Powroty do domu. Dzieciństwo i zdziecinnienie w adaptacjach komiksów DC

Kryzys tradycyjnych wzorców męskości i rodziny oraz słabnąca wraz z nimi rola figury ojca patriarchy – współczesna popkultura na potęgę odrzuca, narusza i przekształca niedawne autorytety. Wyjątkiem zdają się adaptacje superbohaterskich komiksów – choć formalnie nowoczesne i efektowne, mentalnie wciąż zapatrzone w przeszłość. Na miano czołowego piewcy klasycznych wartości zasługuje zwłaszcza Zack Snyder – wytrwały mitograf odziedziczonej po rycerskich przodkach męskości.

„Archetyp ojca stanowi podstawę wszelkiego wewnętrznego ładu dziecka” – pisał Guy Corneau, kanadyjski psychoanalityk i eseista, autor głośnej książki Nieobecny ojciec, zagubiony syn, w której dowodził istotnego wpływu braku ojcowskiej opieki na zaburzenia w obrębie męskiej tożsamości. Zważywszy na charakter zainteresowań badacza, Superman i Batman spokojnie mogliby rozsiąść się na jego na kozetce. Ten pierwszy, rozdarty między dziedzictwem nieżyjącego kryptońskiego ojca a naukami ziemskiego ojczyma; ten drugi, straumatyzowany w dzieciństwie świadek zabójstwa swoich rodziców. Filmowe uniwersum DC chętnie chłonie i przetwarza te tropy. Adaptacje wyreżyserowane przez Snydera (Człowiek ze stali [2013], Batman v Superman: Świt sprawiedliwości [2016] oraz Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera [2021]) to w dużej mierze przypowieści o szukaniu ojców, przejmowaniu roli autorytetu i powrotach na łono matki.

Trudne dziedzictwo

Cała historia zaczyna się znacząco – od porodu. Na świat przychodzi chłopiec, Kal-El, nadzieja kryptońskiego ludu. Płacz maleńkiego dziecka roznosi się po planecie – zwierzęta podnoszą łby, wydając triumfalny ryk. Uroczystą chwilę zakłócają dramatyczne okoliczności. Krypton zmierza do samozagłady, a rządząca nim starszyzna zostaje sterroryzowana przez zaślepionego gniewem generała. W tej gorączkowej sytuacji świeżo upieczony ojciec podejmuje wspólnie z żoną trudną decyzję; zanim zginie, wysyła noworodka w nieznane, na Ziemię. Przed podróżą umieszcza w ciele dziecka kod genetyczny mieszkańców Kryptonu – niełatwe do udźwignięcia dziedzictwo przodków.   

Człowiek ze stali

Sceny otwierające pierwszy film DC Extended Universe wyznaczają kierunek, w jakim potoczy się opowieść o Supermanie – młodym mężczyźnie na tropie własnego „ja”. Tożsamość bohatera jest patchworkowa, przez co wyjątkowo skomplikowana – to po części wyrzutek (jak przewidziała jego matka), po części bóg (jak prorokował Jor-El), zarazem skromny farmer (po ziemskich opiekunach) i cudowne dziecko z gwiazd (po biologicznych rodzicach), w dodatku osierocone przez obu ojców. Nic dziwnego, że w czasach wczesnej młodości poszukuje imienia. Z tego, które nadał mu ziemski ojciec, rezygnuje niedługo po jego śmierci (za którą zresztą czuje się częściowo odpowiedzialny: na żądanie opiekuna, pragnącego zachować moce syna w tajemnicy, nie uratował go przed szalejącym tornado). W poczuciu dezorientacji i osamotnieniu tuła się po kraju pod fałszywymi nazwiskami, anonimowy dla świata i oddalony od trudnego do zrozumienia dziedzictwa. Dopiero gdy odnajdzie kryptońskiego ojca (ściślej: reprezentującą go sztuczną inteligencję) i pozna historię swojego pochodzenia, jego samoświadomość stanie się kompletna.  

To oczywiście nie koniec problemów z samym sobą. Na Kal-Ela/Clarka czeka jeszcze wiele wyzwań, zanim przekształci się z mężczyzny w Człowieka ze stali. Będzie to choćby pojedynek z generałem Zodem, który nie tylko zabił jego kosmicznego ojca, ale też próbował zastraszyć ziemską matkę („Myślisz, że możesz grozić mojej mamie?” – krzyczy w furii Superman, przystępując do ataku na wroga) oraz dokonanie kardynalnego wyboru między życiem ludzi, pośród których się wychował, a odrodzeniem Kryptonian, z których się wywodzi. Uratowanie Ziemi jest znaczącym gestem – to moment, w którym Superman uznaje wyższość wychowania nad pochodzeniem.

