Celebracja tandety. Role Susan Tyrrell

Przeważnie obsadzana w rolach sprośnych i głośnych, Susan Tyrrell zapisała się w historii kina jako aktorka do zadań specjalnych; apologetka groteski, pozostawiona sama sobie na obrzeżach Hollywood. Najczęściej grała postacie, które zagarniają przestrzeń i nie przebierają w słowach: alkoholiczki, dziwaczki, pozbawione złudzeń outsiderki. Kobiety, z braku lepszego określenia, wulgarne, ale mające w sobie jakieś ciepło, niepozbawione nuty melancholii.

Susan Tyrrell (czy SuSu, jak wolała być nazywana) to aktorka charakterystyczna – trudno zapomnieć jej ekspresyjną twarz czy charakterystyczny głos, chrypliwy, plączący się między zębami. Biła od niej aura kojącej stałości – i na ekranie, i w życiu codziennym nosiła się podobnie, przystrzyżona na krótko, krzykliwie ubrana i umalowana. Komentatorzy lubili podkreślać nieprzystającą do kanonów cielesność aktorki (jeden z krytyków porównał jej ciało do niepościelonego łóżka[1], inny mówił o aurze wiecznej czterdziestolatki[2]), ale zdaje się, że trochę na wyrost. Rzeczywiście, przed kamerą nie próbowała się przypodobać; nawet w rozerotyzowanych rolach była przygarbiona, ulepiona z innej gliny. Spod szorstkiej ekranowej persony okazjonalnie przebijała się jednak dziewczęca (czy wręcz dziecięca) delikatność, jakby na przekór tekstom, które kreślą jej większy niż życie obraz.

Na początku lat sześćdziesiątych, jeszcze jako nastolatka, Tyrrell wiąże się ze środowiskiem teatralnym. Pomocne okazują się koneksje ojca, agenta gwiazd; z matką, dyplomatką i lwicą salonową, nie ma najlepszego kontaktu. Na deskach sceny spędzi prawie dziesięć lat. Wyrazista osobowość przyciąga podobnych do niej oryginałów: początkująca aktorka na krótko wchodzi w orbitę Andy’ego Warhola. Malarz wielokrotnie zaprasza ją do swojej świty, ale Tyrrell źle się czuje w klikach, woli chodzić własnymi ścieżkami. Z całego grona specjalne miejsce w jej sercu zajmuje tylko Candy Darling, queerowa istota o wampirycznej, pełnej szyku aparycji, z którą wkrótce zamieszka. Po latach Susan pojawia się w Bad (1977, J. Johnson), ostatnim wyprodukowanym przez Warhola filmie, gdzie gra kampowo umęczoną, samotną matkę z rozwrzeszczanym niemowlakiem na rękach – jedną ze swoich ulubionych ról.

Na wielkim ekranie debiutuje drugoplanowym występem w westernie. Odstrzał (1971, H. Hathaway) przedstawia postać Tyrrell jako zahukaną dziewczynę, świadczącą usługi seksualne w saloonie – widocznie spiętą w swoim wyćwiczonym flircie, nieustannie spodziewającą się kolejnego ciosu. Po porwaniu przez trójkę bandytów i szeregu upokorzeń bohaterka dobija do granic wytrzymałości. Milcząco znosi poniżenia, ale w jej zdesperowanym spojrzeniu widać wszystko: bunt, gorycz, stłumiony krzyk i bagaż wieloletnich doświadczeń, który nie pozwala jej się wyrwać z roli popychadła.

W podobnym kluczu będzie utrzymana najsłynniejsza kreacja aktorki – w wieku dwudziestu sześciu lat Tyrrell pojawia się w Zachłannym mieście (1972) Johna Hustona jako doświadczona życiem alkoholiczka. Oma jest spragnioną uwagi ćmą barową, zdziecinniałą i zmienną. Na lepkiej ladzie opiera się z całym ciężarem rozczarowania dźwiganego na barkach. Na jednym wdechu opowiada historię życia, nie szczędząc szczegółów tym, którzy zechcą jej słuchać. Zaangażowanie Tyrrell zostaje docenione – aktorka dostaje nominację do Oscara za drugoplanową rolę kobiecą i, choć ostatecznie nie otrzymuje statuetki, zdaje się, że otwierają się przed nią nowe możliwości. Występ w filmie uznanego, dużo starszego reżysera ma jednak swoją cenę. Po latach Tyrrell emocjonalnie opowiada o napaści seksualnej, jakiej doznała ze strony Hustona w ramach „castingu” (poruszającą wypowiedź aktorki można przeczytać tutaj). Całe zdarzenie, opisywane przez nią jako tyleż traumatyczne, co żałosne, ma być ostatecznym zerwaniem z młodzieńczymi złudzeniami. Jednak Zachłanne miasto nie chce się od niej oderwać. W wywiadach powtarzają się entuzjastyczne pytania o współpracę z Hustonem, na które Tyrrell odpowiada z irytacją, ale oględnie. Jej późniejsze role często będą odbijać tę najgłośniejszą – skropione alkoholem i naznaczone przemocą. 

