Ząb mamuta. Recenzja Lombardu

„Jak powinniśmy traktować innych? Nie ma innych”

Ramana Maharishi

Przed przejściem do sedna recenzji muszę wytłumaczyć uwarunkowania, wpływające na taką, a nie inną opinię. Z dużą rezerwą podchodzę do dokumentów i reportaży o „polskim Detroit”. Zresztą nie tylko do opowieści o Bytomiu, który w pełni zasłużył na łatkę jednego z najbardziej zaniedbanych polskich miast, ale ogólnie o przedstawicielach „nizin społecznych” (celowo używam tego, mam nadzieję, wychodzącego z użycia określenia), które otwierają we mnie mnóstwo negatywnych odczuć. Zbyt długo pracowałam w bytomskich sklepach i za bardzo zżyłam się z mieszkańcami tego miasta, żebym uważała ich za ludzi gorszych od siebie (tym bardziej, że przeważnie moi współpracownicy byli bardziej zaradni, dowcipni i bystrzejsi niż ja). Bardzo nie lubię beki z dresów, wyśmiewania roboli, traktowania z góry. Z drugiej strony, jeszcze bardziej  wkurza mnie protekcjonalny ton, często stosowany podczas udzielania (nie zawsze chcianej) pomocy. Na szczęście dociera do mnie coraz więcej zgodnych z moim myśleniem głosów sprzeciwu. Jeden z nich należy do Mateusza Górniaka, autora rewelacyjnego zbioru opowiadań Trash Story (2022, Wydawnictwo Ha!art), który w rozmowie z Patrykiem Kosendą negatywnie wypowiedział się o pisarstwie Doroty Masłowskiej, naznaczonym klasistowską pogardą. Genialne, wrażliwe na język ulicy i osiedlowych ławek ucho można wykorzystywać w inny sposób. Jak mówi sam Górniak: „też piszę literaturę opartą na flow, ale po to, żeby gdzieś dystrybuować ciepełko, a nie bekę”. 

Nie lubię też zbytniego romantyzowania Śląska. Przedstawiania zamieszkiwanych przez pięknych ludzi familoków w jaskrawych kolorach, otoczonych aurą boskiego światła, które fajnie wygląda w malarstwie Erwina Sówki i Teofila Ociepki, ale zupełnie nie sprawdza się w kinie. Dlatego na seans Lombardu (2022) Łukasza Kowalskiego wybierałam się z notatnikiem pełnym gotowych inwektyw i zarzutów. Zupełnie niepotrzebnie.

Pełnometrażowy debiut mieszkającego w Katowicach reżysera biorący udział w konkursie tegorocznej edycji Millenium Docs Against Gravity to historia jednego z największych lombardów w Europie. Prowadzący go Wiesiek i Jola muszą przenieść się z centrum Bytomia do biedniejszej dzielnicy miasta, Bobrka. Próby rozruszania interesu w nowym miejscu spełzają na niczym, jednak bohaterom udaje się coś dużo trudniejszego – zjednanie lokalnej społeczności przez zapewnienie im przyjaznej, bezpiecznej przestrzeni. Do lombardu ludzie wpadają się wygadać, pośmiać lub pożalić. Klienci mogą liczyć na dobre słowo pani Joli, ale też sprzedać zbędne klamoty, żeby jakoś przetrwać do wypłaty zasiłku. Silne osobowości właścicieli przyciągają jednostki spragnione wsparcia i bezinteresownej pomocy. To zdaje się główny cel działalności charakternej pary, która nie tylko kupującym, ale też pracownikom zapewnia schronienie i ciepło.

