Czyje marzenia spełniają cudowne dzieci?

Wybitne jednostki wydają się wręcz skrojone pod srebrny ekran. Tykające zegary szachistów sprawiają, że trudno utrzymać się na skraju fotela, precyzyjna wirtuozeria genialnych pianistów pobudza zmysły, a szum kredy matematyków, potrafiących z prędkością światła rozwiązać trudny problem, ekscytuje i zadziwia skomplikowaniem. Ich historie budzą wiele skrajnych emocji, od radości z sukcesów, przeżywania porażek, aż po zazdrość talentów. Cudowni bohaterowie śpiewają, grają, a nawet – skoro mówimy o medium, w którym wszystko jest możliwe – czarują, odbierają świat inaczej niż reszta społeczeństwa.

Nierzadko twórcom zdarza się opierać takie postacie na tej jednej cesze, związanej z posiadaniem ponadprzeciętnych zdolności, często tym samym odczłowieczając ją, traktując jak obiekt w cyrku. Jeszcze wyraźniej widać to w filmach o cudownych dzieciach. Dzieciach, które nawet kiedy nie odstają od normy, nie mają pełnej autonomii, ponieważ są uzależnione od opiekunów z samej definicji prawnej. Choć wybitne talenty powinny jednostce pomagać spełniać jej własne marzenia, kultura od wielu dziesięcioleci pokazuje, że dorośli często popełniają błąd, spełniając za pomocą dziecięcych zdolności swoje własne marzenia…

Któż nie chciałby mieć dziecka, które nie tylko nie sprawia problemów wychowawczych, ale również oferuje wiele powodów, aby móc się nim pochwalić? Tak naprawdę sama semantyka tego pytania już uprzedmiotawia dziecko jako obiekt posiadania, „eksponat na wystawę”. Choć filmowi rodzice cudownych dzieci zwykle mają dobre intencje, pragnąc pokazywać ich talent i angażując się w ich rozwój, to często okazują się oni równocześnie głusi na prawdziwe potrzeby dzieci; zaczynają je traktować niczym swój kolejny projekt zawodowy, który należy skończyć przed deadlinem i jak najszybciej pokazać publicznie. W Sezonie na słówka (2005, S. McGehee, D. Siegel) obserwujemy erodującą rodzinną tkankę, w której nadmiernie kontrolujący profesor religioznawstwa poświęca się całkowicie rozwijaniu talentu swojej córki Elizy do literowania. Zaniedbuje żonę i syna, z czego dziewczynka z początku bardzo chętnie korzysta. Grany przez Richarda Gere’a Saul problemów w rodzinie zobaczyć po prostu nie chce i ucieka od rozwiązywania rodzinnego bałaganu w patologiczną wręcz kontrolę drogi edukacyjnej córki. Równocześnie jednak nie zwraca uwagi na emocje, z którymi Eliza się mierzy, do ostatniej sceny podchodzi do niej jak do swojej kolejnej naukowej pracy. Saul prezentuje jedną z najczęściej powtarzających się klisz filmów o cudownych dzieciach – dorosły bohater, nie umiejąc poradzić sobie z rzeczywistością, wykorzystuje talent dziecka jako cudowne lekarstwo, plaster na niezagojone rany. W zeszłorocznym serialu Gambit królowej (2020, S. Frank, A. Scott) matka zastępcza genialnej szachistki Beth Harmon stara się turniejowymi wyjazdami i finansowymi możliwościami, które daje córka, nadrobić czas stracony na nieudanym małżeństwie. Bohaterka Anyi Taylor-Joy przechodzi w tej produkcji z jednej sytuacji bez wsparcia w drugą. Awans społeczny zapowiadany zarówno jej, jak i Willowi Huntingowi, głównemu bohaterowi Buntownika z wyboru (1997, G. Van Sant), okazuje się niemożliwy, kiedy nowe otoczenie – w pierwszym przypadku środowisko szachowe, w drugim uniwersyteckie – nie rozumie, czego tak naprawdę potrzebują, w jaki sposób im pomóc. Ba, czasem może się wydawać, że zrozumieć ich nie chce nikt, kto ma władzę nad kluczowymi momentami ich życia. Wszystkie te problemy zbierają w jeden bohaterowie Genialnego klanu (2001, W. Anderson). Wybitnie uzdolnione rodzeństwo spotyka się z traumą, jaką jest opuszczenie ich przez ojca. Dotąd zapowiadające się znakomicie dzieci stają się odbitymi jeden do jednego kliszami z rzeczywistości, w których kolejna młoda gwiazda Disneya nie może sobie poradzić z presją otoczenia, przez co popada w różnego rodzaju nałogi. Tenenbaumowie to jednak – jak to u Andersona – postacie ekscentryczne, nie tylko uwikłane w skomplikowane relacje z ludźmi i z własną przeszłością, ale też z estetyką, jaka towarzyszy ich życiu. Znakomitym zabiegiem, idealnie oddającym zatrzymanie się cudownych dzieci w momencie, w którym utraciły swoje dzieciństwo, jest pozostawienie Gwyneth Paltrow, Luke’a Wilsona i Bena Stillera w strojach, w jakich występowali ich młodsi odpowiednicy.

