Ja to ktoś inny. Recenzja Może pora z tym skończyć

Uwaga! Tekst zdradza naszą interpretację filmu.

Niedługo nadejdzie kolejna zima bez śniegu. Ostatnie lata sprawiły, że biały puch z realnego zmienił się w wyobrażone, element przynależący do krainy wspomnień, a nie rzeczywistości. Chociaż w Stanach Zjednoczonych panuje inny klimat, śnieżny anturaż nie bez powodu stał się tłem filmu Może pora z tym skończyć Charliego Kaufmana. Zimowa aura sprzyja snuciu opowieści i zanurzaniu się w przeszłość – najlepszą ucieczką przed mrozem jest zawinięcie się w kłębek i spojrzenie we własne wnętrze. 

Początkowo myślimy, że po dziwnym i zimnym świecie oprowadza nas Lucy. Albo Lucia. A może Louisa lub Ames – jej imię zmienia się w zależności od sceny, podobnie jak fryzura, ubranie, zawód, a czasami nawet twarz. Dziewczyna wybiera się ze swoim partnerem Jake’iem (obdarzonym niezmiennym imieniem) na wizytę do jego rodziców. Wyprawa przeradza się w groteskowy koszmar, z którego nie sposób uciec.

Obraz Kaufmana leży na tej samej półce co Zeszłego roku w Marienbadzie (1961, A. Resnais) i Mulholland Drive (2001, D. Lynch) – to jeden z tych rzadkich filmów, w których autor zamiast zabawy w budowanie narracji woli odwzorować proces tworzenia się myśli, lęków i snów. Dwa światy – realny i wyobrażony – łączą drobne elementy. Tam, gdzie Lynch zostawiał niebieski klucz, Kaufman daje niebieskie kapcie. Czas i przestrzeń przestają mieć znaczenie – przecież wszystko dzieje się w głowie bohatera.

Może pora z tym skończyć to film zlepiony z reminiscencji, lęków i marzeń. Każda osoba, która choć raz wpadła w ramiona melancholii, mocno przeżyje scenę, w której rodzice bohatera, niespodziewanie starzeją się o jakieś dwadzieścia lat. Kaufman odsłania neurotyczne myśli, stojące u podstaw stanów depresyjnych, kompleksów i niepowodzeń. W umyśle Jake’a splatają się ze sobą niezabliźnione rany (relacje z rodzicami czy poczucie poniżenia w ulubionej lodziarni), idealistyczna wizja siebie równolegle z zaniżonym poczuciem własnej wartości oraz marzenie o perfekcyjnym związku, zatopione w lęku przed rozstaniem. Film powstał na podstawie książki Iaina Reida, jednak nie ulega wątpliwości, że Kaufman włożył w adaptację sporo osobistych symboli i koszmarów wyjętych z własnego rejestru strasznych snów. Ten intymny charakter sprawia, że film jest wiarygodny, a emocje, jakie budzi, są autentyczne. Podczas oglądania czujemy dziwny, niemal metafizyczny rodzaj niepokoju. To lęk przed przemijaniem, niespełnieniem, nieudanym życiem, a może i nawet – nieistnieniem. Może pora z tym skończyć nie tylko odkrywa istotę myślenia, ale też pokazuje, jak bardzo zapożyczona jest nasza tożsamość i jakie są jej części składowe – strzępy wspomnień, przeczytane książki, obejrzane filmy i reklamy telewizyjne. Sens produkcji najmocniej wybrzmiewa w scenie, kiedy bohaterka znajduje w piwnicy (piętrowość ma tu psychoanalityczne znaczenie) obrazy, które wcześniej przedstawiła jako własne, a w tle słyszymy:

Tylko garstka ludzi posiada swe dusze za życia. Emerson pisał: samodzielny czyn to niezwykła rzadkość u człowieka”. To prawda. Większość ludzi to inni ludzie. Ich myśli to czyjeś opinie. Ich życie to mimikra, ich pasje to cytat. To cytat z Oscara Wilde’a.

Cytaty w strukturze opowieści mają głębszy sens. To powód, dla którego dziewczyna mówiąc o Kobiecie pod presją (1972, J. Cassavetes), posługuje się tekstem słynnej recenzji Pauline Kael, a Jake w scenie przeżywania wielkiego sukcesu posiłkuje się mową noblowską z Pięknego umysłu (2001, R. Howard). Warto podkreślić, że nie jest to film-zagadka, w którym każdą rzecz należy analizować w kategoriach symbolu. Nie jest to również erudycyjna postmodernistyczna układanka, gdzie radość ma sprawić rozgryzanie kolejnych nawiązań, a nieznajomość źródeł przekreśla możliwość zrozumienia dzieła. Użyte cytaty są tylko przykładem – w ich miejsce możemy równie dobrze wstawić treści, z których sami korzystaliśmy, by zachwycić wiedzą partnera, czy znajomych. Może pora z tym skończyć stanowi zagadkę tylko na tym poziomie, na jakim jest nią dla nas rzeczywistość i my sami. To film o zetknięciu się bohatera z obezwładniająco zimną prawdą o nim samym, która dotyka istoty naszych myśli i pozwala z większą uwagą przyjrzeć się sobie. 

Może pora z tym skończyć (2020), reż. Charlie Kaufman

O autorce:

Filmoznawczyni, kinofilka i flâneuse. Prowadzi bloga "Kino w zwolnionym tempie", na którym wychwala wszystko, co artystyczne, niekonwencjonalne i buntownicze. Wielbicielka surrealizmu, Béatrice Dalle i snów.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top