Sprzątanie może być rewolucją. O ruchach ascetycznych na przykładach Minimalizmu i Nomadland

Rewolucja i bunt to hasła, które już dawno straciły swoją moc. Pojawiają się w niemal co drugiej reklamie, czy motcie firm technologicznych. Nawet najmniejsza zmiana urasta dziś do rangi rewolucji. Rozmycie pojęć generuje spory problem w obliczu rzeczywistego przełomu. Jak mówić o ważnych momentach w historii? I co jeśli w ukazywaniu idei buntu reklama perfum okaże się skuteczniejsza niż reportaż?

Zarówno w filmie, jak i książce Nomadland temat nadciągających radykalnych, wielopłaszczyznowych zmian pojawia się bardzo często. Transformacją, która najbardziej wpływa na bohaterów i zmusza ich do wyruszenia w drogę, jest postępująca dehumanizacja pracowników. Coraz bardziej wyśrubowane oczekiwania i rosnąca konkurencja ze strony nie tylko ludzi, ale i robotów zmieniła całkowicie rynek pracy. „To nie jest kraj dla starych ludzi” chciałoby się powiedzieć, czytając historię Lindy. Ta wesoła sześćdziesięciolatka z powodu wieku została najpierw zdegradowana, później zwolniona na moment przed przejściem na emeryturę. Jessica Bruder na przestrzeni książki wciąż zadaje pytanie o to, czy alternatywa jest możliwa. Czy pracownicy mogą być traktowani fair, i czy naszym nadrzędnym celem musi być stały wzrost? Obecne narracje i układy społeczne znieczuliły nas niskie standardy pracy. Na propozycje systemowych zmian patrzymy z powątpiewaniem. Ale czy słusznie?

Rosnące w siłę internetowe ruchy ascetyczne (do których nomadzi się zaliczają) pokazują, że można inaczej. Można pracować mniej, zadowolić się skromną ilością przedmiotów i nie myśleć o ciągłym pomnażaniu dobytku. Jest to o tyle ważne, że już od lat obserwujemy rosnące nierówności społeczne. Coraz więcej ludzi żyje poniżej płacy minimalnej. Takie osoby w akcie desperacji zmuszone są do przewartościowania życia i znalezienia nowej filozofii. Bo obecna popularność internetowych ruchów nawołujących do odwrócenia się od materializmu wynika właśnie z tego: z desperacji.

Desperacja okazuje się istotna również w zbliżonym tematycznie dokumencie. Niespodziewany hit Netflixa – Minimalizm (Dokument o rzeczach ważnych, 2015; Czas na mniej, 2021, M. D’Avella) to opowieść o braku sensu życia. W dwóch częściach dokumentu, a także setkach wpisów na blogu, dziesiątkach odcinków podcastu i paru książkach, autorzy opisują, jak konsumpcjonistyczna kultura wyznacza nam niewłaściwe cele. 

Tu właśnie spotykają się te produkcje. Oba jako sprawcę całego ludzkiego nieszczęścia wskazują nadmierny konsumpcjonizm oraz kapitalizm. Jednocześnie przedstawiają alternatywę dla obecnego życia jako rewolucję i bunt przeciwko systemowi. Wizja absolutnie przepiękna i porywająca. Najprostszy możliwy sposób sprzeciwu to głosowanie portfelem, czy raczej rzadsze wyciąganie go. Jednocześnie niemal natychmiastowo możemy odczuć wpływ nowej filozofii na nasze życie. Jednak czy naprawdę jest to tak piękne, jak się wydaje? 

Rewolucja instant 

Mimo przewijających się wtrętów na temat obecnej skali zjawiska, która rośnie z każdym dniem, zarówno książkowa, jak i filmowa wersja Nomadland oraz Minimalizm skupiają się na jednostkach. Przedstawiają drogę nieszczęśliwych ludzi do nowego, lepszego życia pełnego kontaktu z drugim człowiekiem i bliskiego naturze. Jednak oba te filmy pomijają to, jak długo trwa doprowadzenie rewolucji do końca. Jedna z opisywanych w książce postaci wspomina, że przez pierwsze kilka nocy w kamperze, mieszanka wstydu, strachu i klaustrofobii nie pozwalała jej zasnąć. Za to w filmowej adaptacji nocowanie w aucie bardzo szybko staje się dla bohaterki codziennością.

