Fly me to the moon. Ranking scen erotycznych w kosmosie

Załóż coś wygodnego – ale możesz też nie ubierać się wcale. Zapnij pasy i rozsiądź się na miedzianym penisie, który właśnie startuje w przestrzeń kosmiczną zrodzoną z orgazmów i obfitych wytrysków. Tam już czekają szamanki spermy, kuszące gwiazdki i inni pozaziemscy piewcy rozkoszy. Najlepsze wciąż przed Tobą. Udany seks w kosmosie to przecież nie tylko wielki wybuch, ale i zmysłowe gonienie międzyplanetarnego króliczka. (MP)


10. Pierwsze gwiazdki – Podróż na Księżyc  (1902), reż. Georges Méliès

Rok 1902 to jeszcze nie moment na orgie seksualne w przestworzach. Podróż na Księżyc ujawnia jedynie zwiastun kosmicznej erotyki. Po wylądowaniu na Srebrnym Globie ekspedycja jest obserwowana przez inne planety przyjmujące postaci kobiey. Dwie panienki podtrzymują gwiazdę. Jedna siedzi na wąziutkim paśmie i dyryguje widowiskiem; ma na sobie zwiewną sukienkę, a  jej nogi są roznegliżowane. Zantropomorfizowane gwiazdki w tej wizji przypominają obrazek z rewii albo secesyjną pocztówkę. Nie oferują gościom niczego poza swoim widokiem; są nieosiągalne (w końcu to odległe planety). Scena kończy się psikusem: poczciwi astronomowie zostają zasypani przez księżycową śnieżycę. Gwiazdki znikają, ale urocze dziewczęta wciąż będą widoczne w realizacjach Georgesa Mélièsa jako wróżki, boginki, syreny (w tych rolach m.in. Jehanne d’Alcy). Skąpo ubrane, zalotne, obdarzone krągłymi kształtami otwierają pochód zmysłowej odsłony filmowego science fiction. (KK)


9. Przeleć mnie – Flesh Gordon (1974), reż. Michael Benveniste, Howard Ziehm

To jeden z tych filmów, o których dużo mówi już sam plakat. Seks-parodia nie z tego świata! Seks-promienie atakują Ziemian! Tylko nie pomyl go z oryginalnym Flashem Gordonem! Film Benvenisty i Ziehma, pomyślany jako pastisz przygodowej serii Universala z lat trzydziestych i komiksowych herosów, zaprasza na wesołą wycieczkę ku kosmicznej chuci. A stawka jest nie byle jaka. Lord Wang z planety Porno zamierza zniszczyć Ziemian Seks-Promieniami, które zmuszają ofiary do kompulsywnej kopulacji. Jedynym ratunkiem jest ekspedycja złożona z tytułowego bohatera, uroczej Dale i Doktora Zwalonego, która w przestrzeń kosmiczną wyrusza na pokładzie miedzianego penisa. Seans Flesha błyszczy kampową scenografią, uroczą tandetą zboczonego kosmosu, absurdami sprzedawanymi ze śmiertelną powagą i barwną retroerotyką. Gorączkowe orgietki na dworze, sutki o nietypowych zdolnościach, natchnione trójkąty w statkach kosmicznych – kombinacji jest wiele, możliwości przybywa. (MP)


8. Kosmiczne jaja – Galaxina (1980), reż. William Sachs

Stworzona jako parodia Gwiezdnych wojen Galaxina osiąga swój cel – wyśmiewa konwencję kina science fiction, jednak żarty nie są najlepsze i rzadko trafiają w punkt. Samego seksu też nie ma za wiele. Owszem, podróżujący w gwiezdnych przestrzeniach policjanci mogą liczyć na koleżeńską pomoc funkcjonariuszki, która podczas połączenia wideo pokazuje im swój biust. Jest też scena wizyty w międzyplanetarnym burdelu, gdzie kobiety z trzema piersiami nikogo nie dziwią, a bogactwo kształtów pracownic seksualnych przyprawia o zawrót głowy. Jednak sama Galaxina – androidka, w którą wciela się playmate 1980 roku, Dorothy Stratten, jest dość powściągliwą postacią. Owszem, kusi wdziękami w obcisłym wdzianku, jednak jej dotknięcie grozi porażeniem prądem. Gdy zakochana w jednym z towarzyszy postanawia się przeprogramować (oprócz zniwelowania antydotykowego zabezpieczenia nadaje sobie zdolność mowy), para nadal nie może skonsumować uczucia – Galaxina nie ma „wiecie czego”. Jak na komedię przystało i ten problem zostanie rozwiązany, by atrakcyjna robotka mogła doświadczyć cielesnych uciech. Stratten ratuje ten seans i na tle pozostałych aktorów błyszczy jak gwiazda, a jej futurystyczna fryzura odbije się echem w wizerunkach późniejszych androidek. (SN)


