„Najciekawsza była ta partnerska relacja”. Wywiad z Maszą Wągrocką

Fot. na miniaturze – Marek Zimakiewicz

Już 17 września do kin wejdzie Najmro. Kocha, kradnie, szanuje w reżyserii Mateusza Rakowicza. To film inspirowany życiorysem polskiego przestępcy Zdzisława Najmrodzkiego. Nazywany „królem złodziei”, znany z licznych ucieczek, był swego rodzaju celebrytą w czasach PRL-u.

W filmie nie mogło zabraknąć wątku romantycznego. W postać wybranki głównego bohatera, Tereski, wcieliła się Masza Wągrocka. W trakcie sierpniowego festiwalu Nowe Horyzonty Adam Lewandowski rozmawiał z nią o przygotowaniach do tego projektu, odnalezieniu się w scenografii i kostiumach z lat 80., a także doświadczeniu nabytym w teatrze oraz przy pracy dubbingowej.


To Twój debiut w filmie kinowym i od razu główna rola żeńska. Jak zaczęła się Twoja przygoda z tym projektem?

Bardzo klasycznie. Dostałam zaproszenie na zdjęcia próbne od Pauliny Krajnik. Poszłam z dość luźnym nastawieniem. Wydawało mi się, że to pomyłka, że dziewczyna głównego bohatera to na pewno nie ja. To dało mi dystans, który nieźle zapracował podczas castingu. Wtedy, na tym pierwszym spotkaniu, poznałam Mateusza. Była bardzo fajna atmosfera, dużo śmiechu, ale oczywiście to o niczym nie świadczy na tak wczesnym etapie. Parę tygodni później spotkaliśmy się znowu i próbowałam z kilkoma aktorami. Podczas kolejnego etapu już z Dawidem [Ogrodnikiem – przyp. red.]. Właściwie tyle, później po prostu Mateusz zadzwonił i zaprosił mnie do projektu.

Podobało mi się, jak wygląda relacja głównego bohatera z Tereską. W wielu sytuacjach wydaje się mu, że ma inicjatywę, a tymczasem w rzeczywistości to ona ją przejmuje. A co dla Ciebie było najciekawsze w tej postaci?

Właśnie to, co powiedziałeś, czyli łamanie stereotypu dziewczyny głównego bohatera. Najciekawsza była ta partnerska relacja. Ich związek nie opiera się na modelu, w którym mężczyzna stawia warunki, a kobieta grzecznie się do nich dostosowuje. Zależało nam również na tym, żeby pokazać partnerstwo w seksie. Jest między nimi ogromna namiętność, ale to nie tylko mit miłości romantycznej i obsypywanie się kwiatuszkami. Tereska też ma prawo stawiać granice, wymagać zmian oraz zobowiązań z jego strony. Nie będzie z nim za wszelką cenę. Nie, on też musi się dostosować. Ona jest gotowa, żeby żyć samodzielnie, jeśli nie wypracują kompromisów.

Dla dramaturgii filmu kluczowe było, żeby początek relacji przedstawić naturalnie i przekonująco. Wiem, że ten proces obsadzenia głównej roli nie był wcale taki prosty. Jak wyglądała współpraca z Dawidem Ogrodnikiem?

Rzeczywiście, na pierwszych castingach nie pracowałam jeszcze z Dawidem. Granie z nim to szalona przygoda, jest bardzo aktywny, zawsze daje z siebie 100%. Największym wyzwaniem było dla mnie to samo, co w relacji głównych bohaterów. Musiałam być taką partnerką, której nie „zeżre” – na ekranie, w pracy, kumpelsko. Dawid o trzeciej w nocy, w czternastej godzinie kręcenia, jest cały czas naładowany. Rozdaje tę energię ekipie i to jest świetne. Jestem mu wdzięczna za pracę nad sceną intymną, która była trudna realizacyjnie. Miałam poczucie, że byliśmy w tym bardzo dla siebie i czułam się naprawdę bezpiecznie.

Materiały dystrybutora.

Tak się złożyło, że przed festiwalem zacząłem oglądać Króla, w którym też grasz. Serial odtwarza Warszawę z czasów przed II wojną światową, a Najmro rzeczywistość lat 80. i 90. Dla aktorki pochodzącej z Warszawy odnalezienie się w scenografii odtwarzającej dawne czasy stolicy musi być wyjątkowym doświadczeniem?

Tak, to prawda. Co ciekawe, wydaje mi się, że jesteśmy zdecydowanie bardziej oswojeni z czasami przedwojnia i latami powojennymi. Uczymy się o nich od dziecka, oglądamy archiwalne materiały. Większym zaskoczeniem był więc dla mnie świat, który wyczarowała Ania Anosowicz w Najmro. Starsi widzowie, po seansie, wspominali o „sentymentalnej podróży”, ale dla ludzi urodzonych w latach 90. i później to może być coś nowego. To jest w ogóle jeden z najfajniejszych aspektów pracy w kinie. Możliwość przeniesienia się w czasie do zupełnie innych realiów jest zawsze niesamowitą przygodą. No i oczywiście kostium, make-up…

No właśnie, ta charakterystyczna grzywka. Mogłaś przy tym dodać coś od siebie czy koncept wyglądu postaci był już wcześniej stuprocentowo przygotowany?

