Stereotypy kiedyś a dziś. Kreacja bohaterów w filmach Disneya a problem queer codingu

Wśród filmów dla dzieci niekwestionowanym gigantem od dziesięcioleci jest Disney, który dorobił się najpotężniejszej pozycji wśród wytwórni filmowych na całym świecie. W próbie analizy produkcji disneyowskich warto pamiętać, że kino przeznaczone dla najmłodszych cechuje zupełnie inna dynamika, zarówno w kreowaniu, jak i w odbiorze.

Gdyby przeprowadzono badania na ten temat, okazałoby się, że znaczący wpływ na przeciętnego widza miały i mają filmy Disneya obejrzane w dzieciństwie wszyscy znają te historie, ich bohaterów, wplatamy do języka codziennego cytaty z tychże produkcji. Dla wielu te produkcje to miłe wspomnienia, uniwersalne historie opowiedziane w prosty, lekko zabawny sposób. Dlatego ich, większego niż przy innym kinie, wpływu nie postrzega się jako zagrożenia. 

Ryzyko realizacji filmów dla dzieci wiązać się może z koniecznym uproszczeniem – historia musi być czytelna dla młodszego widza, więc nie ma tu miejsca na indywidualizację bohaterów czy budowanie skomplikowanych konfliktów. Disney od dziesięcioleci operuje podobnymi typami bohaterów, których po prostu nazywa inaczej w każdej produkcji. Szczególnie klarownie musi być ukazana różnica między głównym bohaterem a jego przeciwnikami, by nie zostawić żadnej wątpliwości, co do tego komu mamy kibicować. Można zatem wyróżnić cechy wspólne dla disneyowskich villainów i zauważyć, że mają sporo wspólnego z cechami przypisywanymi stereotypowo osobom queer.

Queer coding to zjawisko podprogowego przypisywania postaci cech stereotypowo kojarzonych z osobami queer. Zabieg ten bynajmniej nie został odkryty przez Disneya – jego początków można dopatrywać się w XIX wiecznej literaturze europejskiej. W kinie na dobre zagościł w latach trzydziestych, kiedy kodeks Haysa zakazywał ukazywania postaci homoseksualnych na ekranie. Twórcy zaczęli się zatem posługiwać niedosłownym językiem stereotypów i skojarzeń, by komunikować publiczności, że ogląda osobę queer. Można się zastanawiać, dlaczego prawie sto lat później największe studio wciąż boi się pokazywać postaci wyoutowane. Powody są dwa – Disney stara się udawać, że tworzy kontent family friendly, a w takim nie ma miejsca na osoby o tożsamości i orientacji innej niż cispłciowa hetereseksualność. Choć można odnieść wrażenie, że tak potężne studio mogłoby robić filmy, jakie chce, bez oglądania się na homofobicznych rodziców, drugim powodem jego działania zdaje się rynek chiński, dostarczający Disneyowi i wielu innym korporacjom gigantyczne zyski, a który bardzo niechętnie patrzy na jakiekolwiek wątki LGBTQAI+. 

O etycznej niejasności queer codingu nie trzeba chyba nikogo przekonywać szczególnie w wypadku tak podatnej na wpływy widowni, jak dzieci. Podprogowe łączenie bycia queer z niemoralnością, może skutkować rozpowszechnianiem homofobicznych stereotypów i wychowywać kolejne pokolenia w niechęci do osób LGBTQAI+. Pod tym względem zjawisko queer codingu jest oparte na podwójnych uprzedzeniach. Z jednej strony korzysta z homofobicznych stereotypów (zniewieściali mężczyźni ubierający się elegancko, albo, broń boże, na różowo), z drugiej natomiast utożsamia nieheteronormatywne postaci z tym, co złe.  

Disney lubi się posługiwać tą formą identyfikacji czarnych bohaterów. Jest to szczególnie widoczne w produkcjach z lat dziewięćdziesiątych, z tzw. okresu renesansu Disneya. Dziś studio lubi wracać do tych produkcji w formie remaków (Piękna i Bestia, Aladyn, Król lew, Mulan, w przygotowaniu: Mała syrenka, Tarzan, Dzwonnik z Notre Dame, Herkules). Wśród tych adaptacji nie brakuje wiernego kontynuowania queer codingu, czasem łagodzonego lub zamienianego na queer baiting. Jest to zjawisko, w którym twórcy świadomie podrzucają nam tropy mające sugerować związki nieheteronormatywne, podsycając tym ciekawość nowej widowni, lecz nie dosłownie, by nie urazić jej bardziej konserwatywnej i homofobicznej części.