7. Seksualna energia z kosmosu – Supernova (2000), reż. Thomas Lee (Walter Hill)

Film przemontowywany i odrzucony przez własnego twórcę, który w wyniku nieporozumień produkcyjnych nie chciał się nawet pod nim podpisać (nazwisko Waltera Hilla zastąpiono pseudonimem Thomas Lee), w dodatku zmiażdżony przez krytykę, w rzeczywistości prezentuje mocno oryginalne spojrzenie na kosmiczny thriller. Spośród wielu bliźniaczych historii o ekspedycjach planetarnych wyróżnia go zasadniczo jeden element – seks. Seks z nudów, erotyczne napięcie, węzeł miłosnych zależności, które podbijają intrygę: wśród załogi aż pulsuje od chuci. Dość powiedzieć, że jej członkowie (osoby nad wyraz atrakcyjne), aby wykonać skok w hiperprzestrzeń, muszą rozebrać się do naga. „Skoki poprawiają sprawność seksualną” – zapewnia kapitan. Po jednym z takich skoków na pokład trafia obca forma życia, która wygląda jak wibrator i emanuje seksualną energią. Może i brzmi to wszystko jak pulpa, ale ten wzgardzony film ma sporo elegancji, na poważnie opowiada o złudnym pragnieniu wiecznej młodości. Angela Bassett i James Spader są w swoich rolach znakomici, a finał jest niespodziewanie i ujmująco romantyczny. (DJS)


6. Toksyczne wyziewy – After Blue (2021), reż. Bertrand Mandico

Nowy film Mandica łączy w sobie to, co najlepsze w acid-westernie, miękkim porno i pulpowym sci-fi. Jego wizja pozbawionej mężczyzn, radykalnie erotycznej planety jest raczej surowa – wulkaniczne, wypalone krajobrazy z pozoru nie zachęcają do zatopienia się w rozkoszy. Okazji ku temu jest jednak wiele, bo, mimo nieprzyjaznej atmosfery, swoje pragnienia testują tu wszyscy – androgyniczna nastolatka, zahukana fryzjerka, wyzwolona artystka w kapeluszu z pawim piórem. Nad ich wyborami unosi się duch (granej przez Agatę Buzek) Kate Bush, syreny o zgniłych zębach, która nawołuje bohaterkę w snach, a fabuła meandruje, rozbijana erotycznymi fantazjami. To zresztą nie pierwszy film Mandica w tym stylu – odurzeni mogą zapoznać się z krótkometrażowym Apocalypse After, trochę przedłużeniem, trochę przygrywką do After Blue. (KG)


5. I’ll Be Your Mirror – Solaris (2002), reż. Steven Soderbergh

Ceniony psychiatra udaje się na Solaris, by pomóc grupie naukowców powrócić z misji. Planeta ma na nich niewytłumaczalny wpływ – wywołuje psychozy i depresję, o czym niedługo ma się przekonać sam dr Kelvin. Jego pierwszy sen w kosmicznej przestrzeni jest powrotem do przeszłości. Do mężczyzny powracają obrazy z poznania przyszłej żony: odtwarza pierwsze spotkanie, uwodzenie i seks. Obudzony z mokrego snu ze zdziwieniem odkrywa, że kobieta, choć popełniła samobójstwo, leży obok niego. Jest kopią, jak sama mówi, lustrem, w którym odbija się obraz ukochanej. W onirycznej wizji o tragicznej miłości i wyrzutach sumienia, pragnienia zastępują to, co rzeczywiste. Reżyser bardziej podnieca tym, co pozostaje poza zmysłowym poznaniem – więcej uwagi poświęca uwodzeniu niż seksowi, marzeniom niż ich spełnieniu. Namiętność jest tu oddana przede wszystkim przenikliwym spojrzeniem Nataschy McElhone, które nieustannie powraca do pragnącego jej powrotu bohatera. Szczególnie zapada w pamięć scena, w której dr Kelvin spotyka kobietę w metrze. Siedzi naprzeciwko niego trzymając w rękach, tuż nad łonem złoty zamek, do którego klucz nigdy się nie pojawi. Niektóre zagadki muszą pozostać nierozwiązane. (SN)