Wybory buntownika

Buntownik z wyboru (2003, G. van Sant)

Wydawać by się mogło, że niesamowite zdolności stanowią, zarówno w życiu, jak i w kinie, otwarte na oścież drzwi do awansu społecznego. Niestety i widzom, i bohaterom niebędącym wybitną jednostką zdarza się nie przyjmować do wiadomości, że ów awans wiąże się z tak wielkimi zmianami, że nasze cudowne dziecko może postrzegać go jako rodzaj zniewolenia. Kto nie pamięta uczucia frustracji podczas pierwszego seansu Buntownika z wyboru Gusa Van Santa, spowodowanego tym, jak trudno było (do pewnego kluczowego dla charakterologicznej warstwy filmu) zrozumieć powody odpychające Willa od zmiany życia, zaczynającej się według uniwersyteckich profesorów od nauki matematyki? W ogóle nauczyciele są dość problematycznym elementem filmów o cudownych dzieciach. Zwykle wychodzą oni z pozycji wielkich pasjonatów przedmiotu, którego uczą – osób, które nade wszystko chcą znaleźć wśród młodzieży ukryte talenty. W Buntowniku z wyboru Will Hunting to pochodzący z bostońskich slumsów nastolatek o wybitnych zdolnościach matematycznych. Chłopak zachęcany przez profesorów MIT do nauki, ponieważ potrafi ekspresowo rozwiązać nawet najtrudniejszy problem matematyczny. Will jest jednak dobitnie świadomym swojego położenia nonkonformistą i nie tylko nie chce uczestniczyć w systemie edukacji, do którego dotąd nie miał wstępu, ale po prostu postrzega korzystanie ze swojego talentu jako swego rodzaju zniewolenie. W filmie pojawia się bohater grany przez Stellana Skarsgårda, który chce wykorzystać talent chłopca. Jest to inny przypadek niż w Sezonie na słówka i Gambicie królowej, ponieważ tu bohater dobrze zna zdolności Willa w momencie poznawania go, chce stanowić swego rodzaju father figure dla postaci Damona. Jednakże naprzeciw wychodzi mu profesor grany przez Robina Williamsa, którego system wartości pozwala mu lepiej zrozumieć Willa. W obecnym momencie życia kariera uniwersytecka nie jest już tym, czego sam najbardziej chce. Jak więc mógłby zachęcać młodego chłopca do pójścia w tym kierunku? Skarsgård chce wejść w rolę mentora, jednak naturalnie Will jest skłonny do odrzucania takowych, chce chodzić swoimi drogami. Władze uczelni nie respektują sprzeciwu Willa, chcą go zmienić. Hunting dotąd nie miał dostępu do uniwersytetu, ale wcale nie chce go mieć, wchodzić w środowisko, do którego nie pretenduje.

