Pożółkłe strony. Nostalgiczny ranking literatury dziecięcej

Umówmy się – filmy to nie wszystko. Swego czasu, zanim jeszcze zaczęłyśmy psuć sobie oczy przed telewizorami, głównym źródłem rozrywki były, rzecz jasna, książki dla najmłodszych. Pierwszy czerwca nastroił nas nostalgicznie, dlatego też w poniższym rankingu wracamy do ulubionych lektur z dzieciństwa, od klasyków literatury dziecięcej, po teksty czytane w ukryciu (i wszystko, co pomiędzy). Na kartkach pożółkłych od suchego powietrza eskapizm sąsiaduje z pierwszą refleksją, a strach jest przytulny jak nigdy później. (KG)


8. Najważniejsza książka – Ania z Zielonego Wzgórza (wyd. 1956), Lucy Maud Montgomery, tłum. Rozalia Bernsteinowa

Zdaję sobie sprawę, że stwierdzenie „wychowałam się na Ani z Zielonego Wzgórza” brzmi jak banał. Uznając tę książkę za lekturę formacyjną, nie jestem ani trochę oryginalna – dołączam do rzeszy kobiet, które się w niej zaczytywały, gorączkowo i nie bez wzruszeń. Ale cóż – nie dbam o to (tak pewnie powiedziałaby Ania), zwłaszcza że to naprawdę świetna powieść i niemądrze byłoby trywializować jej znaczenie. Ania jest bohaterką, która uczy pewności siebie z feministyczną wręcz zadziornością – pewności zdrowej, szczerej i krytycznej, a nie aroganckiej; takiej, która pcha do podjęcia działań. Zachwyt, twórczy entuzjazm, zamiłowanie do słów, historii i obrazów, wreszcie uważność – Montgomery inspiruje do aktywnego korzystania z wyobraźni, bo ta pomaga dosłownie we wszystkim, w rozwijaniu się, torowaniu własnej ścieżki, spełnianiu celów, leczeniu smutków. Ania reprezentuje świadomą kobiecość, a jej otoczenie – grono dojrzałych kobiet oraz pragmatyczna Maryla i czuły Mateusz – utopijną kolektywność, gdzie dziewczynka, która miała być chłopcem, przekracza kulturowe ograniczenia płci i pozostaje sobą. A to w zupełności wystarcza. (DJS)


7. Pulsujące góry – Dzieci zorzy polarnej (wyd. 1998), Anna Onichimowska

Zanurzona w fińskich legendach opowieść Onichimowskiej (dopełniona akwarelowymi ilustracjami Toma Paxala, marzycielskimi, nierzadko dużymi na całą stronę) pokrywa rok z życia dwójki rodzeństwa, siedmioletnich Saany i Aslaka. Swego czasu Dzieci zorzy polarnej donośnie rezonowały z moim własnym dzieciństwem, spędzonym, jak się wydawało, z dala od cywilizacji – samotnie, z głową wśród przyrody, która odkrywała przede mną kolejne magiczne istoty i krainy, wiązała się w historie. Było coś szalenie działającego na wyobraźnię w tych odległych, północnych rejonach, gdzie natknąć się można na kordon bzyczących jak komary czarownic albo lodowego trolla, który śnieg wyjada łyżką. Wreszcie mój ukochany rozdział, Kocie złoto, o łowieniu plastrów szlachetnego kruszcu, których jednak nie sposób wynieść poza dolinę; o kiksach czasu i przestrzeni, w upiorny sposób wytracającej wszystkie znane cechy, a nad którą czuwa niepokojąco cichy koci duch. Strach kładł się na plecach mimo upalnego lata. (KG)


6. W lesie – Baśnie braci Grimm (wyd. 1990), Wilhelm Karl Grimm, Jacob Ludwig Karl Grimm, tłum. Emilia Bielecka, Marceli Tarnowski, Helena Kapełuś