Presja ojca i czułość matki

Dzieciństwo w miasteczku Smallville jest naczelną składową tożsamości Clarka. Jonathan i Martha Kentowie, zanim otrzymali nietypowy dar z nieba, wiedli odosobniony, farmerski tryb życia. Mimo to (a może właśnie dzięki temu) udaje im się sprostać nieplanowanemu rodzicielstwu. Wychowują syna czule i odpowiedzialnie na człowieka pokornego, lojalnego, wrażliwego i altruistycznego. Czy Superman byłby równie szlachetny, gdyby wychował się w innym domu? Czy jego ofiarne uosobienie to bardziej kwestia genów czy rodzicielskich nauk?

Wydaje się, że czułość Marthy, która uczy małego Clarka kontroli nad rozszalałymi, kryptońskimi zmysłami, zawczasu wycisza w nim instynkty potencjalnie niebezpieczne, potęgujące alienację i gniew. Młody bohater – który może więcej niż inni, ale musi podwójnie nad sobą panować – przyjmuje wzorcową pozycję chłopca, opisaną przez Michela Foucaulta w Historii seksualności. Według francuskiego filozofa młodzieniec jest dla otoczenia „przedmiotem pełnej podejrzeń pieczołowitości”[1]. Dysponuje kruchym honorem i istotne jest, czy będzie potrafił zachować się w sposób przysparzający mu czci czy ujmy, wybrać między tym, co godne nagany lub pochwały. Dzieciństwo to etap, w którym chłopiec wypróbowuje swoją wartość – przechodzi swoisty „test moralności”, mający zaważyć na jego dalszym życiu. Także Clark musi ustalić, w jakim zakresie używać supermocy i jaką rolę przypisać sobie wśród ludzi – obojętnie, co wybierze, jego decyzja będzie problematyczna. Sprawy honoru, sumienia i odpowiedzialności, ale też konieczność wyrzeczeń i trudna rola przybysza z zewnątrz objawiającego się jako zbawca – oto szereg „przeniknięć”, ideowych konfliktów, z którymi mierzy się snyderowski mężczyzna.

Autorytetem dla Clarka jest przybrany ojciec. Jonathan to mentor, który naucza syna, jak żyć (robi to przeważnie na osobności!), wpaja mu szacunek do uczciwej pracy i autorytarnie decyduje o tymczasowym zatajeniu supermocy. Sekret jednak nieustannie o sobie przypomina, prowokuje dylematy – Clark wbrew woli Jonathana ratuje szkolny autobus, czym ryzykuje zdemaskowanie, ale już powstrzymuje się przed ocaleniem ojca. Wzniosłe ideały zaszczepiane na drodze wychowania mają schizofreniczny charakter, kolidują z nadopiekuńczością – Jonathan widzi w synu przyszłego bohatera i jednocześnie boi się momentu, w którym tego bohatera zobaczą ludzie. Czy go odrzucą? Czy przyjmą jak boga? Etyczna sprzeczność odbija się na chłopaku, który kocha ojca, ale czasem wątpi w słuszność jego perspektywy. „Superman jest tylko marzeniem farmera z Kansas” – mówi w chwili kryzysu (Batman v Superman).      

Po śmierci Jonathana zmienia się paradygmat autorytetu. Teraz Martha staje się sumieniem syna, ale nie tylko. Clark również zapełnia puste miejsce po ojcu – przejmuje rolę zarówno adoratora matki, jak i jej opiekuna. Snyder konstruuje superbohatera z dużą konsekwencją, niejako skazując go na torturę ponowień – w trzech nakręconych przez niego filmach oglądamy liczne powroty do domu rodzinnego. Farma Kentów jest także pierwszym miejscem, w które kieruje się Superman po zmartwychwstaniu – to tutaj przypomina sobie, kim właściwie jest. Reżyser mnoży sielskie obrazy i spowija je quasi-malickowską melancholią. W retrospekcjach i scenach wracania na łono matki istotna jest obecność przyrody; rozległe pola kukurydzy, wysoka trawa, delikatnie rozgrzane od zachodzącego słońca niebo. W krajobraz wrasta spokojne gospodarstwo – przed domem, obok schnącego prania, kołysze się huśtawka, jak wspomnienie szczęśliwego dzieciństwa.

