojawiła się Legenda o Billie Jean. Ten niedoceniony teen movie odznacza się nietypową jak na erę reaganizmu wymową w kwestii płci i klasy. W pierwszej scenie nastolatka zamieszkująca osiedle przyczep kempingowych wsiada na skuter. Razem z bratem opuszczają parszywy dom rodzinny. Wiatr rozwiewa dziewczynie włosy, w tle słychać kawałek Pat Benatar. Wraz z wersem „This bloody road remains a mystery” w życiu bohaterów rozpoczyna się nowy etap. Billie Jean i jej ekipa przeciwstawiają się niesprawiedliwości ekonomicznej, wprowadzają chaos do supermarketowej przestrzeni konsumpcji i zostają ikonami na miarę Bonnie i Clyde’a. Dla amerykańskiej młodzieży tytułowa bohaterka zyska rangę królowej wykluczonych. A dla miłośników nieoczywistych produkcji lat osiemdziesiątych dzieło Matthew Robbinsa stanie się jednym z najbardziej charyzmatycznych road movie tej dekady. (KK)


9. W skórze i sukience – Qui comincia l’avventura (1975), reż. Carlo Di Palma

Na początku bierzemy podróżującą na motocyklu Miele za faceta. Męski pierwiastek będzie charakteryzował tę postać przez cały film. To zawadiacka, ale i tchórzliwa bohaterka opowiadająca z błyskiem w oku o swoich ekscytujących, acz mało wiarygodnych przygodach. Pozornie niezależna i pewna siebie skrywa tajemnicę, która pozwala jej zrozumieć sytuację napotkanej przypadkiem Claudii, traktowanej przedmiotowo przez mężczyzn. Obydwie wybierają się we wspólną podróż ku całkowitej wolności. Niezwykle zabawna produkcja, w której znajdziemy elementy westernu, slapsticku czy nasączonej absurdem komedii, to solidna dawka girl power. Buddy movie w kobiecym wydaniu pokazuje nie tylko, jak wielka jest wartość damskiej przyjaźni (a może romansu?), ale też dowodzi wyzwoleńczej mocy kina. Jak na film drogi przystało, przygody bohaterek są opatrzone pięknymi zdjęciami, wzbudzającymi tęsknotę za wyjazdami, choćby najkrótszymi. Nic w tym dziwnego, skoro za kamerą stoi Carlo di Palma, operator znany ze współpracy z Antonionim, Bertoluccim i Allenem. (SN)


8. Najlepiej z przyjacielem – Gypsy 83 (2001), reż. Todd Stephens

Gypsy i Clive przyjaźnią się od lat. Łączy ich miłość do kultury gotyckiej, sesji zdjęciowych na cmentarzu i ekstrawaganckiego ubioru. Ona – fanka Stevie Nicks, marząca o karierze piosenkarki, on – wystylizowany na Roberta Smitha, schowany za kamerą artysta, niepewny własnej tożsamości seksualnej. Gdy dowiadują się, że nowojorski klub organizuje konkurs karaoke dla sobowtórek wokalistki Fleetwood Mac, wyruszają w podróż ku marzeniom. Ta eskapada pomoże im pogodzić się z przeszłością. Okazuje się, że matka Gypsy opuściła ją w dzieciństwie, wybierając karierę piosenkarki. Przyjaciele na swojej drodze spotkają osoby, dzięki którym zrozumieją, że zachowanie tożsamości jest ważniejsze od wpasowania się w grupę. Połączenie kina drogi z filmem inicjacyjnym i kulturą rock’n’rollową zaowocowało historią, która zaraża młodzieńczą energią i miłością. W końcu każdy potrzebuje bliskich przyjaciół, ale czasami do szczęścia wystarczy pokochanie siebie. (MP)


7. Wybuchowa emancypacja – The Great Texas Dynamite Chase (1976), reż. Michael Pressman

Film Pressmana uchodzi za niskobudżetowy pierwowzór Thelmy i Louise (1991, R. Scott). Claudia wychodzi z więzienia z nowo nabytą umiejętnością wysadzania kopalni. Zainspirowana odsiadką napada na bank – z laską dynamitu w ręce. Właśnie tam, w samym środku akcji, poznaje Ellie-Jo, zmęczoną protekcjonalizmem szefa i chłopaka kasjerkę (od pięciu minut na bezrobociu). Od tej pory żaden facet, nieważne jak przystojny, nie stanie między kumpelkami. Jocelyn Jones i Claudia Jennings (charyzmatyczna – nie używam tego określenia lekko – królowa drive-inów) to para iście wybuchowa. Ich pewności siebie i radości z życia nie złamie nawet egzystencjalne zakleszczenie. Co istotne, krytyka seksizmu nie wpada w gorycz – film pozostaje pogodną komedią o przygodach splecionych babską solidarnością. Wybuchają samochody, a karoserie trą o siebie ze zgrzytem, przypominając o pościgu z Death Proof Quentina Tarantino. Zakończenie to prawdziwa feelgoodowa perełka. (KG)


