„Rodzisz się nago, reszta to drag”. Lookbook drag queens

Zapraszamy na show! Dzisiaj na scenie wystąpią same królowe – czy może raczej wiedźmy, czarodziejki, wywrotowe mistrzynie iluzji. Obiecujemy, że zawiruje Wam w głowach od blasku cekinów, dobrej zabawy i ekspresji wolności. Drag to nie tylko show, ale wyzwalająca forma sztuki. To styl życia – poza granicami ciała, płci, na przekór heteronormatywnej hegemonii i binarnej obyczajności. Rozsiądźcie się wygodnie i nie zapinajcie pasów! Dajcie się ponieść rewii. (DJS)


8. Rajstopy imperatorowej  – Vegas in Space (1991), reż. Phillip R. Ford

O Vegas in Space, dragowej perełce ze stajni Tromy, nie wypada pisać inaczej niż w samych superlatywach. Frajdę sprawia każdy element tej niskobudżetowej układanki, od pstrokatej scenografii po surrealne dialogi, wypowiadane z komediową emfazę, której nie powstydziliby się bohaterowie Johna Watersa. W główną rolę wciela się Doris Fish, pionierka australijskiego dragu (będąca także autorką scenariusza oraz projektantką kostiumów i makijażowych stylizacji), a partnerują jej Tippi i Miss X, kumpele z grupy Sluts A-Go-Go. Mieszkanki planety Clitoris – tonące w piętrowych perukach, zwojach kryształowej biżuterii i sukienkach z anielskiego włosia – z zasady zadają szyku, ale szczególną siłę rażenia ma Imperatorowa Nueva Gabor. Wysoka, o kanciastych rysach, łączy spandeksowe body z asymetryczną srebrną peleryną i szerokim pasem w panterkę. Futurystyczny, kampowy look dopełniają długie, ściśnięte w kucyk włosy i makijaż utrzymany w czerni i bieli (w kontraście do pobratymek). Wieje chłodem! (KG)


7. W przepychu  – Outrageous! (1977), reż. Richard Benner

Magia dzieje się już w pierwszej scenie: musztardowa mini jednym zwinnym ruchem drag queen rozwija się w pierzaste koktajlowe cudo do ziemi, błyszczące w towarzystwie satynowych rękawiczek. Ten kabaretowy przepych to jednak zmyłka, bo historia początkowo będzie skupiać się na wyboistej drodze dwójki outsiderów szukających swojego miejsca na ziemi i czegoś (jak sami mówią) „olśniewającego”. Dla Robina (w tej roli nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem Craig Russell, w rzeczywistości również artysta drag queen) – wyjściem z sytuacji okażą się występy na scenie. Tam brawurowo wciela się w wielkie gwiazdy estrady i kina klasycznego. Doskonały jest jako Bette Davis, Mae West czy Judy Garland. Uwodzi gestem, dykcją i fantastycznymi outfitami, w których przeważają soczyste kolory, błyszczące dodatki i piórkowe kołnierze. Obycie sceniczne z prawdziwego życia widać gołym okiem. Scena jest jego, życie najpełniej realizuje się przed publicznością. Cudnej urody i wspaniałych krojów to film! (MP)