Dwie kobiety

„Dla każdego chłopca najważniejsza jest matka” – drwi Lex Luthor, naczelny przeciwnik Supermana. Martha Kent staje się w pewnym momencie centralną postacią intrygi w Batman v Superman: Świt sprawiedliwości, co – choć sprowokowało kpiące reakcje fanów i fanek – doskonale wpisało się w snyderowskie obsesje. Zresztą to żadna tajemnica; reżyser nie kryje się z ulubionymi tropami, a wręcz przeciwnie, celebruje je w licznych wątkach i liniach dialogowych. Podobnie jest tutaj. Luthor porywa matkę Supermana, dostrzegając słabość w synowskim uczuciu. Superman, zaatakowany przez Batmana, nie może pospieszyć jej na ratunek. Superbohaterski konflikt przerywa dopiero wypowiedzenie znaczącego imienia: Martha (jak się okazuje, noszą lub nosiły je obie matki herosów). Dla Supermana Martha to najważniejsza osoba w życiu. Dla Batmana najboleśniejsze wspomnienie – jej śmierć widzieliśmy w scenie otwarcia. Przeszłość Mrocznego Rycerza, wywołana słowem jak zaklęciem, działa otrzeźwiająco – uświadamia mu, że kierując się gniewem, zamienia się w to, czego nienawidzi: w oprawcę niewinnych. Rodzina w filmach Snydera jawi się jako najwyższa świętość, którą należy chronić przed traumą i rozbiciem – śmierć Marthy oznaczałaby śmierć rodziny. Puste miejsca po rodzicach stanowią katalizator pragnień i lęków osieroconych superbohaterów, napędzając fabułę.

W opowieściach przygodowych młokos staje się mężczyzną dopiero po opuszczeniu domu i na drodze dwóch doświadczeń, w miłości oraz na wojnie. Wojna dla Supermana to codzienność. A miłość? Mitologia zaczerpnięta z komiksów DC przypisuje bohaterowi melodramatyczny romans – Clarka i Lois łączy szczególne uczucie, jakby byli sobie przypisani na mocy wyższego porządku. Twórcy DC Extended Universe rezygnują z kłopotliwego, charakterystycznego dla tej postaci chwytu, w myśl którego bohaterka przez długi czas nie potrafi rozpoznać w Clarku Supermana. Tym razem nie kwestionujemy jej przenikliwości – Lois od początku zna tożsamość ukochanego, co jednak nie wystarcza, by stała się postacią autonomiczną. W wizji Snydera spełnia rolę kolejnego (choć nieco zakamuflowanego) narzędzia do pogłębiania wielkiej narracji o rodzinie.

Superman wchodzi w rolę opiekuna Lois – ratuje ją wielokrotnie, co owocuje galerią ikonicznych ujęć herosa miękko lądującego na ziemi z ocaloną kobietą w ramionach. Lois odwzajemnia troskę – Superman doznaje ukojenia, tuląc się do jej łona. Przypomnijmy, że w świecie komiksów bohaterka jest córką wojskowego, co do pewnego stopnia determinuje jej hardy charakter. Snyder nie wprowadza postaci Sama Lane’a do swoich filmów, a dziennikarka wydaje się wręcz pozbawiona własnej rodziny (nawet po śmierci Supermana przeżywa żałobę w samotności, ewentualnie wspólnie z matką partnera, z którą łączy ją brzemię sekretu – jest symbolicznie włączona do rodziny Kentów). Usunięcie z orbity Lois innych postaci daje Snyderowi większe pole manewru w opowiadaniu jej losów. Bohaterka konsekwentnie podąża za herosem, jest dlań opiekuńcza, skupiona głównie na ich wspólnym uczuciu i dobru partnera. Co więcej, wiemy już, że jest w ciąży – wybrakowana rodzina odrodzi się w następnym pokoleniu. Być może to właśnie cud noszonego pod sercem dziecka sprawia, że cierpiący na chwilową amnezję Superman, tuż po zmartwychwstaniu i poskromieniu innych herosów, uspokaja się właśnie na widok Lois Lane, przyszłej matki swojego dziecka.

Kino superbohaterskie jako nowe kino familijne

Rodzina i wychowanie to wielkie tematy DCEU – z filmów Snydera rozlewają się na pozostałe produkcje. Można wymieniać: opuszczony przez matkę Aquaman (2018, J. Wan), Shazam! (2019, D.F Sandberg) jako opowieść o poszukiwaniu domu, dwie części Wonder Woman (2017 i 2020, P. Jenkins) zawierające sielską wizję dorastania w matriarchacie – nawet w Legionie samobójców pojawiły się tego typu wątki (2016, D. Ayer), skondensowane w postaci Deadshota, genialnego strzelca, płatnego zabójcy i… czułego ojca. Snyder również nie poprzestaje na dwójce najbardziej rozpoznawalnych herosów. W Lidze sprawiedliwości szeroko rozwija wątek Cyborga-Victora, dwukrotnie powołanego do życia przez ustawicznie nieobecnego rodzica, który wyposażył go w niechciane nadnaturalne zdolności, a także kreśli relację Flasha z przebywającym w więzieniu ojcem i wynikające z tej sytuacji motywacje chłopaka. Na tle rodzinnej kroniki wyróżniają się Ptaki nocy i fantastyczna emancypacja pewnej Harley Quinn (2020, C. Yan), zastępując narrację o więzach krwi radosną popularyzacją idei siostrzeństwa. 

