Na barykadach. Ranking politycznych buntowników i buntowniczek

Destabilizują, burzą, proponują nowe rozwiązania. Czasem kręcą się w kółko, czasem jadą na oparach, czekając na przypływ motywacji. Polityczni buntownicy i buntowniczki uświadamiają, że skoro przed pewnymi sferami życia nie da się uciec, dobrze jest być gotowym/ą na konfrontację. W poniższym rankingu znajdzie się miejsce zarówno dla bojowników słowa, jak i czynu. W rzeczywistości naszpikowanej niuansami nie ma prostych odpowiedzi i nie ma jednej recepty na bunt. (KG)


8. Podróż do źródeł rewolucji – Dzienniki motocyklowe (2004), reż. Walter Salles

Nagrodzony niezliczoną ilością nagród i nominacji film w momencie premiery wzbudził spore kontrowersje, wynikające z samego postrzegania Ernesta Che Guevary – dla jednych bohatera, dla innych bezlitosnego zbrodniarza. Jednak akcja produkcji, opartej na dziennikach rewolucjonisty i jego przyjaciela Alberta Granada, dzieje się przed początkiem jego działalności politycznej. W 1952 roku 23-letni Ernesto, student medycyny, i 29-letni Alberto, biochemik, udają się w kilkumiesięczną podróż rozklekotanym motocyklem, w efekcie poznając prawdziwe oblicze Ameryki Południowej. Romantyczna wyprawa zmienia się w iście edukacyjną eskapadę, która istotnie wpłynie na świadomość polityczną i społeczną bohaterów. Widok biedy, korupcji i tragicznej sytuacji związanej z dostępem do medycyny budzi w młodych mężczyznach chęć przemienienia zastanej rzeczywistości. To, jak skończyło się wejście Che na barykady, pokazują karty historii, natomiast same Dzienniki motocyklowe są zapisem wieku niewinności i szlachetnych pobudek, które stoją u źródeł buntu. (SN)


7. Call to action – Born in Flames (1983), reż. Lizzie Borden

Utrzymany w konwencji mockumentu film Borden przygląda się alternatywnej rzeczywistości, w której wygrana rewolucja nie zakończyła opresji kobiet; wręcz przeciwnie, przemoc seksualna pozostaje codziennością, a ekonomiczne wykluczenie trzyma się mocno. Przeciw rozczarowaniom nowego porządku buntują się bohaterki z różnych środowisk, organizując oddolne akcje i wspólnie prowadząc medialną walkę o narrację. Czarne aktywistki, radykalne lesbijki i białe teoretyczki z klasy średniej (w jedną z nich wciela się Kathryn Bigelow) dobrze wiedzą, że tarć nie da się uniknąć; różnice nie muszą jednak oznaczać braku efektów. Warto wspomnieć, że na uwagę zasługuje obecność w obsadzie Florynce Kennedy, kultowej czarnoskórej działaczki, która za intersekcjonalnością opowiadała się już w latach sześćdziesiątych. Z biegiem akcji atmosfera gęstnieje – morderstwo jednej z aktywistek skutkuje coraz radykalniejszymi działaniami, ostatecznie przeradzającymi się w akty terroru. Te potraktowane zostają jako pożądany (lub przynajmniej zrozumiały) wybuch nagromadzonej energii – w końcu zniszczone budynki nie powinny być ważniejsze od praw człowieka. (KG)


6. Lindon przywódca – Na wojnie (2018), reż. Stéphane Brizé

Duchowo bliski wcześniejszej Mierze człowieka (2015) film Brize’a to przedstawiona na kształt tytułowej wojny – wraz z przegranymi bitwami, wewnętrznymi buntami i wodzem zagrzewającym do walki – konfrontacja pracownika z korporacyjnym kapitalizmem. Rzecz, opowiadana w paradokumentalnym stylu i w gorączce emocji, jest wyrazistą parabolą, pieczołowicie odwzorowującą dynamikę grupy, tak w fabryce, jak i w każdym innym miejscu. Na warsztat bierze także język i jego ułomność. Gdy poważni prezesi zza granicy siadają naprzeciwko walczących o swoje robotników, nawet w atmosferze ugody i dobrej woli porozumienie nie będzie możliwe. Każde słowo pani w drogim żakiecie zabrzmi protekcjonalnie, każde zdanie pracownika fabryki – zbyt roszczeniowo. Z tym nie poradzi sobie nawet charyzmatyczny wódz, Vincent Lindon. Bohater romantyczny, niedzisiejszy i tragiczny. Skazany na porażkę. (DJS)


5. Of Monsters and Men – W szachu (1987), reż. John Sayles

W szachu można porównać do dynamitu o długim i powolnie tlącym się loncie. Całemu procesowi przyglądamy się z pozornym spokojem, wiedząc jednak, że moment wybuchu w końcu nadejdzie. Może to egzaltowana metafora, ale całkiem nieźle odzwierciedlająca to, co dzieje się w pewnej sennej górniczej mieścinie. Portretowana przez reżysera z wrażliwością na szczegół, stanie się tłem konfliktu między firmą zarządzającą kopalnią a jej pracownikami. Jedną z twarzy starcia jest Joe Kenehan, wierzący w wartość związku zawodowego i pokojowe rozwiązanie konfliktu. Bunt pęcznieje pomału, podkarmiany codziennymi zniewagami ze strony bezwzględnych szefów, by w końcu spłynąć krwią. Ta przypowieść o idealistach i konformistach zatopiona jest przez Saylesa w wyraźnie zarysowanej amerykańskiej mitologii. Satysfakcjonującej, bo uciekającej szkolności. Historyczność ważona jest emocjami, dzięki czemu bunt górników Matewan ponad sto lat później nie traci na znaczeniu. (MP)