Wielokrotnie wciela się w kobiety pracujące seksualnie, rozgoryczone życiem, ale dominujące. W The Killer Inside Me (1976, B. Kennedy) każe szeryfowi dmuchać na świeżo pomalowane paznokcie u stóp; jest w tym żądaniu jednocześnie przystępna, nieznosząca sprzeciwu i horrendalnie znudzona. Zainicjowaną grę przerywa w mgnieniu oka – ucieczką w grubiaństwo. To kolejna kobieta z repertuaru Tyrrell gustująca w brutalnym seksie i marząca o przyszłości, która nigdy nie nadchodzi. Choć ochoczo snuje plany z nowym kochankiem, jej posiniaczona, słabo oświetlona twarz zdaje się na wpół martwa.

Nigdy nie obiecywałem ci ogrodu pełnego róż (1977), reż. Anthony Page

Niejako z podobnego szablonu wyrasta Vera z Historii zwykłego szaleństwa (1981, M. Ferreri) – w praktyce postać jeszcze ciekawsza, jeszcze bardziej złożona. Na głównego bohatera, chlejusa w typie Charlesa Bukowskiego, patrzy z ciekawością, ale i bezwzględnością; jest czujna, niemożliwa do rozgryzienia, fascynująca. Chwilę później, rozbawiona przez nieznajomego, zakrywa twarz dłońmi jak mała dziewczynka. Jej rozbuchany erotyzm też jest przesadzony, na granicy groteski – kocha się niecierpliwie, jakby chciała pochłonąć agresywnego kochanka w całości. Twarz Very wykrzywiają straszliwe grymasy; gwałt płynnie przechodzi w perwersyjny seks, i odwrotnie. „Lubię być gwałcona. Większość mężczyzn w świetle dnia tchórzy”, mówi prowokacyjnie, twardo. Jest nieprzewidywalna: zdradza nieoczekiwanemu gościowi swoje masochistyczne upodobania, każe uwierzyć we własną zgodę, po czym zsyła na niego policję. Wkrótce zupełnie znika z ekranu. Główny bohater znajduje sobie inny obiekt pragnień.

Szczęśliwego zakończenia nie doczeka także postać Celine z Ciała i krwi (1985) Paula Verhoevena. To dionizyjski chochlik, który żyje, jakby jutra miało nie być; kobieta rozpędzona jak parowóz, wiecznie na granicy szaleństwa. W jednej z pierwszych scen, jeszcze przed nadejściem dżumy, bohaterka wytacza się z jaskini po trudnym porodzie, by zobaczyć prowizoryczny pogrzeb swojego niemowlęcia. Jest ubrana w jasną, płócienną koszulę; w miejscu krocza zieje rozległa plama krwi.

Na szczęście przemoc (ta fikcyjna i ta realna) nie zdefiniowała kariery Susan Tyrrell, docenianej przede wszystkim przez entuzjastów złego smaku, gustujących w jej radośnie postrzelonych kreacjach. Najpełniej dowodzi tego Forbidden Zone (1980, R. Elfman), szalony, acz nieco zakurzony musical, który efektownie rozpada się na kawałki. Rola biseksualnej Królowej Doris z Szóstego Wymiaru, która, jak głosi piosenka, „wykluła się z jaja czarownicy”, zdaje się skrojona pod Tyrrell. Aktorce partneruje Hervé Villechaize, z którym zresztą przez kilka lat była w szczęśliwym związku[3]. To jej popisowy występ (i jeden z najcieplej przez nią wspominanych), intensywny i tętniący koturnową energią. Opięte brokatową sukienką ciało zaborczej władczyni odkształca się jak plastelina; głowę wieńczy peruka, przypominająca kleks śmietany. Doris torturuje poddanych bez litości. Przy królu odsłania swoje miękkie, beznadziejnie zakochane oblicze.

Szersza widownia może kojarzyć aktorkę przede wszystkim z roli Ramony Rickettes, awanturniczej babci tytułowego Beksy (1990, J. Waters). Tyrrell sama zdaje się postacią wyjętą z uniwersum Johna Watersa – nic dziwnego, że wypadła znakomicie. Ramona to ekscentryczna matrona rodu, która przygarnia pod swe skrzydła gang wnuka; bezwzględna handlara, która znajdzie dobre słowo dla każdego wyrzutka.

Najwięcej z Susan w Susan jest chyba jednak w roli stukniętej malarki z Angel (1984, R.V. O’Neil) i Avenging Angel (1985, R.V. O’Neil). Solly klnie jak szewc, rżnie w karty, zgina się nad sztalugami. Trudno ją przegapić, donośną, pstrokato ubraną – w uszach dzwonią plastikowe kolczyki, robocze, na poły punkowe ubrania pokrywa farba. To dobroduszna dziwaczka, która zadomowiła się na marginesie społeczeństwa, zaprzyjaźniona z podobnymi sobie dziećmi ulicy. W sequelu za sprawą przypadku wchodzi w opiekę nad niemowlakiem, nad którym rozpływa się szorstko, zawstydzona własnym rozczuleniem.