6. Motyl w kryształkach – Victor/Victoria (1982), reż. Blake Edwards

Sceniczne stylizacje w latach trzydziestych zachwycały przepychem, wyrafinowaniem i kunsztem wykonania. W osadzonym w tej dekadzie filmie Julie Andrews gra kobietę, która wciela się w homoseksualnego mężczyznę (udającego kobietę). Jej pierwsza estradowa kreacja musi być więc na tyle oszałamiająca, żeby pozwolić publiczności zaplątać się w tym genderowym galimatiasie – najpierw uwierzyć, że Victoria jest cis kobietą, a później, że to przebrany mężczyzna. Zaprojektowana przez Patricię Norris (nominowaną za kostiumy do Oscara) suknia łączy styl dekady z wodewilowym rozmachem. Podczas wykonywania Le Jazz Hot Victoria ma na sobie opinającą kreację z frędzlami na rękawach, które pięknie wyglądają w ruchu podczas scen tańca. Krój podkreśla figurę klepsydry, a ozdobny choker zasłania domniemane jabłko Adama. Elementem najbardziej przykuwającym wzrok jest kryształowe nakrycie głowy, czyniące z bohaterki królową sceny. W porównaniu z wcześniejszym imagem wizerunek kobiety ulega niespotykanej metamorfozie – strój przemienia ją w zjawiskowego, błyszczącego motyla. Scena ta świetnie ilustruje, jak strój wpływa na osobowość. Płciowe granice są niczym przy potędze kostiumu. Cytując RuPaula: „wszyscy rodzimy się nadzy, reszta to drag”. (SN)


5. Czerwień znaczy seks – Kozaczki z pieprzykiem (2005), reż. Julian Jarrold

„Seks jest w obcasie” – strofuje Charliego Lola na widok zachowawczej pary butów, którą dla niej zaprojektował. Ta błyskotliwa drag queen z Londynu zatrzęsie światem statecznego mężczyzny z Northampton, który, by ratować rodzinną fabrykę butów, podejmie się zadania szycia obuwia dla społeczności Loli. Kozaczki z pieprzykiem to film balansujący na granicy upraszczających klisz i nie do końca satysfakcjonująca reprezentacja. Cishetero perspektywę i wypchnięcie Loli z pierwszego planu można po części tłumaczyć tym, że dotyczy historii istniejącej w rzeczywistości fabryki i to ona (oraz jej pracownicy) mieli tu grać pierwsze skrzypce. Ostatecznie całość zyskuje dzięki zmysłowości, ale i czułości z jaką traktowana jest wartość realizowania siebie poprzez ubiór, który nie ma płci. Kamera kocha Lolę, łączącą seksapil z elegancją, wydekoltowane kiecki z jedwabnymi bluzkami. Pewność siebie odzyskuje w ołówkowych spódnicach, a soczyste kolory najchętniej łączy z wyrazistymi printami. Na scenie, spowita światłami reflektorów i ze skórzanym pejczem schowanym w cholewce, czuje się jak ryba w wodzie. Ostatecznie przecież nie ma ograniczeń w afirmowaniu własnej cielesności, a finalnie okazuje się, że nic nie da ci takiej pewności siebie jak porządna, seksowna para butów. (MP)


4. W wersji noir Gra pozorów (1992), reż. Neil Jordan

Nie ma wątpliwości, że Dil jest najciekawszą, najbardziej pozytywną i niewinną postacią w tym smolistym, zmysłowym filmie. To zresztą charakterystyczne dla kina noir – zwodnicza femme fatale jest tak naprawdę tą, za którą chce się podążać. Banalnie męskie przepychanki, układy, konflikty – kogo to wszystko obchodzi, gdy w kadr wchodzi ona. Od Dil bije blask, naturalny urok. Na scenie pojawia się w cekinowej, opiętej sukience w kolorowe, fantazyjne oka. Z uszu zwisają ciężkie czerwone kule. Układ taneczny określa osobowość – jest wymyślny, a jednocześnie subtelny, tajemniczy i klarowny. Precyzyjne geometryczne ruchy hipnotyzują widownię, są niczym czary – urzeczeni gapie wlepiają wzrok w tę niepospolicie skromną królową. (DJS)