Podobnie sytuacja wygląda w serii filmów o minimalizmie. Autorzy przedstawiają proces sprzątania domu jako oczyszczający i metaforyczny. Natomiast polepszenie stanu życia ma nastąpić natychmiastowo. Zdaje się to całkowicie bezsensowne. O ile wierzę w wyzwalającą moc pozbywania się przedmiotów, o tyle dużym nadużyciem jest twierdzenie, iż po zakończonym procesie sprzątania znajdziemy sens życia i szczęście. Dokument rozpoczyna się od tezy, że obecnie konsumpcjonizm nadaje naszemu życiu cel. Kupowanie nowych przedmiotów ma zapełniać pustkę i dawać chwilową satysfakcję. Co kuriozalne, rozwiązaniem tego problemu ma być pozbycie się zbędnych przedmiotów. Po skończeniu katartycznych porządków zostajemy nie tylko wciąż bez sensu życia, ale też bez części naszych przedmiotów i jakichkolwiek dalszych wskazówek ze strony twórców dokumentu. 

Co ważne, nie uważam, że podanie na tacy uniwersalnej recepty jest dobrym rozwiązaniem. Ba! Jest to coś zbędnego i niemożliwego. Jednak jeśli uznamy, że tego typu proste rady są bez sensu, tym bardziej bez sensu są te filmy. Ostatecznie otrzymujemy dwie ponad godzinne produkcje, mówiące o tym, że pieniądze szczęścia nie dają. W tym kontekście wydaje się wręcz przerażające, jak wielką popularnością cieszy się ta popfilozofia. 

Równie trudno odnaleźć jakkolwiek odkrywczą myśl w filmie Chloé Zhao. Wiele tematów poruszanych wielokrotnie w mediach, takich jak rosnące nierówności społeczne, czy problem klimatyczny, są tu jedynie delikatnie zaznaczone. Reżyserka podjęła się karkołomnego zadania ekranizacji reportażu, który nakreśla bardzo szerokie tło kulturowe sytuacji bohaterów. Film z założenia nie może sobie na to pozwolić. Dlatego też zostajemy jedynie z pojedynczymi frazesami, które w bardzo prosty i odtwórczy sposób zakreślają problem. Momentami komentarze na temat zmieniającego się świata oraz powrotu do życia bliżej natury przypominały proste rozmowy, zasłyszane w barze, czy przy ognisku.

Jednak chyba moim największym zarzutem do filmowego i książkowego Nomadland jest specyficzna struktura. Przedstawione życie nomadów pozbawione jest niuansów. Naprzemiennie przeskakujemy między obrazem życia idealnego: prawdziwie wolnego, bliskiego natury, w otoczeniu pomagającej sobie społeczności, by następnie pokazać skrajną biedę, trud pracy dorywczej, czy strach przed złodziejami i policją. To dobrze, że nie dostajemy wyłącznie jednego aspektu życia wagabundów. Jednak oczekiwałbym czegoś więcej niż odbijania piłeczki i przeskakiwania od czerni do bieli. 

Wszystko to jednak na nic, bo na koniec dowiadujemy się, że osoby, których historie śledziliśmy, sami nie chcą żyć w przedstawiony sposób. To było dla mnie największym zaskoczeniem. Celem Lindy nie jest zakup lepszego kampera, ona zbiera pieniądze na wykupienie ziemi pod budowę domu. Natomiast autorzy dokumentu o minimalizmie sami nie żyją w promowany ascetyczny sposób. Dzięki latom spieniężania idei pozbywania się przedmiotów ze swojego życia i wybieraniu gorzej płatnej posady, sami znacząco się wzbogacili, a po starym stylu życia zostały jedynie meble w stylu skandynawskim. Jest to dla mnie o tyle druzgoczące i smutne, że pomimo licznych obiekcji do opisywanych powyżej filmów i książki naprawdę wierzę w ideę upraszczania życia oraz zbliżenia się do natury. I widzę w tym szansę na bunt na miarę naszych czasów.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top