Wszystkie tożsamości Disneya

W filmach Disneya z lat 90. możemy wyróżnić kilka typów postaci, powielanych w kolejnych filmach.

Not like other girls

Nowy typ bohaterki, zapoczątkowany przez Bellę w Pięknej i Bestii, dziś moglibyśmy nazwać typem „not like other girls”. Jest to młoda kobieta, różniąca się od innych przedstawicielek swojej płci w świecie przedstawionym, strojących się i wzdychających do typowych przystojniaków, którymi ona pogardza (przykład kochanego przez wszystkich Gastona, pragnącego zdobyć akurat Bellę, która go odrzuca). Bohaterka nie ma przez to wielu znajomych, ma za to wielkie marzenia i ambicje, które chce zrealizować, co jest osią napędzającą akcję.

W przeciwieństwie do niezbyt aktywnych, wcześniejszych księżniczek, nowe bohaterki dążą do samorealizacji. Arielka (Mała Syrenka) i Dżasmina (Aladyn) chcą poznać świat ludzi, Pocahontas i Mulan wymykają się genderowym oczekiwaniom społecznym, Meg (Herkules) i Esmeralda (Dzwonnik z Notre Dame) to prototypy silnych i niezależnych kobiet, a Jane czy Bella spędzają całe dnie w książkach. Choć są to bohaterki, które wymykają się rolom płciowym, robią to w akceptowalny sposób ubierają się kobieco, są ładne, mogą sobie pozwolić na odtrącanie mężczyzn, bo są pożądane i ostatecznie spełniają funkcję żony, z wybranym przez siebie księciem.

Manly man

Z drugiej strony mamy typ „męskiego mężczyzny”, który czasem jest ukazany pozytywnie, czasem nie. Disney zazwyczaj stara się w swoich filmach przedstawiać postaci płciowo jednoznaczne jako te pozytywne. Dlatego główny bohater męski, podobnie jak wybranek pierwszoplanowej postaci kobiecej, musi realizować stereotyp prawdziwego, silnego mężczyzny. Z takim wzorem mamy do czynienia w przypadku Herkulesa, Johna Smitha, Changa czy Febusa. Jednak wraz z nowym typem kreowania kobiet, musiał nadejść nowy typ mężczyzny nieco niepewnego, zagubionego, lecz wciąż realizującego się w męskości. Aladyn, Bestia, Tarzan są przykładami takich bohaterów. W opozycji do tego dobrego, nie do końca poradnego chłopaczka, mamy przemaskulinizowanych bohaterów Gastona czy Claytona starających się o względy protagonistki, która nie docenia ich starań, przez co „męscy mężczyźni” stają się villainami. 

W przypadku disneyowskich villainów heteronormatywne cechy zostały ukazane w krzywym zwierciadle, sprowadzone do przesady, przez co queer coding nie wybrzmiewa tak mocno. Ten typ musi być nadmiernie umięśniony do komicznego efektu, aby nie wypadać zbyt atrakcyjnie przy smukłym, głównym bohaterze. Musi również przesadnie epatować swoją męskością, prężyć muskuły, stosować przemoc, dążyć do zdobycia kobiety dla samego faktu jej posiadania, jako najważniejszego trofeum, jaki mężczyzna może zdobyć. Tego typu bohaterowie nie mogą uwierzyć, że ktoś może ich odtrącić, są narcyzami przekonanymi o własnej wyższości. Często też udaje się im przekonać do swoich zalet innych, co świetnie oddaje piosenka o Gastonie, na którą zwrócił uwagę Michał Oleszczyk pod względem tekstu i dość jednoznacznych konotacji z niego wynikających: „(…) w homoerotycznej perełce, jaką jest piosenka »Gaston« śpiewana jako oda dla narcystycznego osiłka, jakby żywcem wyjętego z gejowskiego baru w Greenwich Village lat 80-tych”.

Wierny giermek

Typ narcyza często występuje z wiernym pomocnikiem – w tym wypadku będzie to ojciec Jane i oczywiście Lefou. Jest to trochę głupkowaty, zdecydowanie nieatrakcyjny, właściwie bezpłciowy towarzysz, który pełni trochę funkcję comic relief. Niepodkreślanie jego męskości może być motywowane nie tylko komediowo. Łatwiej widzowi przełknąć tę platoniczną miłość (która musi być platoniczna, bo męski mężczyzna jest zakochany wyłącznie w sobie), jeśli nie pomyślimy, że tekst „takiego samca ze świecą szukaj” w bardzo emocjonalny sposób zaśpiewał przecież także mężczyzna. W tym wypadku queer coding zatem sprowadza się do typu relacji bezkrytycznego wpatrzenia w przyjaciela, które łatwo możemy utożsamić z miłością i pożądaniem.