Flash odwiedza ojca w Lidze Sprawiedliwości Zacka Snydera

Powodem tej ciasnoty tematów jest w dużej mierze specyfika superbohaterskich opowieści – często to tzw. origin story, zajmujące się genezą postaci, a więc zobligowane do roztrząsania ich przeszłości, w tym dzieciństwa. Ale wydaje się, że chodzi też o coś więcej. Filmy DCEU i Marvela w większości skierowane są do różnych pokoleń odbiorców i odbiorczyń – zarówno dorosłych, którzy wychowali się na zeszytowych komiksach, jak i młodzieży, wzrastającej na ich adaptacjach, kontynuacjach i reinterpretacjach. Mając takie podstawy, kino superbohaterskie jest więc czymś na kształt nowego kina familijnego – wysokobudżetowego, ostentacyjnie rozrywkowego, ale (jak przystało na kino rodzinne) w gruncie rzeczy konserwatywnego, spóźnionego ideowo lub silnie osadzonego w tradycji.

Za postęp należy uznać wprowadzenie na arenę postaci Wonder Woman – stanowczo kreowanej na idolkę dziewczynek, dodającej im animuszu i wiary w siebie. Filmy z jej udziałem przełamują „chłopackość” kinowych opowieści o herosach – zamiast kolejnych, snutych ze śmiertelną powagą modyfikacji wyobrażeń na temat indywidualistycznej męskości i ojcostwa, promują ideę równościowej miłości. Kolektywny świat Amazonek jest utopijny – wywodząca się z niego promienna superbohaterka wprowadza do uniwersum nowoprzygodowy sznyt (szeroko krytykowana Wonder Woman 1984, owszem, jest filmem niespełnionym, ale też oryginalnym i barwnym, interesującym na tle snyderowskiego monolitu). 

Superbohaterów łatwo powiązać z dzieciństwem. Co więcej, wydaje się, że twórcy filmów o herosach sami mają coś z dzieci. W ten sposób postrzegani są zazwyczaj reżyserzy pracujący dla Marvela – żartownisie, zaprawiający akcję dystansującym dowcipem i ironią. Zack Snyder nie kojarzy się z figlami – jego powaga i epifaniczna wzniosłość to stały temat internetowych żartów. A jednak jest coś fascynującego w oddaniu twórcy Człowieka ze stali komiksowemu medium. Snyder uwielbia filmować bohaterów jak bogów, za pomocą slow motion celebrować wagę chwili – jego kino domaga się specyficznego odbiorcy, zaufanego, otwartego na patos i wrażeniowe doznania.

Nie jest tak, że nie potrafi się bawić. Johan Huizinga w pracy Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury [2] za jeden z ważnych elementów zabawy (łączonej nierzadko z kultem) uznawał właśnie „świętą powagę” – chodzi o przeniesienie uczestników w inny świat, zagłębienie się w nim bez reszty. Nawet najwznioślejsze czynności mogą mieć przecież ludyczny charakter. To zasada odnosząca się do wielu komiksowych adaptacji, w tym czterogodzinnej kolumbryny, jaką jest nowa Liga sprawiedliwości.

Jeśli szukać w Snyderze (i wielu jego kolegach po fachu) śladów dziecka, słusznie będzie wypomnieć mu również brak umiaru. Każde kolejne zakończenie, nieskończoność eksplozji i rozciągnięte epilogi dowodzą, że twórcom filmów o superbohaterach jest zbyt dobrze w tej piaskownicy, żeby pozbierać swoje zabawki na czas.


[1] Michel Foucault: Historia seksualności (1.Wola wiedzy/2. Użytek przyjemności), przeł. B. Banasiak, T. Komendant, K. Matuszewski, wyd. słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2020, s. 263-264.
[2] Johan Huzinga: Homo ludens. Zabawa jako źródło kultury, przeł. Leszek Szaruga, wyd. Aletheia, Warszawa 2007, s. 36-37.

O autorce:

Komparatystka z wykształcenia, entuzjastka z natury. Wierna ejtisom, Muminkom i Debbie Harry. Pracuje w reklamie, choć chętnie by się z tego wykręciła. Po godzinach prowadzi bloga Z moich ust.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top