Mistrz i uczeń

Mentor w filmach o cudownych dzieciach jest bardzo ważną osobą.  To figura pojawiająca się w praktycznie każdym takim dziele. Krystalizują nam się tutaj dwa typy postaci: osoba, która pragnie nim być, ale równocześnie postępuje w sposób utylitarystyczny i w gruncie rzeczy wykorzystuje młodą osobę, a z drugiej strony człowiek, którego jednostka sama wybiera na swojego mentora. W szwajcarskim Vitusie (2006, F. M. Murer) tytułowy bohater ma ogromny talent muzyczny i odznacza się wybitną inteligencją. Wróżona jest mu wielka kariera, rodzice w niego inwestują. W swoim filmie Freddie M. Murer zestawia ich wielką chęć do eksploatowania zdolności chłopca z jego bliską relacją z ekscentrycznym dziadkiem granym przez Bruno Ganza, który słucha potrzeb chłopca i nie wywiera presji. W te dwie figury wpasowują się również postacie grane przez Stellana Skarsgarda i Robina Williamsa w Buntowniku z wyboru.

Vitus (2006, F. M. Murer)

Zdarza się, że rodzic usilnie stara się wejść w rolę mentora własnego dziecka, nawet kiedy ono samo odrzuca taką możliwość. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy gorzej jest, kiedy w tej roli w życiu cudownego dziecka jest rodzic, czy gdy jest nim obca osoba. W przypadku filmowych nauczycieli niezwykle często mamy do czynienia z sytuacją, w której stają się oni centrum tekstu kultury. Zamiast poznawać bliżej zwykłych w niezwykły sposób dziecięcych bohaterów, otrzymujemy wyidealizowany, magiczny wręcz portret ich pedagogów. Zarówno Jan Brzechwa, jak i Krzysztof Gradowski, rozpoczynają Akademię Pana Kleksa (1983, K. Gradowski) monologiem Adasia Niezgódki. Przez chwilę może nam się wydawać, że oto wybrani chłopcy będą nie tylko naszymi przewodnikami po tym bajkowym świecie, ale również że to ich cudowność będzie stanowiła punkt centralny filmu. Niedługo później okazuje się jednak że historia zwykłych dzieci, którzy mieli odnaleźć magię w codzienności, jest tylko pretekstem do sagi o magicznym starcu, a podopieczni Akademii nie bardzo mają możliwość decydować o tym, w jaki sposób wykorzystają wydawać by się mogło tak niezależną od innych osób wyobraźnię. Akademia Pana Kleksa odkrywa zresztą przed nami interesującą cechę relacji mistrz i uczeń. Dziecko, jak cudowne by nie było, zawsze jest jednak dzieckiem – czystą, otwartą księgą, w której mistrz może napisać, co tylko mu się podoba. Mistrz za to jest dla ucznia często niemożliwą do rozwiązania zagadką, postacią do gruntu enigmatyczną. Kiedy w Przedszkolance (2018, S. Colangelo) grana przez Maggie Gyllenhaal Lisa zauważa wielki talent poetycki swojego ucznia, chce go jak najlepiej wykorzystać. Ma nadzieję, że uda się spełnić marzenie. Pytanie tylko: czyje? Ten niepozorny zalążek fabularny staje się furtką do opowiedzenia o niebezpiecznej obsesji niespełnionej artystki, której przyszło mieć kontakt ze zdolnym dzieckiem. Lisa zabiera Jimmy’emu wolność, porywając go, z każdą kolejną sceną wydaje się coraz bardziej głucha na głos zarówno małego chłopca, jak i reszty otoczenia. Aspekt wykorzystania talentu dziecka do „leczenia” własnych ambicji jest częstym wątkiem w dziełach, w których skupiamy się na relacji dziecka z rodzicem, w której talent czy marzenia o osiągnięciach odgrywają główną rolę. Zwykle wprowadza to do nich ogromną ilość toksyczności, przemilczanego cierpienia, wycieńczania dziecka przez rodzica w celu własnego spełnienia. Jestem najlepsza. Ja, Tonya (2017, C. Gillespie) prezentuje nam dwie zarysowane grubą kreską bohaterki skupione na osiąganiu łyżwiarskich sukcesów. W tej historii opartej na faktach Tonya Harding zostaje pokazana jako osoba zepsuta przez niezdrową relację z matką, która stawiała umiejętności dziewczyny w pozycji warunku do akceptacji.