Chętnie odpowiem, bo nigdy nie ma na to czasu, a chciałabym zaznaczyć, że koncept wyglądu Tereski to pomysł Ewy Kowalewskiej – naszej wspaniałej charakteryzatorki, która pracowała aż przy trzech filmach tegorocznego festiwalu w Gdyni (Najmro. Kocha, kradnie, szanuje, Zupa nic i Bo we mnie jest seks – przyp. red.). Mam nadzieję, że jej praca zostanie tam doceniona. Ja jestem zazwyczaj bardzo chętna na wszelkie zmiany image’u. Jak tylko Ewa to zaproponowała, pokazała fotki, inspiracje, to pomyślałam, że jak najbardziej tak! Miałam wtedy proste, długie włosy – mniej więcej takie jak teraz. Pamiętam, że Mateusz nie był na początku zachwycony tą propozycją, ale namówiłyśmy go, a potem stał się jej największym fanem. Dla mnie to był złoty strzał, ta grzywka połączyła dziewczęcość z kobiecością.

W filmie bardzo istotne są również kostiumy. Możesz jeszcze o tym coś więcej opowiedzieć?

Dobrze dobrany kostium to dla mnie bardzo ważna rzecz. Wielką pracę wykonała Marta Ostrowicz. Wyszukała mnóstwo oryginalnych ciuchów z tamtego okresu. Nawet bawełniane, trójkątne staniki, żebym mogła dokładnie poczuć klimat. Już na etapie rozmów dość jasno nakreśliliśmy z Mateuszem, czego potrzebujemy. W trakcie kompletowania kostiumów szukaliśmy sposobu na to, żeby jakoś złamać look Tereski. Mogłam chodzić w uroczych sukienkach, ale Marta łączyła je z trampkami lub kowbojkami, skórą albo kurtką dżinsową. Poza tym nie miałam prawie żadnego makijażu oprócz mocno wytuszowanych rzęs. Do tego grzywka, która dodaje pazura. Czułam się fantastycznie i to głównie zasługa dziewczyn.

Materiały dystrybutora.

W Twojej karierze znaczącą rolę odgrywa teatr. Czy doświadczenie ze spektakli pomaga w pracy nad filmem kinowym, czy to są zupełnie odrębne światy?

Regularna praca w teatrze to bycie w nieustannej formie. Po prostu jest się rozegranym i plastycznym. Trafiłam do Teatru Narodowego, będąc na czwartym roku szkoły teatralnej. Całkowitą swobodę przed kamerą poczułam dopiero dwa tygodnie temu, kiedy byłam na planie nowego projektu. Nagle zorientowałam się: Chyba to jest ten moment! Swobodę, która w teatrze przyszła mi bardzo naturalnie. Chodziło chyba o całe otoczenie, mnóstwo sprzętów, często też nerwową atmosferę, bo przy realizacji filmów ważny jest czas. Wymagało to pracy nad sobą, znalezienia wewnętrznego spokoju. Oczywiście mówi się, że z aktorów teatralnych trzeba „ściągać” – czyli po prostu grać mniejszymi środkami. Dla mnie to była głównie kwestia znalezienia luzu i tak go sobie powoli znajduję od dwóch lat.

Jesteś już doświadczoną aktorką dubbingową. Podkładałaś głos m.in. do animacji Disneya, filmów superbohaterskich Marvela, gier komputerowych. Praca głosem jest dobrą odskocznią od klasycznego aktorstwa?

Uwielbiam pracę w dubbingu. Dla mnie to jest zabawa, możliwość totalnej przemiany. Tak naprawdę możesz zrobić absolutnie wszystko, przy czym do dyspozycji masz oczywiście tylko głos. To jest błyskawiczna praca. Lubię takie szybkie strzały, mobilizują mnie. Na pewno duże znaczenie ma fakt, że dwanaście lat uczyłam się w szkole muzycznej. Takie przygotowanie zdecydowanie ułatwia pracę w dubbingu. Uwielbiam to robić również dlatego, że atmosfera jest przyjazna, luźna, bez napięć.

Na festiwalu oglądałem też film Bo we mnie jest seks o Kalinie Jędrusik, gdzie Maria Dębska sama wykonuje piosenki. I tak się zastanawiałem, biorąc pod uwagę Twoje wykształcenie wokalne. Gdyby nadarzyła się okazja wystąpić w musicalu, zaśpiewać coś samej…

Powiem ci, że nieźle trafiłeś. Nie mogę jeszcze mówić o szczegółach, bo to niepewne. Ale trwają już prace, to jest projekt w developmencie. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to może być bardzo ciekawa propozycja. Autorska, ale inspirowana tekstem dobrze znanym światowej publiczności. Zobaczymy. Nie uważam się za wokalistkę – to byłoby nie w porządku wobec wokalistek, które mają dużo lepszy warsztat ode mnie, kształcony latami. Ale dla aktorki śpiewającej, tak to nazwijmy, jest to ekscytujące wyzwanie. Już się na to cieszę i mam nadzieję, że projekt dojdzie do skutku.

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top