Mimo otulającej wymowy Lombard nie jest lukrowanym reportażem. Reżyser z równą empatią portretuje zalety i wady bohaterów. Choć podział na dobre i złe jest zbędny – w ujęciu Kowalskiego istnieją po prostu ludzie, z całym spektrum cech i zachowań, jakie to pojęcie ze sobą nosi. Temperamentna pani Jola w narzuconym na ramiona futrze i z krwistoczerwonymi szponami świetnie sprawdziłaby się jako heroina kina Rainera Wernera Fassbindera (swoją drogą jego muza, Hanna Schygulla, pochodzi z sąsiadującego z Bytomiem Chorzowa). Harda i bezkompromisowa, głośno wyraża swoje zdanie i walczy o każdy grosz, a jednocześnie jest bardzo opiekuńcza względem pracowników i klientów. To kobieta, która niesie ze sobą bagaż doświadczeń, co pozwala jej zrozumieć innych. Jola wie jak pomagać, aby nie pozbawić drugiej osoby godności. Głodnemu mężczyźnie proponuje drobną (i niekoniecznie potrzebną) pracę przy zamiataniu rampy, a od stałych klientów przyjmuje nie zawsze nadające się do sprzedaży rzeczy za stawkę, która znacznie przewyższa ich wartość. Nie przeszkadza jej to w krytykowaniu Wieśka, nie raz przyjmującego ekscentryczne przedmioty zamiast pieniędzy. Elegancki i wygadany mężczyzna to biznesman-samouk, kontestujący konsumpcjonizm i tak pochłonięty swoją wizją, że zdaje się nie przejmować coraz niższymi dochodami. Chociaż nie jest mistrzem interesu, trudno zobaczyć w nim przegrywa. Wręcz przeciwnie, jego umiejętność życia na własnych zasadach i to, jak sączy czas podczas kolejnych pociągnięć papierosa, może budzić zazdrość. Warto podkreślić, że obie męskie kreacje – Wieśka i dresiarza Tomka – dalekie są od maczystycznych stereotypów. Obaj są wrażliwymi, lekko zagubionymi w kapitalistycznym świecie facetami, romantycznie podchodzącymi do relacji z kobietami i częściej niż one rozmawiającymi o uczuciach.

Kowalski zapewnił bohaterom filmu odpowiednią przestrzeń, by ich osobowość nie została w żaden sposób ograniczona czy przekłamana. Zadbał również o to, by blask Joli i Wieśka nie przyćmiewał innych postaci, zostawiając sporo miejsca dla pozostałych pracowników lombardu i jego klientów. Zapadające w pamięć, stonowane zdjęcia Stanisława Cuske’a nie upiększają, ani nie obrzydzają bytomskiej przestrzeni, ale dają jej w pełni wybrzmieć. Zresztą to chyba klucz do czytania Lombardu jako całości. To film dokumentalny, który pozwala wykrojonemu kawałkowi rzeczywistości zaistnieć w zbiorowej świadomości, dopuszczając do głosu bohaterów, którzy dotychczas go nie mieli. Słowa, które Roksana wypowiada do swojej córki – „jak jesteśmy mali, to nam się wydaje, że wszystko możemy, a jak dorośniemy, to nas zabija brak pewności siebie” – to dla mnie jedno z bardziej celnych i mądrych stwierdzeń, jakie słyszałam ostatnio w kinie. Lombard mógłby z podobnym skutkiem wyreżyserować Aki Kaurismäki. To prosty, pełen humoru, nieszablonowych postaci i dziwnych zdarzeń film, w którym czas płynie wolno, a pomiędzy kolejnymi scenami przemyka, w nienachalny sposób, bezpretensjonalna mądrość życiowa. Reżyser unika patosu, wielkich hipotez i próby zdefiniowania pokazywanego świata. Zamiast tego pozwala bohaterom po prostu być, a publiczności daje przyjemność przebywania z nimi.

Lombard, podobnie jak zeszłoroczny Ostatni komers (reż. D. Nickel), to świetny przykład filmu nieoceniającego, który nie ośmiesza i nie demonizuje swoich bohaterów. Na razie jest to w polskim kinie punkt widzenia tak rzadki, jak ząb mamuta sprzedany w bytomskim lombardzie przez jednego z klientów. Jest jednak nadzieja, że debiutujący twórcy nie zejdą z empatycznej ścieżki i podobne produkcje a przede wszystkim podobnych bohaterów, będziemy widywać na ekranie coraz częściej.

Lombard (2022), reż. Łukasz Kowalski

O autorce:

Filmoznawczyni, kinofilka i flâneuse. Prowadzi bloga "Kino w zwolnionym tempie", na którym wychwala wszystko, co artystyczne, niekonwencjonalne i buntownicze. Wielbicielka surrealizmu, Béatrice Dalle i snów.

Zobacz też:

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top