3. Białe pióra – Black Lizard (1968), reż. Kinji Fukasaku

Przestępczyni o złowieszczym pseudonimie Black Lizard dysponuje takim magnetyzmem, że przedmioty potrafi przesuwać siłą umysłu. Równie bezradny wobec jej uroku jest detektyw Akechi, który zamiast rozwiązywać sprawę skradzionego przez nią diamentu, zaczyna zakochiwać się w wyrafinowanej złodziejce. Jego przeciwniczka, wyniosła, czujna i dogłębnie samotna, uwodzi zapachem perfum. Jej garderoba składa się z ciemnych, ołówkowych sukni z cekinami, które dopełnia długimi rękawiczkami i ciężką, diamentową biżuterią. W finałowej sekwencji nosi oszałamiającą pelerynę z białej satyny i piór, która zdaje się rozpryskiwać jej pod nogami. W rolę Black Lizard wciela się Akihiro Miwa, aktor i aktywista, będący jedną z pierwszych wyoutowanych gwiazd Japonii. Jako gładkolica drag queen roztacza wokół siebie aurę przynależną diwom lat trzydziestych. Ostatnimi czasy zmienił imidż – włosy przefarbował na wściekłą żółć, nazywając się żartobliwie „reinkarnacją Pikachu”. (KG)


2. Szekspirowski drag show Romeo i Julia (1996), reż. Baz Luhrmann

Luhrmann ma nieprzeciętną fantazję i postrzelone pomysły. Jego filmografia jest nimi wypchana po brzegi. Merkucjo to jeden z nich, szekspirowska postać w transgresywnej interpretacji – nie w ciężkich szatach, haftach i jedwabiach, ale w cekinowym staniku i peruce z waty cukrowej. Na przekór figlarnym fatałaszkom – atletyczny, w opozycji do noszonej bieli – czarnoskóry. Wąsacz z ciężkim makijażem. Merkucjo ma nadmiar ekspresji i zaraźliwy śmiech. W tej obrazoburczej wersji słynnego romansu to na nim spoczywa obowiązek rozkręcenia towarzystwa. Jako drag queen porywa tłum – tańczy kankana, wachluje srebrnymi skrzydłami, wiruje w rytm słynnego przeboju disco. On i Luhrmann doskonale wiedzą, gdzie leży sekret udanej imprezy. (DJS)


1. Pastele, pioruny i czarne chmury – Huragan Bianca (2016), reż. Matt Kugelman

Umówmy się – Huragan Bianca to nie jest szczególnie dobry film. Można go obejrzeć przy niedzielnym obiedzie z rodziną, ale jednak po zwyciężczyni 6. edycji RuPaul Drag Race spodziewano się większych fajerwerków. Co innego filmowe stylizacje Bianki del Rio – tak jak na wybiegu u mamy Ru, gwiazda dragu i tu zachwyca swoim dowcipnym stylem i krawieckim talentem (Bianca sama szyje swoje stroje). Jako nauczycielka chemii w pastelowych lub wzorzystych, opinających bluzkach i ołówkowych spódnicach pasuje do stereotypu belferki, jednocześnie budząc respekt i sympatię. Bohaterka z dołeczkami, którym nie sposób się oprzeć i makijażem, którego nie sposób nie zauważyć, zwraca uwagę samców alfa, ale też innych kobiet. Najciekawszą kreację Bianca zostawia na koniec – różowe kardigany zamienia na zjawiskową, czarną suknię w aksamitne ornamenty, w której idzie pieszo przez pustkowie na rozdanie szkolnych nagród. Wygląda w niej klasycznie i dostojnie, jak pewna siebie arystokratka, daleka krewna Rodziny Addamsów, a nie zahukana nauczycielka. Klasy dodaje idealnie dobrana biżuteria (szczególnie przyciągające wzrok bransolety) i wyjątkowe dla Bianki upięcie włosów, przywodzące na myśl Narzeczoną Frankensteina. Gdy bohaterka kroczy szosą za nią gęstnieją błyskawice i czarne chmury, dopełniając perfekcyjnie przemyślaną stylizację królowej zemsty. Żeby obłędnie wyglądać, drag queens potrafią podporządkować sobie nawet zjawiska meteorologiczne. (SN)

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top