Tate - mały geniusz (1991, J. Foster)

Z filmów o cudownych dzieciach zwykle wyłania nam się obraz rodziców problematycznych, wywołujących swoje dzieci do tablicy, stawiających im wyższe wymagania niż nauczyciele. Wybitny talent szachowy Johnego Waltzkina, głównego bohatera Szachowego dzieciństwa (1993, S. Zaillian) zostaje szybko odkryty przez rodziców, którzy postanawiają odtąd traktować wprowadzenie chłopca na szachową drogę kariery jako swój życiowy priorytet. W całej sytuacji zdają się jednak zapominać o tym, że John wciąż jest jeszcze dzieckiem i właśnie wchodzi w okres dorastania. Cudowne dzieci prawa do dorastania jednak zwykle nie mają. Muszą je zaliczyć między jednym turniejem a drugim, przejściem z treningu do domu a obiadem spędzonym nad podręcznikiem. Miłą odmianą jest więc fabuła Tate – mały geniusz (1991, J. Foster), w której matka małego Freda (grana przez Jodie Foster) nie zgadza się na posłanie go do szkoły dla wybitnie zdolnych dzieci. W jej mniemaniu ważniejsza od nauki w elitarnej placówce jest ich relacja, pozwolenie chłopcu dorosnąć w swoim tempie, w otoczeniu rówieśników, którzy niekoniecznie będą umieli rachunki różniczkowe w wieku dziesięciu lat. Filmowa rzeczywistość tak naprawdę nad wyraz często pokazuje, że genialne dzieci podążające wytyczonymi przez rodziców ścieżkami rozwoju ich talentu tracą autonomiczność, zostają zniewolone przez społeczne oczekiwania. O wiele bardziej ceni się więc wybór na przekór normom.

Magnolia (1999, P.T. Anderson)

Dziecięcy talent często zostaje w filmowych fabułach „towarem” do sprzedaży w telewizji, kłótni w sądzie czy pokazania na turnieju talentów. W Magnolii (1999, P. T. Anderson) obserwujemy dorosłego już dawnego zwycięzcę programu telewizyjnego dla wybitnie uzdolnionych dzieci, którego tożsamość wydaje się od pierwszych scen niesamowicie wybrakowana. Choć wątek ten z początku może się wydawać bardzo cliché, zostaje on zestawiony z występem innego chłopca w programie. Obserwujemy relację Smitha z samym programem, z własną przeszłością, rodzicami, którzy roztrwonili jego nagrodę na swoje potrzeby, aż wreszcie ze sobą samym. Bo ostatecznie cudowne dzieci zostają same ze swoimi myślami. Z tego też powodu większą sympatią darzymy dorosłych bohaterów filmowych pozwalających swoim podopiecznym na wolność, jaką w ich mniemaniu jest dorastanie z dala od naukowych wyścigów. W Obdarowanych (2017, M. Webb) postać McKenny Grace posiada niesamowite zdolności matematyczne. To popycha jej babcię do walki o dziewczynkę w sądzie. Wychowujący ją wujek chce, aby miała ona normalne dzieciństwo i sama wybrała, w jaki sposób wykorzysta swój talent. Nie ma ambicji eksploatowania zdolności już i tak doświadczonej przez życie Mary. Genialne dziecko to w filmie Marca Webba czar rzucony na dwie komiksowo przerysowane strony sporu: wpływową babcię z armią prawników i everymana wspieranego przez gosposię i nauczycielkę. Czar, z którego mają wyciągnąć lekcję, a my jako widzowie – morał… 

