Totem w siedmiu odsłonach

Wychodzimy na światło dziennie, aby opowiedzieć wam o ciepłym, choć pełnym smutku i refleksji ostatecznych, Totemie Lili Avilés. To najsmutniejszy film o radości życia, ale zarazem pełna witalności opowieść o miłości, rodzinie i pożegnaniu. Wszystko oczami siedmioletniej Sol. Jeśli urzekł was Aftersun, tańczycie do 120 uderzeń serca, cenicie Amiko i nigdy nie zapomnicie seansu Nakarmić kruki, zaplanujcie już dzisiaj seans Totemu. Z okazji premiery przypominamy wam opinie znajomych krytyków i krytyczek filmowych, które mogliście przeczytać w naszym nowohoryzontowym zinie i zapraszamy do odsłuchania naszego najnowszego odcinka podcastu.


O godności

Tótem to dla mnie taka Sieranevada, ale widziana okiem kobiet. Zamiast politycznych rozmów – domowe przygotowania do urodzin, zamiast dominujących męskich figur – sieć skomplikowanych relacji. Lila Avilés jest czujna na najmniejsze zmiany warty w układzie rodzinnym i pielęgnuje warsztatem organiczny sposób, w jaki one zachodzą. To jeden z najpiękniejszych filmów o godności i radości w obliczu nieuchronnej żałoby.

Patrycja Mucha, Nowe Horyzonty


Zanim zacznie się impreza

Choć od kiedy obejrzałem Tótem na Berlinale, minęło już pół roku, to wciąż pamiętam rodzinę Sol. Film Avilés przenosi widza w sam środek przygotowań urodzin i nie tylko doskonale oddaje harmider tego procesu, ale też wiarygodnie rysuje skomplikowaną charakterystykę relacji między domownikami. Seans Tótemu to przyjście za wcześnie na imprezę, gdzie jest się osobą towarzyszącą, więc można pomóc w przygotowaniach i zajrzeć do pokojów, które jeszcze nie zostały zamknięte przed gośćmi.

Wiktor Małolepszy, Filmawka


Metafizyczny rytm

Tótem to hipnotyzujący spektakl afektów; memento mori, panta rhei i carpe diem w jednym. Lila Avilés składa go ze strapionych spojrzeń, rodzinnych rozmówek, uroczych chichotów i nerwowych krzyków. Dopełnia sceną dziecięcego lip-syncu Łucji z Lammermooru Donizettiego, a i tak pozostawia jeszcze wiele miejsca dla niejednego widza. Tak naprawdę fascynuje ją
w końcu nie to, co na ekranie widziane czy zasłyszane, ale swoiste „pomiędzy” – metafizyczny rytm zarówno domowego mikrokosmosu, jak i całej biosfery.

Julia Palmowska, Pełna Sala


Blisko miejscowych wierzeń

Szaleństwo Łucji z Lamermooru chyba nigdy nie dotknęło widzów tak głęboko i nie wzruszyło fundamentami rodzinnego bezpieczeństwa tak potężnie, jak w nieco apatycznym wydaniu siedmioletniej Sol. Spoczywając na ramionach wkrótce samotnej matki, dziewczynka w przebraniu klauna robi przysłowiową dobrą minę do potyczki jej ojca z Kostuchą i wydaje z siebie dźwięki zwiastujące pozagrobowe pojednanie. Fakt, iż symboliczna chwila rozstania ma miejsce podczas urodzinowej imprezy, na oczekiwaniu której leniwie spędzamy czas w gronie meksykańskiej familii, wydaje się szczególnie znaczący i bliski miejscowym wierzeniom. Finalny performans Naímy Sentíes wyrył mi się
w pamięci z pewnością nie mniej niż te Marii Callas czy Natalie Dessay.

Tomasz Poborca, Pełna Sala

Inna perspektywa

Celebrujący życie i akceptujący śmierć Tótem to kronika wielopokoleniowych smutków i radości. Odejście bliskiego to u Avilés szansa na opatrzenie rodzinnych ran i spojrzenie na życie z nowej perspektywy. Film-przeżycie!

Daria Sienkiewicz, Filmweb

Nostalgia bez sentymentalizmu

W całym zalewie nostalgicznych prób rozliczenia się z własnym dzieciństwem przez reżyserki i reżyserów w średnim wieku, najbardziej przeszkadza mi zawsze skupienie się wyłącznie na emocjonalności i przeżyciach; Lila Avilés Tótemem pokazuje, że nadal można inaczej. Z feerii odgłosów, dźwięków i szumów, kakofonii rodzinnych spotkań, z pomysłem i brakiem pretensji złożyła mozaikę familii niekompletnej, rozbitej przez wyroki boskie, raczej z tych niezbadanych. Ze wszystkich tytułów spod znaku „czułych narracji” w programie tegorocznych Nowych Horyzontów, polecam wybrać się właśnie na obraz Meksykanki.

Michał Konarski, Kino Amondo

Perspektywa dziecka

Chyba najbardziej podobał mi się sposób operowania perspektywą. Kiedy jesteś dzieckiem, widzisz świat w zbliżeniu. Tego przynajmniej uczy nas kino i literatura dziecięca. Lila Avilés wraz z operatorem Diego Tenorio są dziedzicami tradycji miniaturyzowania przestrzeni niedorosłych. Obserwujemy dom rodzinny z bliska. Po lodówce przechadza kociak; na dłoni dziewczynki sunie ślimak, by zaraz potem znaleźć się na obrazie; zbiegła papuga wdzięczy się w garażu; modliszka wykonuje cudaczny taniec na liściu… Potrzeba cierpliwości, by w chaotycznym otoczeniu znaleźć takie niuanse. Podczas seansu warto zawalczyć o tę cierpliwość. Zwróćcie uwagę na ostatnie ujęcie. Gdy spojrzy się z bliska, w każdym kącie tli się życie. 

Karolina Kostyra, Final Girls

Może cię zainteresować

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Do góry