Z czasem ciekawe propozycje pojawiają się coraz rzadziej. Susan bierze, co dają, ale gardzi filmami klasy B, w których przyszło jej występować. Nieskomplikowane drugoplanowe role chętnie bazują na efektownym wizerunku aktorki. W Rockuli (1990, L. Bercovici) Tyrrell gra barmankę z fryzurą na pazia, która jak gdyby nigdy nic przyjaźni się z wampirem. W Kobiecie-demolce (1995, R. Kurtzman) pojawia się w charakterystycznej dla siebie roli kobiety w pozycji władzy – pewnej siebie, ale obojętnej, żywiołowej, choć zmanierowanej. Z jej emploi zabawnie pogrywają twórcy antologii horroru Od szeptu w krzyk (1987, J. Burr). Postać Tyrrell stawia się w domu statecznego bibliotekarza (granego przez Vincenta Price’a), by przepytać go o siostrzenicę, seryjną morderczynię świeżo straconą na krześle elektrycznym. To wyrobiona dziennikarka, powściągliwie seksowna, o sceptycznym grymasie. W finale w ułamku sekundy wytraca pozory „normalności”, by ujawnić swoje prawdziwe, wykrzywione oblicze – groteskową twarz maniakalnej morderczyni z obsesją na punkcie zmarłej. Wszystko wraca na swoje miejsce.

Z tłumu przeciętniaków wyróżnia się Night Warning (1981, W. Asher), b-klasowy thriller o kazirodczej relacji nadopiekuńczej ciotki z dorastającym siostrzeńcem. Cheryl, z pozoru ułożona gospodyni domowa, idzie po trupach do celu, byle zyskać totalną kontrolę nad chłopakiem. Dla niego stroi się w kwiatowe sukienki, nakłada delikatny makijaż, kręci włosy. Kokietuje go nad deską do krojenia; on zdaje się tego nie dostrzegać, myli zaloty z oznakami rodzicielskiej bliskości. Mordercza intryga, która ma pokrzyżować plany nastolatka, sprawia, że napięta, kontrolująca osobowość wymyka się spod kontroli. Nie ma potrzeby dłużej udawać, maski mogą opaść. Wejście w stan kompletnej psychozy sygnalizuje radykalna fizyczna przemiana – człapiący chód, zgarbiona sylwetka, krótkie, sterczące włosy. W jednej ze scen Cheryl zlizuje mleko z szyi podtrutego przez nią siostrzeńca.

Susan Tyrrell prowadziła życie tułacze i spontaniczne. Chętnie o nim opowiadała – była przy tym urodzoną gawędziarką, dosadną i pełną rozmachu. Cieszyło ją zdanie zasłyszane od matki, która stwierdziła, że życie córki jest celebracją wszystkiego, co tanie i tandetne. Jej doświadczenia stały się bazą autobiograficznego stand-upu My Rotten Life, a Bitter Operetta, który przez pół roku z hakiem wystawiano na deskach sceny w Los Angeles. W wywiadach mówiła jednak, że aktorstwo traktuje jak zwykłą fuchę. Na długie miesiące zaszywała w odległych rejonach świata, z dala od opatrzonego Miasta Aniołów. Lubiła zniknąć.

Czy to prawda, czy dyktowana goryczą próba zdystansowania się od zawodu, czy może jedno i drugie – trudno powiedzieć. Choć była outsiderką z wyboru, towarzyszyło jej przecież rozczarowanie kierunkiem, który obrała jej obiecująca kariera. Mimo pokaźnej kolekcji anegdot, życie jej nie oszczędzało: w młodości cierpiała na bulimię, przeszła załamanie nerwowe i trafiła do szpitala psychiatrycznego. W końcu dopadła ją rzadka choroba układu krwionośnego, która doprowadziła do amputacji obu nóg. Ostatnie lata Susan spędza na rehabilitacjach. Sporo maluje – lubi zwłaszcza tętniące kolorem sceny z kamasutry, obrazy nabrzmiałych członków i rozchylonych łechtaczek. Protezy pokrywa barwnymi, symetrycznymi rysunkami: kwiatów, jaszczurek, smoków.


[1] https://www.laweekly.com/my-so-called-rotten-life/
[2] https://eu.austin360.com/story/entertainment/movies-tv/2012/09/24/a-life-of-blows-and-disappointments-cant-bow-susan-tyrrell/10228745007/
[3] Tamże.

O autorce:

Pulpojadka, babaistka. Pryncypałka na (tymczasowo martwym) blogu mors dicit. Robi kolaże.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top