Linda Manz. Wrażliwa buntowniczka

Ponad rok temu świat filmu pożegnał Lindę Manz. Przedwczesna śmierć aktorki przeszła bez większego echa. Ogromna szkoda, bo nie znać Manz, to nie znać jednej z najciekawszych kobiecych postaci kina.

Tekst zawiera drobne spoilery do filmów Niebiańskie dni i Out of the Blue.

Nie sposób porównać Lindy do żadnej z popularnych aktorek. Manz duchem przypominała raczej zbuntowaną wokalistkę, którą można by zobaczyć w Upadku zachodniej cywilizacji Penelope Spheeris czy Smithereens Susan Seidelman, a nie słodką, hollywoodzką starletkę. Sama historia jej kariery również przywołuje na myśl najlepsze punkowe zespoły. Tak jak one, Linda pojawiła się na scenie nagle, pokazała, na co ją stać i znikła, gdy nie miała nikomu nic więcej do udowodnienia. 

„Urodzoną i wychowaną na ulicy” nastolatkę odkrył Terrence Malick, gdy poszukiwał odtwórczyni roli młodej wagabundy do swojego drugiego filmu, Niebiańskie dni. Choć Manz była starsza niż napisana przez reżysera bohaterka, twórca zdecydował się dać jej szansę.

Nie miał czego żałować. Młoda aktorka, która według Malicka łączyła w sobie „dojrzałość czterdziestolatki” z młodzieńczą spontanicznością, okazała się zdecydowanie najbardziej charakterystyczną osobą w filmie, przyćmiewającą m.in. popularnego Richarda Gere’a. Naturalna gra i swobodnie prowadzona przez Manz narracja, łącząca w sobie bezpretensjonalność oraz atmosferę rodem z klasycznych amerykańskich powieści, są siłą Niebiańskich dni. Gdy raz usłyszy się jej głos, nie sposób go zapomnieć.

Rola w filmie Malicka mocno zdefiniowała aktorskie emploi Lindy. Istotnym motywem w filmografii Manz, obecnym również w debiucie, jest nonkomformizm – zarówno ten dotyczący norm zachowania, jak i stereotypów dziewczęcego wyglądu. W finałowej scenie Niebiańskich dni nastolatka wykrada się z płatnej, prywatnej szkoły. Odrzuca świat koronkowych haleczek i powraca do korzeni, a konkretnie torów kolejowych, będącym symbolem jej dawnego i przyszłego życia.

Dwa lata później, po niewielkiej serii drobnych ról, Manz wcieliła się w swoją drugą najważniejszą bohaterkę, CeBe. Punkowe wcielenie Lindy w najlepszym filmie Dennisa Hoppera Out of the Blue (nie bijcie, miłośniczki i miłośnicy Easy Ridera!) pokochałam od razu. Aktorka stworzyła wielowymiarową postać pełną sprzeczności – wycofaną w szkole i pewną siebie na ulicach miasta z dala od toksycznej rodziny, dojrzałą, radzącą sobie mimo uzależnienia matki i jednocześnie powracającą do dziecięcych zachowań przywołujących lepsze czasy. 

CeBe znajduje pocieszenie w muzyce punkowej i nie poddaje się oczekiwaniom wychowawców oraz rodziców, zwłaszcza mocno patriarchalnego ojca. Nosi stroje chłopczycy (podobną greaserowską stylówę nosiła rok wcześniej we Włóczęgach Philipa Kaufmana), z dumą głosi swoje poglądy (które potem samplowali Primal Scream) i próbuje sił w tworzeniu własnej muzyki. Choć bohaterki nie czeka dobry koniec, sama siła jej ekranowej obecności potrafi podnieść na duchu, zwłaszcza gdy samemu było się kiedyś niezrozumianą dziewczyną. Film obejrzałam już jako dorosła kobieta, ale jestem pewna, że gdybym znała go wcześniej, puszczałabym go na zmianę z Przekleństwami niewinności Sofii Coppoli.

Po Out of the Blue aktorka zagrała w kilku filmach, które niestety nie odniosły większych sukcesów. Niektóre z nich, jak Longshot, można znaleźć w jakości VHS, inne, jak Mir reicht’s – ich steig aus, w którym Manz zagrała swoją ostatnią główną rolę, pozostają niedostępne. Aktorka na wiele lat pożegnała się z aktorstwem. Kusi prowadzenie romantycznych narracji o niezależności, ale najwiarygodniejszy powód okazuje się prozaiczny – ról odpowiednich dla nietuzinkowej aktorki było niewiele. Po latach Linda pojawiła się w filmach Harmony’ego Korine’a oraz Davida Finchera, by ostatecznie zakończyć karierę w późnych latach 90.

Nie wiem, czy Linda, podobnie jak swoje ekranowe postaci, żyła zawsze na swoich zasadach. Ale wiem jedno – pozostawiła po sobie małą filmografię z dwiema rolami godnymi miana aktorskiego arcydzieła. Oglądając je, słowa piosenki Neila Younga stają się prawdziwe: it’s better to burn out, than to fade away.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top