Dorastanie w towarzystwie wydania baśni z 1990 roku (autorstwa Ludowej Spółdzielni Wydawniczej) było dla mnie przełomowym doświadczeniem czytelniczym i poznawczym. Wzbogacone po brzegi groteskowymi ilustracjami (w wyjątkowo odważnym jak na książkę dla dzieci stylu), a przede wszystkim brakiem cenzury, niezapomniane germańskie opowieści przerażały, ale i ekscytowały, zapraszając ku światom pełnym niezwykłości i mroku. Przyrodnie siostry Kopciuszka obcinające sobie pięty, Książę tęskniący za Roszpunką, tracący w wyniku wypadku oczy – to tylko niektóre chwyty klasycznych autorów, które oswajały kolejne pokolenia młodocianych czytelników, w tym mnie, z horrorem i śmiercią jako nieodłącznym elementem życia. Baśniowo wyolbrzymione i udziwnione, karmiły dziecięcą ciekawość świata, którego bezwzględność zawsze starano się ukryć przed niewinnością najmłodszych. Pobudzając wyobraźnię i stymulując emocjonalność, Baśnie braci Grimm wciągnęły mnie na dobre w zachwycający świat mrocznych opowieści. (MP)


5. Szlachetność niezależna od fortuny – Mała księżniczka (wyd. 1980), Frances Hodgson Burnett, tłum. W. Komarnicka

Z racji imienia książka o doskonałej Sarze była jedną z pierwszych, rzuconych mi na pożarcie. Muszę przyznać, że od razu wzbudziła mój sceptycyzm – bohaterka niezależnie od tego, czy jest służącą, czy pupilką na pensji, faworyzowaną ze względu na majątek ojca, zachowuje się dokładnie tak samo, zachwycając wszystkich dobrym sercem, skromnością i wyobraźnią. Nie było to spójne z moimi obserwacjami, np. rodziców przed i po wypłacie, i dopiero z czasem przyjęłam myśl płynącą z lektury, że tożsamość może być niezależna od czynników zewnętrznych i to esencja wyprzedza egzystencję. Chociaż nadal trochę zgrzytają mi zęby na myśl o idealnej imienniczce, to jednak muszę przyznać, że jest to jedna z ciekawszych książkowych księżniczek. Sara żadnej pracy się nie boi, ma własne zainteresowania i jest wolna od klasizmu, rasizmu czy przeceniania bogactwa, które w jej oczach zdaje się tylko dodatkiem, a nie celem. Mała księżniczka doczekała się dwóch świetnych adaptacji: japońskiego serialu anime z 1985 roku i zachwycającego wizualnie filmu Alfonsa Cuaróna, bazującego na pięknych odcieniach butelkowej zieleni. (SN)


4. Na zapiecku ciepło – Dziki koń spod kaflowego pieca (wyd. 1988), Christoph Hein, tłum. Izabella Korsak

Po dziecięcemu zblazowany Jakub Borg może się poszczycić wyjątkową grupą przyjaciół. W jej skład wchodzą początkujący odkrywca Orle Piórko, zapijaczony gaduła Panadel Kloszard, zaradna marzycielka Katinka, umuzykalniony romantyk Rzekomy Książę oraz prostoduszny łakomczuch Oślak. Całą paczkę spaja zamiłowanie do jedzenia i cudów. Magia i przygoda są tu zarówno rozbuchane, rodem z powieści awanturniczych, jak i bardzo przyziemne (mój ulubiony gadżet to nadgryzione zębem czasu grzybowe okulary, wyłowione z bezdennych kieszeni Panadela). Odnalezienie zaczarowanej pieczary czy walka z piratami na wzburzonych wodach rzeki Blablanki sąsiadują ze spaniem w namiocie, piknikiem i morską wyprawą na konwent kloszardów. Krótkie historyjki, opowiadane przez Jakuba dorosłemu narratorowi, między słowami opiewają drobne radości i przyjemność płynącą z przypadkowych spotkań. Jest spokojnie, ciepło i retro. Zaludniający stronice książki bohaterowie wypadają przesympatycznie i – przez swoje smutki, irytacje, słabości – bardzo ludzko. Dziki koń… przypomina odblask dawnych wakacyjnych dni, kiedy można było wszystko, ale największą ochotę miało się na łazikowanie i snucie opowieści. (KG)