Maszynki do leczenia serc ludzkich

Cud w Mediolanie (1951, V. de Sica)

Patrząc stricte funkcjonalistycznie dziecko dość często pełni w kinie kluczową, wręcz magiczną rolę. Nierzadko zostaje postawione w pozycji podmiotu, który zostaje zesłany na pewną tkankę społeczną po to, aby zmienić w niej coś na lepsze – odnosi się to zarówno do nadprzyrodzonych zdolności, niewytłumaczalnych wydarzeń czy umiejętności rozwiązania skomplikowanego problemu. Vittorio De Sica przedstawia w Cudzie w Mediolanie (1951) Toto – chłopca znalezionego w kapuście przez starszą kobietę. Wizerunek dziecka jest tu niemalże mesjanistyczny – Toto ma ożywić i oczyścić zatęchły Mediolan, nauczyć jego mieszkańców żyć we wspólnocie. Podobnym darem zdaje się być tytułowa Matylda (1996, D. DeVito), grana przez Marę Wilson. Dziewczynka rodzi się w domu, w którym króluje niekoniecznie uczciwa pogoń za pieniądzem. Kultura pojawia się jedynie w swojej telewizyjnej odmianie. Dziewczynka, choć od pierwszych dni pozostawiona sama sobie, umie sobie świetnie radzić zarówno w życiu codziennym, jak i w większych wyzwaniach intelektualnych. Kiedy rodzice Matyldy okazują się być ślepi na jej talenty, dziewczynka szuka ujścia w świecie książek, zostaje wysłana do szkoły, w której poznaje liczących się z nią ludzi. W jej przypadku talent staje się przepustką do zdobycia autonomii. Dziewczynka ma nawet swój wkład we własny proces adopcyjny.

Billy Elliot (2000, S. Daldry)

Kiedy przyjrzymy się, jak często cudowne dzieci zostają ofiarami ambicji rodziców i/lub nauczycieli, trudno jeszcze bardziej nie docenić tych historii, w których mają one wreszcie okazję spełnić swoje własne marzenia. Nierzadko muszą przy tym wyjść naprzeciw wpajanym im od maleńkości normom społecznym. Idealnym przykładem takiego dzieła jest Billy Elliot (2000, S. Daldry). Grany przez Jamiego Bella, tytułowy bohater dorasta w rodzinie górników, gdzie ojciec i brat wychowują go tzw. twardą ręką, zgodnie z tradycyjnymi wzorcami męskości. W głowie chłopca rodzi się jednak pragnienie, by założyć baletki i tańczyć, ile sił w nogach. Wreszcie widzimy dziecięcego bohatera, który uzyskuje autonomię. Jest jednostką wybitną, która dąży do wolności od społecznych ograniczeń – również tych związanych z własną, zaskakująco ograniczającą cudownością. Choć Billy Elliot nie jest oczywiście jedynym filmem, w którym możemy zaobserwować taką odmianę –  to stanowi jednak jeden z niewielu tekstów kultury o ponadprzeciętnie uzdolnionych młodych osobach, w których ten wątek – walka z oczekiwaniami – stanowi najważniejszy element.

Cudowne dzieci to w końcu cudowne oczekiwania.

I choć ekranowym rodzicom trudno zaakceptować fakt, że ich latorośla niekoniecznie chcą być od przedszkola Einsteinem czy Chopinem, to ostatecznie z ich przeżyć krystalizuje się przekaz, że najważniejsze to pozwolić dzieciom być dziećmi…

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top