6. Wasz nowy ulubiony zespół – Przed państwem: The Fabulous Stains (1982), reż. Lou Adler

Filmy o trasach koncertowych stanowią istotną część kina drogi. Wnętrza autobusów, prowincjonalne kluby i kulisy sal widowiskowych to przestrzenie, w których muzycy piją, wymiotują, zacieśniają wewnątrzgrupowe więzi i doznają ataków paniki. Opowieść o fikcyjnym trio The Stains jest godnym reprezentantem tej konwencji i jedną z niewielu dziewczyńskich narracji muzyczno-drogowych. Zamiast męskiej ekipy rockendrolowców mamy do czynienia z kapelą złożoną z niedoświadczonych scenicznie nastolatek (w tych rolach młodziutkie Diane Lane i Laura Dern). W miejsce rozochoconych groupies, pojawiają się gniewne fanki alternatywy i wrażliwy pancur. A gdy dziewczyny wychodzą na scenę, nie porywają nas stadionowymi hymnami, ale monotonną odmianą nowej fali. Na początku filmu drobniutkie bohaterki z trudem wnosiły sprzęt do koncertowego autobusu. Wyglądały jak nieporadne dzieci, ale nim dojechały do Kalifornii, stały się ikonami feministycznego rocka. Zawiedzie się jednak ten, kto szuka w filmie inspirującego amerykańskiego snu. Riot Grrrls triumfują inaczej. (KK)


5. Stopem po Czechach – Buziaczki (2007), reż. Karin Babinská

Czeskie lato przypomina to polskie kolorami, snopkami siana, przaśnością prowincjonalnej dyskoteki. Zbliżone do swojskich krajobrazy wzmacniają przyjemność czerpaną z seansu, choć tylko estetycznie. Na poziomie emocjonalnym nie jest znowu tak przyjemnie. Reżyserka Karin Babinská i scenarzystka, Petra Ušelová, opowiadają o letniej ucieczce trzech osiemnastoletnich przyjaciółek (i na dokładkę pasażera na gapę – nadopiekuńczego brata jednej z nich). Młodzież, marząc o szybkim zarobku i samodzielności, wyrusza bez wiedzy rodziców stopem do Holandii. Radosna przygoda z czasem rozbija się o niemądre, młodzieńcze decyzje, trudne emocje i konflikty. Twórczynie nie infantylizują nastolatek, opowiadają historię naturalnym językiem, nie unikają też niewygodnych tematów. Chwytają mroczną naturę dziewczęcego imprezowania – ostentacyjne wystawianie się na zagrożenie, uparte szukanie aprobaty, lekceważenie powagi sytuacji, zbywanie niebezpieczeństw argumentem wolności. Film nie idealizuje też dziewczęcej przyjaźni, która, choć zdaje egzamin w zabawie, potrafi zawieść w potrzebie. Czy zatem warto było wyruszyć? Poniekąd tak, z młodzieńczych wojaży zawsze wraca się jakoś pełniejszym. (DJS)


4. Dojść sprawiedliwości – Marlina. Zbrodnia w czterech aktach (2017), reż. Mouly Surya

Indonezyjskie powietrze faluje z gorąca. Marlina do wtóru westernowych, muzycznych dystorcji i z odciętą, przytroczoną do pasa głową mężczyzny próbuje dojść sprawiedliwości. Nie żeby bezwarunkowo wierzyła w skuteczność lokalnej policji – zbyt twardo stąpa po ziemi. Kiedy jednak zostaje okradziona z żywego inwentarza i zgwałcona (za co odwzajemnia się otruciem i dekapitacją), nie ma się gdzie podziać. Marlina… jest raczej powolnym filmem festiwalowym niż mięsistym gatunkowcem. Mimo niespiesznej narracji droga tytułowej bohaterki (przecinająca się z drogą gadatliwej, ciężarnej dziewczyny z sąsiedztwa) angażuje do samego końca. Znaczą ją strzępy makabreski: zasuszony trup męża w rogu pokoju i widmo plumkające jednostajną melodię na mandolinie. Śmierć to wynik twardej decyzji, którą podejmuje się w samoobronie, może nie spontanicznie, ale szybko. Bywa skuteczna, jednak nie daje łatwej satysfakcji. (KG)