3. Przewróć stronę – cykl Ulica strachu (wyd. 1996-1997), R.L. Stine, tłum. A. Kowalczyk, H. Janowska i inni

Niegrube książeczki przygodowo-sensacyjne już upiornie barwnymi okładkami przyciągały łakomą uwagę nieletnich moli książkowych. Okraszone krwistą czcionką nazwisko autora i nazwa serii obiecywały makabryczne opowieści, z cyklu tych, którymi karmić się trzeba w tajemnicy przed rodzicami. Same historie, płynnie przenikające od jednego zwrotu akcji do drugiego, utrzymywały w napięciu aż do emocjonującego finału. Dlatego też lekturze każdego tomu towarzyszył „przymus” przewrócenia kolejnej strony, byle poznać ciąg dalszy intrygi (może i nastoletnio naiwnej, ale za to jakiej ekscytującej!). Młodzi bohaterowie, szkoła, czasem górski domek czy tajemniczy hotel, przekuwały opowieści z Ulicy strachu niemal w książkowe odpowiedniki slasherów. Tyleż bliskie emocjonalnej rzeczywistości dorastających czytelników, co pachnące (szczególnie polskiemu odbiorcy) blichtrem odległego świata. (MP)


2. Angina w krainie absurdu – Księżniczka Angina (wyd. 2009), Roland Topor, tłum. A. Taborska

„Alegoryczna baśń ilustrowana dwudziestoma sześcioma rysunkami wzorowanymi na dziewiętnastowiecznych rebusach”, jak w przedmowie opisuje Księżniczkę Anginę tłumaczka, to opowieść, którą Topor napisał podczas wakacji z synem. Przeznaczona dla mądrych dzieci i palących za dużo papierosów dorosłych, jest satyrą na dydaktyczną literaturę dziecięcą i zaprzeczeniem wizerunku małych dziewczynek – grzecznych i pokornych przyszłych matek. Bohaterka, mimo bycia metaforą choroby, ma wyrazistą osobowość i prawdziwie buntowniczy charakter. Angina jest bezczelna, dużo mądrzejsza od dorosłych, i z dojrzałą melancholią kontestuje zastaną rzeczywistość. Surrealistyczne rysunki i typograficzne zabawy bawią, choć autor, podobnie jak w całej twórczości, nie daje zapomnieć, że śmierć istnieje i jest bliżej niż nam się wydaje. (SN)


1. Oswajanie lęku – Muminki (wyd. 1980), Tove Jansson, tłum. Teresa Chłapowska

Gdy byłam dziewczynką, muminkowy cykl rozgrzewał i napędzał moją wyobraźnię. Dzięki niemu czułam się wzbogacona o jakąś magiczną siłę. Precyzyjne zdania Jansson i fikuśne rysunki – tyleż urocze, co kunsztowne – kształtowały we mnie wrażliwość na szczegół, podjudzały ciągotę do włóczęgostwa, oszałamiały pomysłami i nienachalną mądrością. Wycyzelowany stylistycznie świat i jego drobiazgowo skonstruowani mieszkańcy zarażali szczególną radością życia – zaprawioną melancholią i doświadczeniem lęku. Muminki oswajają ze strachem, rozłąką i stratą. Tove Jansson była wybitną artystką. Jej książeczki o trollach można czytać w każdym wieku, zawsze robią ogromne wrażenie. Do dziś z przyjemnością do nich wracam, przedzieram się do fascynującej głowy autorki i na nowo odczytuję jej metafory. To moje okno na świat i w głąb siebie, filozoficzne kompendium i terapeutyczny podręcznik. (DJS)

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top