Queer coded villain

Postacie disneyowskich villainów w większości przypadków są kreowane w oparciu o queer coding. Przeważnie są to mężczyźni, którzy muszą występować w opozycji do głównego bohatera. Zamiast więc gładkiego, umięśnionego narcyza mamy wychudzonego, samotnika o pociągłej twarzy. W kreacji postaci dużo ważniejsze od informacji o jego płci jest jednoznaczna informacja o tym, że jest on zły. Musi zatem być brzydki, mieć niekształtne, niekanoniczne ciało – Dżafar czy Skaza są zbyt chudzi i wysocy, Ratcliffe z kolei jest za gruby, sylwetka Hadesa również się rozlewa. Nie może mieć żadnego partnera, czy to życiowego, czy w swoich planach – najczęściej występuje w otoczeniu głupawych pomocników, bądź zwierząt. Nie tylko samotność jest queer tropem – warto przyjrzeć się kolorystyce, w jakiej występują. Przeważnie są to ciemne kolory – w przeciwieństwie do ciepłych, przyjemnych barw, otaczających protagonistę. Najwyraźniej widoczne jest to w Herkulesie, gdzie w stroju antagonisty dominuje granat, bordowy, fiolet (notabene kolory flagi biseksualistów), z pewnością niekojarzone w latach 90. z męskim ubiorem. Dżafar, Frollo i Hades występują w różnego typu sukniach, co automatycznie odejmuje im męskości, chociaż wiążą się z pełnionymi przez nich funkcjami. Skaza jest bohaterem osobnym, jako że nie jest narysowany na wzór człowieka, wystarczyć musi jego ciemna sierść, nieprzyjemny, lekko uwodzicielski głos i elegancki chód. Antagoniści w filmach Disneya muszą mieć w sobie coś eleganckiego, przywiązują dużą wagę do tego, jak wyglądają. Najwyraźniej widać to w postaci Ratcliffa, który zdaje się największym koszmarem dla konserwatywnego, zbudowanego w oparciu o heteronormatywne normy świata. Nie jest nim dlatego, że jest kolonizatorem, ale dlatego, że jest bogaty. Jada wystawnie w przeciwieństwie do reszty pracujących dla niego białych, wszędzie chodzi z ukochanym pieskiem, jest ubrany bardzo elegancko (w różowy kostium, czapkę ze wstążkami i buty na obcasie). Te elementy mogą być dla widza dużo bardziej odrażające niż mordowanie Indian. 

W uniwersum Disneya nie brakuje kobiet w roli villainów – Urszula, Cruella, Królowa Kier, Macocha Kopciuszka, Yzma, Zła Królowa – na podstawie obserwacji tych bohaterek można wyróżnić pewien typ kobiecej antagonistki. Występuje w opozycji do niewinnej i skromnej głównej bohaterki, dlatego jest seksualizowana do granic. Często występuje w długiej sukni z odsłoniętymi ramionami, z fantazyjną fryzurą i mocnym makijażem. Postać Urszuli była inspirowana popularną drag queen Divine. W makijażu późniejszych villainek możemy odnaleźć nawiązania do stylistyki drag. Jest to uosobienie najgorszych cech – poza jej celem, jakim przeważnie jest pokonanie głównej bohaterki, priorytetem jest dla niej także wygląd, uwodzenie mężczyzn i traktowanie ich jak niewolników. Konotacje queer nie są tu tak groźne, jak nie wpisywanie się w ideał kobiecości cichej, skromnej czekającej na uratowanie.