3. W trampkach i szpilkach – Zostawić normalność (1992), reż. Edward Zwick

Zostawić normalność, to film, który ukrył się w cieniu nieznacznie wyprzedzającej go Thelmy i Louise (1991, R. Scott), opowieści, która równie mocno podkreśla siłę kobiecego wsparcia. Marianne jest w kolejnym nieszczęśliwym związku. Naiwna i dobroduszna nie ma nic do stracenia, więc samotnie opuszcza miasteczko o nazwie Normalność i żegna nieodpowiedniego faceta. Na drodze spotyka Darly, swoje przeciwieństwo – kobietę wyzwoloną i stanowczą, oswojoną z ciemną stroną świata i mroczną naturą mężczyzn. Pełna przygód podróż cementuje przyjaźń bohaterek; problemy zaczynają się dopiero z przybyciem do domu jednej z nich. Wówczas okazuje się, że w codziennym życiu trzeba stanąć oko w oko z przeszłością i zdobyć się na szczerość wobec drugiej osoby i siebie samej. Film Zwicka chwilami traci wiarygodność, ale wymowa produkcji i czułość, z jaką reżyser portretuje bohaterki, pozwala przymknąć oko na niedostatki. Seans aplikuje nam dożylnie wiarę w kobiecą przyjaźń i emancypację, które prowadzą na nowe życiowe ścieżki. (SN)


2. W głąb siebie – Dzika droga (2014), reż. Jean-Marc Vallée 

Cheryl daleko do pomnikowego Chrisa McCandlessa, unieśmiertelnionego w filmie Wszystko za życie (2007, S. Penn). Liczne retrospekcje budują wiarygodny obraz poranionej bohaterki: dzieciństwem przy agresywnym ojcu alkoholiku, uzależenieniami, w końcu rozpadem małżeństwa i doświadczeniem aborcji. Wielki i ciężki bagaż przeżyć (trochę jak plecak, który ciąży jej przez całą opowieść), pchnie Cheryl na szlak Pacific Crest. Przepracowywanie przeszłości nabierze dosłownego wymiaru. Stale powracające wspomnienia, będą wiernie towarzyszyć kobiecie czasami motywując ją do wędrówki, czasami odbierając sens podróży. Ostatecznie majestat dzikiej przyrody, dojmujące, ale i kojące poczucie samotności oraz świadomość, że trzeba liczyć tylko na siebie, staną się plastrem pozwalającym skleić przeszłość z nowym, w spójną, pogodzoną całość. Wierzymy Cheryl kiedy krzyczy nad obdartymi do krwi stopami lub z uśmiechem wyczekuje poranka. (MP)


1. Utknąć w drodze Wendy i Lucy (2008), reż. Kelly Reichardt

Wendy podróżuje ze swoim psem, poczciwą suczką Lucy. Nie jest to wycieczka dla przyjemności, ale z desperackiej potrzeby – celem jest Alaska, gdzie podobno łatwo znaleźć tymczasową pracę. Bohaterka nie ma pieniędzy, ani domu. Jej cały dorobek to samochód, który nagle się psuje, uniemożliwiając dalszą drogę. Niedługo potem gubi się ukochany pies. Zamiast opowieści o podróży, otrzymujemy więc statyczny zapis nie-podróży, dziwnego stanu zawieszenia, z którego nie sposób się wykaraskać, a przynajmniej nie bez grosza przy duszy. Mechanik, nocleg, jedzenie – wszystko ma swoją cenę. Czas upływa na szukaniu pomocy i próbach odnalezienia psiej przyjaciółki; gorączkowym kombinowaniu, gdy opcji manewru jest tyle co nic. Reichardt sprowadza na ziemię romantyczne narracje o biednym, ale wesołym życiu na walizkach. Przy okazji mówi o więzi między człowiekiem a zwierzęciem i odpowiedzialności za nią. O tym, że powiedzenie „jak się chce, to się da” nie zawsze ma rację bytu. Czasem się nie da. (DJS)

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top