4. Wielki wybuch – Star Virgin (1979), reż. Howard Ziehm

Jeśli na stołku reżyserskim zasiada współtwórca Flesha Gordona, można spodziewać się niejednej atrakcji. I rzeczywiście, Star Virgin to radosne, bezpretensjonalne porno, nakręcone z wyobraźnią i dobrym okiem do nonsensu. Ekran wypełnia seksowny, ale i konfundujący misz-masz: jurne cheerleaderki, wampiryczne ekscesy, Adam nacierający Ewę brzoskwiniami z puszki. Trzeba bowiem wspomnieć, że choć fabuła orbituje wokół ostatniej dziewicy w galaktyce i jej edukacji seksualnej, fundament filmu stanowią segmenty „dydaktyczne”, słodkie powidoki z planety Ziemi. Wnętrze statku kosmicznego wypełniają połyskliwe dekoracje (retro-futuro w wersji budżetowej), a główna bohaterka, której naoliwiona skóra zwiastuje nadejście lat osiemdziesiątych, z coraz większym zaangażowaniem wije się na łożu z folii bąbelkowej. To kosmiczna boginka, z której orgazmu narodził się świat. (KG)


3. Pokój rozkoszy – High Life (2018), reż. Claire Denis

I am pro-sex – zapewniła reżyserka w jednym z wywiadów promujących ten film. Nie powinno więc dziwić, że na pokładzie statku kosmicznego, którym wysłała swoich bohaterów na samobójczą misję, znalazło się miejsce dla pokoju rozkoszy. Regularnie bywa w nim Dibs, dowódczyni, zarazem wiedźma, szamanka spermy i zaklinaczka fiutów (jak nazywa ją jeden z bohaterów). Pokój rozkoszy jest ascetyczny i pogrążony w mroku. Pośrodku stoi maszyna do masturbacji – fotel z czerwonym obiciem plus metaliczne dildo. Gdy zasiada na nim wiedźma, cały akt przypomina rytuał, dziki, rozgorączkowany taniec rodem z sabatu. Można odnieść wrażenie, że to już nie przyrząd, ale kosmaty diabeł dostarcza szamance przyjemności. (DJS)


2. Coś w stylu Seksmisji – Cat-Women of the Moon (1953), reż. Arthur Hilton

Na pasażerów statku kosmicznego czeka na Księżycu nowa cywilizacja – kociaki. W wyobraźni twórców Cat-Women of the Moon tytułowe czarne charaktery to ekscentrycznie wystylizowane samice, które pragną zjednoczyć żeńską populację Ziemi. Wszystkie wyglądają podobnie: ulizane koczki, sztuczne rzęsy, fantazyjnie zarysowane brwi. Noszą czarne kombinezony z białą plamką przy szyi. Uwodzicielskiemu kostiumowi towarzyszą kolejne doznania zmysłowe. Kociaki serwują słodkie specjały i przedstawiają awangardowe widowisko taneczne. W środku nocy jeden z członków ziemskiej załogi budzi się i bez słowa podchodzi do tańczącego kociaka. Zbliżenie na jej twarz z rozchylonymi ustami; ona kładzie mu łapki na torsie i momentalnie oddalają się poza kadr. Pozostałych też ogarniają erotyczne nastroje. Jak zauważa błyskotliwie Ziemianin: „Coś jest na rzeczy z tym księżycem i romantycznymi pierdołami”. Wśród kociaków obowiązują jednak zasady – nie chodzi o fizyczną przyjemność: seks jest bronią w walce z patriarchatem. Speszona załoga wraca na Ziemię, gdzie panuje stary porządek. (KK)


1. Futrzane miłostki – Barbarella (1968), reż. Roger Vadim

Barbarella to nie tylko wybornie kampowy produkt swoich czasów, ale i pełen zachwytów list miłosny do ówczesnej żony reżysera, Jane Fondy. Kamera ją kocha. Na upartego mogłabym poświęcić tę notkę samej scenie otwarcia. W końcu to prawie pięciominutowa sekwencja zwinnie rozbierającej się w stanie nieważkości bohaterki, która chwilę później, w pełnym negliżu, rozmawia z prezydentem Ziemian. Po otrzymaniu od niego ważnej misji, uzbrojona w falliczne pistolety, wyrusza w przestrzeń kosmiczną. Wysmuklone fitnessowym reżimem ciało aktorki wdzięcznie pręży się w lateksowych kostiumach, wodzi na pokuszenie w świecie, w którym rządzą chemiczne substytuty klasycznego seksu. Pierwsze „staromodne” zbliżenie ma wręcz zwierzęcy magnetyzm. Spod futrzanego kostiumu partnera Barbarelli wychyla się efektowne owłosienie, ona sama zrzuca dotychczasowe kosmiczne outfity na rzecz pierzastej retro mini z długim trenem. Od wizualnej przemiany ważniejszy wydaje się jednak specyficzny uśmieszek kobiety, której ciało właśnie odsłoniło prawdziwie kosmiczne możliwości. (MP)

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top