Typizacja w 2021 

Ta typizacja wygląda nieco inaczej na gruncie współczesnych remaków znanych disneyowskich historii. Nie tylko dlatego, że w przeciągu trzydziestu lat zmieniła się forma opowiadania, ale także owe typy. Postaci z live action wydają się bardziej skomplikowane, twórcy czasem decydują się na dodanie bohaterom nowych cech, czy konfliktów nieobecnych w pierwowzorze, co może być motywowane tym, że tego typu produkcje nie są już kierowane stricte do dzieci. Wykorzystując potężną moc nostalgii, Disney celuje w millenialsów, którzy są już zupełnie inną grupą odbiorczą. Może zatem pozwolić sobie na nieco większy realizm w kreacji bohaterów. Można to zaobserwować w nowej wersji Mulan. Głównej bohaterce został dodany konflikt –oprócz poczucia wyobcowania ma teraz będącą dla niej balastem moc, którą musi ukrywać. Podobna sprzeczność występuje w postaci Herkulesa, czy nieco nowszej Elsy, co w przypadku tej drugiej już jest jasno interpretowane jako metafora ukrywania swej seksualności (a utwór Let it go jako coming out). Takie konotacje byłyby uzasadnione w przypadku Mulan.

Remake został pozbawiony wątku miłosnego, więc bohaterka z 2021 roku nie dołącza do panteonu księżniczek znajdujących miłość pod koniec opowieści. Mulan jest pod wieloma względami wyjątkowym remakiem – pierwszym tak kontrowersyjnym projektem Disneya od dawna. Pod względem realizacji jest to najbardziej poważny z dotychczasowych remaków live action – z oryginalnej fabuły została odjęta komediowa postać Muszu i piosenki. Dodano za to nową postać czarownicy, która staje się właściwym villainem dla naszej bohaterki. Jest pełną mocy, piękną, potężną kobietą, która próbuje namówić Mulan do korzystania z jej siły i dołączenia do wrogiej armii. W tej krótkiej relacji znaleźć można pewne namiastki fascynacji miłosnej, jednak zbyt delikatne, by jednoznacznie nazwać to inaczej niż queer baitingiem.

Disney jest świadomy zmian zachodzących na świecie, dlatego i w przypadku queer codingu zdarza mu się obierać inną strategię. Przykładowo w remaku Pięknej i bestii queer coding postaci Lefou został zastąpiony queer baitingiem. Dotychczas najodważniejszy gest Disneya to końcowa scena Pięknej i bestii, gdzie Lefou niby przez przypadek tańczy z mężczyzną. Ta postać grana przez prawdziwego aktora w nowszej wersji baśni nabiera trochę innego wydźwięku, jest nam trudniej zapomnieć że mamy do czynienia z mężczyzną – podobnie jak w przypadku granego przez Willa Smitha w Aladynie Gina, który zyskał w remaku własny wątek miłosny. 

Również postać Dżafara grana przez Marwana Kenzariego nabiera ludzkich cech atrakcyjnego mężczyzny – bardziej przypomina Massimo z 365 dni niż pociągłęgo starca z oryginału. Dzięki temu więcej motywacji nabierają jego działania. Jako atrakcyjny mężczyzna chce poślubić atrakcyjną kobietę dla samego posiadania jej, a nie jedynie dla władzy. Disneyowscy antagoniści oczywiście mają obsesje na punkcie władzy, której los im poszczędził, najczęściej niesprawiedliwie (młodszy brat – Skaza, Hades) i zdobycie tejże staje się dla nich celem. Ich plany nie wykraczają poza ten nieosiągalny cel, nie mają żadnego innego programu poza zdetronizowaniem głównego bohatera.


Można zaobserwować, że w latach 20. XXI wieku Disney zdecydowanie zmienił taktykę w stosunku do lat dziewięćdziesiątych. Remaki siłą rzeczy nie są naśladownictwem oryginału (najbliżej jest Król lew, co okazało się niewypałem). Wydaje się też nieco ostrożniejszy w kwestiach, które dziś budzą kontrowersje (choć i tu zdarzają się potężne błędy, jak w przypadku Mulan), dlatego queer coding nie jest w nowszych produkcjach tak jasno wyczuwalny, szczególnie w produkcjach live action. Czarne charaktery w animacjach łatwiej zeszpecić do tego stopnia, że przestają przypominać ludzi. Za to Disney pod naporami internetu zaczyna nieco odchodzić w stronę bezpieczniejszego queer baitingu, co widoczne było między innymi w drugiej części Krainy lodu, gdzie postać Elsy nie dokonała oficjalnego coming outu, ale są pewne sceny i dialogi, które dają pożywkę fandomowi do dalszych spekulacji. Queer baiting oczywiście wciąż jest zamaskowaną homofobią, ale przynajmniej już nie tak perfidną, bez łączenia postaci queer jednoznacznie ze złem. Jest to pewien krok ku lepszemu, ale zdaje się, że jak na razie w kwestii politycznej poprawności Disney trochę błądzi we mgle.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top