4. Biegiem – Sweet Sweetback’s Baadasssss Song (1971), reż. Melvin Van Peebles

Sweetback jest wywrotowy właściwie pod każdym względem – od produkcyjnego zaplecza, poprzez eksperymentalną formę, aż po radykalną, naładowaną gniewem treść. Van Peebles, rozkochany w metodzie DIY, pisze, reżyseruje, montuje i produkuje film, wciela się również w główną rolę. Efekt jego pracy to szorstki, spazmatyczny i pokryty chropowatościami zapis buntu. Na skutek konfrontacji z policją tytułowy bohater przeistacza się z trzymającej się na uboczu ofiary systemu w rewolucjonistę. To z gruntu mityczna historia o bezimiennym herosie, który, pozbawiony wyraźnie zarysowanego charakteru, może stać się reprezentantem całej społeczności, a jego trwający większość filmu bieg – symbolem kilkusetletniego ucisku. Sweetback może liczyć na wsparcie wspólnoty; bronią przeciw systemowi okazuje się wytrzymałość, libido i queer. Huey Newton, współzałożyciel Partii Czarnych Panter, obwołał Sweetbacka „pierwszym prawdziwie rewolucyjnym czarnym filmem”. Poświęcił mu też cały numer wydawanego przez grupę biuletynu, co solidnie odbiło się na box office’ie – produkcja, nakręcona za 150 tys. dolarów, zarobiła ponad 10 milionów, rozpoczynając popyt na kino blaxploitation. (KG)


3. W imię brata – Nienawiść (1995), reż. Mathieu Kassovitz

Po paryskich blokowiskach niesie się tłusty rap. Ktoś gdzieś pokrzykuje, ktoś rozmyśla o lepszych czasach. Atmosfera, tuż po zamieszkach powodowanych brutalnym pobiciem chłopaka arabskiego pochodzenia w trakcie policyjnego przesłuchania, wciąż jest gorąca. Uliczny dryf reżysera dobrze oddaje rozedrgane nastroje wielokulturowej społeczności, czy to pracą kamery, czy słowotokiem dialogów, gęstych od ironii i buntu. W takim świecie tylko zadziorność i wsparcie grupy mogą pomóc utrzymać się na powierzchni. Z wkurzonego tłumu wyłuskujemy trzech bohaterów, których historie dają wgląd w etniczny i klasowy podział miasta miłości, pod fasadą eleganckiego wyszukania wciąż przechowującego pokłady systemowego rasizmu. Kassovitz jest dzieckiem swoich (postmodernistycznych) czasów. Kręci metaopowieść pełną cytatów, wdzięczną w sposobie narracji, a przy tym przejmująco kąśliwą w analizie kondycji społecznej. (MP)


2. One woman show – Sama przeciw wszystkim (2016), reż. John Madden

Elizabeth jest robotem stworzonym do wygrywania. Jako lobbystka potrafi przekonać ludzi do wszystkiego i każdego dnia prowadzi niemożliwe do zrealizowania kampanie. Nie sposób za nią nadążyć, a jej sekretem jest przewidywanie przyszłych ruchów przeciwnika i bycie zawsze o krok przed nim. Gdy dostaje wyzwanie w postaci przeciwstawienia się dotychczasowym pracodawcom, by poprzeć ustawę o ograniczeniu dostępu do broni, nie waha się ani chwili. Nie ze względu na osobiste przekonania, ale dlatego, że widzi w nim najtrudniejsze zadanie w karierze. Pod warstwą błyskotliwych ripost, bezwzględnego wykorzystywania współpracowników i nieuczciwych zagrywek, bohaterka kryje mocny kręgosłup i talent, który pozwala jej walczyć w słusznej sprawie. Nie sposób oderwać od niej wzroku i kibicować w walce ze skorumpowanymi politykami, szczególnie, gdy sprzeciw wobec producentów broni nabiera coraz bardziej personalnego wymiaru. Elizabeth to nieoczywista i pociągająca postać, której kwestie, wypowiadane z szybkością karabinu maszynowego, oszałamiają i nie raz sprawiają, że można zapomnieć o oddychaniu. Jednak sam film pokazuje jedno – robienie polityki jest jak robienie kiełbasy i zajrzenie za kulisy musi budzić obrzydzenie.(SN)


1. Matka-anarchistka – Ema (2019), reż. Pablo Larraín

Ema to dziewczyna z dziwną, tlenioną fryzurą, która nie tańczy, jak jej zagrają, ale tak, jak lubi. „Zła matka”, która oddała do ośrodka adoptowane rok wcześniej dziecko, a teraz, udręczona od wewnątrz (wyrzutami sumienia i tęsknotą) i z zewnątrz (przez pretensje męża i otoczenia), nie potrafi się pozbierać. Wydaje się, że jedynym lekarstwem na ten stan rzeczy jest czas, ewentualnie introwertyczna ucieczka w seks i taniec. Larraín unika jednak konwencjonalności, a jego film z czasem nabiera wyrazistej politycznej wymowy. Bohaterka z punkową energią bierze sprawy w swoje ręce i zamienia rodzinny melodramat w jedyny w swoim rodzaju, artystyczny heist movie. Przeszkodą do zgarnięcia łupu, czyli utraconego syna, nie będą jednak alarmy i strażnicy, ale zasady, które na mocy umowy społecznej uchodzą za moralne. W finale otrzymujemy pochwałę rodziny alternatywnej i przesuniętego porządku. Dowód na to, że kategorie „macierzyństwa” i „anarchii” nie muszą się wykluczać. (DJS)

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top