Widmowe podniety. Spermula

Spermula zaczyna się od historii libertyńskiej sekty o kosmicznej proweniencji, która odrzuca miłość na rzecz wyzwolenia zmysłów i totalnej ekstazy istnienia.

Po latach od ich tajemniczego zniknięcia przybyszki z przestworzy wracają na Ziemię z postanowieniem wyzwolenia świata od chaosu i agresji, mających wypływać z męskiej chuci. Poza planem transformacji mieszkańców planety na własną modłę, marzy im się także jej kolonizacja. Jak widać, stawka jest wysoka. Jednak „zdrowa” seksualna witalność Ziemian i Ziemianek nie z takimi aberracjami się mierzyła. Chłodnym, powściągliwym Spermulitkom zaczną udzielać się wibracje błękitnej planety, na której w łóżku (i poza nim) spotykają się ze sobą przeciwieństwa, łamane są tabu, a wszyscy promienieją radosną libidalną energią. Prowadzona luźną ręką fabuła stopniowo się rozpada, a całość kulminuje w imponujących bachanaliach. Niezwykły finisz tylko podkręca zmysłowość i dziwaczność serwowane wcześniej.

Kontakt ze Spermulą wywołuje głęboką fascynację. To film równie kuriozalny, co jego tytuł, słodko nieprzewidywalny i stale zawieszony między beką a zachwytem. Skrajnie odmienne tonacje mieszają się tu jak w kotle, by momentami spotykać się w punktach tylko pozornie znajomych. Pierwsze zaskoczenie budzi oczekiwany przecież efekt komediowy. Poważny męski głos z offu wprowadza nas w dziwny świat. Przedstawia miejsce akcji i bohaterów, a nawet stopień ich spowinowacenia; z czasem dojdzie do tego podniosła narracja Spermulitek, porozumiewających się ze sobą telepatycznie. Śmieszą deklamacje nieprzeniknionych twarzy (przoduje w tym niezastąpiony Udo Kier) i przesadne zaangażowanie, ale sprawia to wrażenie raczej enigmatycznej strategii artystycznej niż swojskiej b-klasowości. Montaż rozkłada na łopatki: kolejne sceny w nieoczekiwanych momentach są gwałtownie wygaszane, ucinane lub wznawiane. Rozmowa burmistrza i biskupa zostaje przecięta ujęciem w slow-mo ukazującym bohaterkę biegnącą przez łąkę z modelem samolotu. Emocje i deklaracje postaci zmieniają się w mgnieniu oka, co daje iście surrealistyczny efekt. Mimo niekonwencjonalnego timingu scen, film płynie potoczyście, ma dobre tempo, nie tonie we własnych wizjach. Dialogi są oszczędne i drewniano dowcipne, albo wręcz przeciwnie, barokowe i pełne patosu, ale zawsze – intrygujące.

Z kolei kunsztowna retrofuturystyczna estetyka wręcz domaga się dobrej jakości oglądanej kopii. Charles Matton, będący artystą znanym głównie ze swojego malarstwa i hiperrealistycznych miniatur (kilka z nich użył w Spermuli), wydębił od producenta spory budżet, co widać w imponującej scenografii art deco. Ubrane w spływające atłasy Spermulitki promieniują melancholijnym, nieziemskim pięknem. Ich twarze stają się, jak same mówią (z właściwą im manierą), „spektaklem”, „krajobrazem” do podziwiania. Lśnią w nich nie-ludzkie oczy, wznoszą się sztywne, imponująco ufryzowane loki. Mocno rozproszone światło i przydymiona ścieżka dźwiękowa wydobywają kosmiczny charakter filmu, przypominając o jego gatunkowej przynależności. Spermulę można było zobaczyć na wielkim ekranie podczas zeszłorocznej edycji Festiwalu Nowe Horyzonty; opis na stronie częstuje ciekawostką, zgodnie z którą jest to jeden z ulubionych filmów reżysera Bertranda Mandico. W jego Dzikich chłopcach, swoją drogą idealnej pozycji na seans double feature, rzeczywiście czuć wyraźną inspirację ekstrawagancją Mattona, zwłaszcza w chwilami bliźniaczo podobnej ścieżce dźwiękowej.

Ludzie nadają ton Spermuli: są zaraźliwie zmienni i pokręceni, śmieszni i zmysłowi. Potrafią zachwycić stylówą, choć trudno brać ich na poważnie. Podobnie rozdwajają się ścieżki odbioru. Co wybrać – pogrążyć się bez reszty w tej fantastycznej, obezwładniająco kampowej poetyce czy ująć ją w tłusty nawias, by następnie podsunąć znajomym jak zakąskę do piwa? Pójście za jedną opcją kosztem drugiej zawsze skończy się niedosytem. Nie żeby takie rozdarcie w czymkolwiek przeszkadzało! W gruncie rzeczy Spermula to arthouse’owy film stonerski, eterycznie dosadny, lepki owoc indywidualizmu twórcy.

Spermula (1976), reż. Charles Matton

NUMER 1: Ukryte pragnienia 06/2020

O autorce:

Pulpojadka, babaistka. Pryncypałka na blogu mors dicit. Leży plackiem we Wrocławiu.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top